Żaden z braci niech nie głosi kazań wbrew praktyce i zarządzeniom świętego Kościoła i bez pozwolenia swego ministra (...). Wszyscy jednak bracia niech głoszą kazania czynami.

13 marca 2017, Bimbo, RCA
13 marca 2017, Bimbo, RCA
Data: 2017-03-20

Od czwartku uczestniczyłem w formacji dla nowych misjonarzy. Bardzo cenna inicjatywa. Ze strony organizacyjnej wyszło trochę licho, bo aż czwartku nie wiedziałem nic poza tym, że formacja odbędzie się w Centrum Wyższych Przełożonych zakonnych w Bangui. Dzwoniłem kilka razy ale ciągle powtarzano, że nie ma jeszcze żadnych szczegółowych informacji. Toteż przygotowałem się na trzydniowy pobyt w owym Centrum. Na miejsce zawiózł mnie Norman. W trakcie okazało się, że formacja odbywa się tylko przed południem i każdy wraca do siebie, by następnego dnia spotkać się znowu o godzinie 9.00. Wróciłem do domu wraz z o. Józefem, jezuitą, który prowadził nam pierwszy dzień formacji, a po jej zakończeniu wybierał się do seminarium, czyli w okolice naszego domu. Skorzystałem z okazji. Następnego dnia oraz w sobotę pojechałem na spotkania motorem. Poruszane treści były bardzo ciekawe a dotyczyły historii ewangelizacji w RCA, historii politycznej kraju, nieco o socjologii, kulturze, ekonomii. Innym razem napiszę nieco więcej o tym co usłyszałem.

 

W sobotę skończyliśmy formację a w niedzielę poproszono mnie o wygłoszenie konferencji dla grupy Młodzieży Franciszkańskiej w parafii św. Antoniego w Bimbo. Miałem mówić w sango o spowiedzi – "po co"? i "jak?" By uskutecznić przekaz przygotowałem prezentację multimedialną. To pozwoliło mi, mimo braków w języku trzymać się najistotniejszych treści. Na koniec pojawiły się pytania. A to dobry znak. Pytali o "absolucję generalną i jej warunku", o "przygotowanie spowiedzi po dłuższym czasie niespowiadania się, o grzechy zarezerwowane Stolicy Apostolskiej, o spowiedź par nie żyjących w związkach sakramentalnych, oraz o to, czy Bóg zawsze wybacza"... Wracając do domu byłem bardzo zadowolony ale i wyczerpany. Malaria czai się w cieniu i uderza co jakiś czas...

Dziś byłem u lekarza. Wszystko trwało bardzo długo ale ostatecznie nakreślono mi dawkowanie i sprzedano chininę. Zaczynam wieczorem ; ) Leczenie ma trwać pięć dni. Zdaje się zatem, że najbliższy tydzień spędzę w domu na kuracji. Na szczęście zapasy żywności nie wymagają wielkich zakupów, a "wali-gara­" (kobieta-targ) wznowiła swoją posługę na rzecz naszej wspólnoty, więc warzywa same przychodzą do kuchni ; )

 

Pozdrawiam zatem serdecznie i polecam się pamięci molitewnej, bym czym prędzej wrócił do aktywności... Choć nasza „aktywność" nie zawsze jest jednoznaczna z pojęciem „misyjnej aktywności" w rozumieniu samego Boga. Czasem bywa tak, że gdy nam się wydaje, iż pozostajemy pasywni, On działa przez nas dużo bardziej, niż wówczas gdy sami chcemy coś zrobić ; ) Choroba jest tego chyba najlepszym przykładem... Wtedy chyba jesteśmy podobni do Jezusa dużo bardziej, niż wówczas gdy głosimy Słowo. Tak sobie myślę ; )

 

Błogosławię! +