... gdyby którykolwiek brat chciał udać się między Saracenów i innych niewiernych, niech idzie za pozwoleniem swego ministra [przełożonego] i sługi.

25 października 2017, Bimbo, RCA
25 października 2017, Bimbo, RCA
Data: 2017-10-25

W tygodniu misyjnym… krótki flesz z Czarnego Lądu. Ostatni odcinek naszej misyjnej drogi w RCA oscylował wokół uroczystości świętego Franciszka, poprzedzonej nowenną. Franciszek stanął w centrum tych dni, w sercu naszej misji.

Dni poprzedzające uroczystość wpisują się idealnie w słowo: przygotowanie. Najpierw trzeba tu nadmienić przyjazdy braci. W tych dniach bowiem wrócili do nas bracia, którzy ukończyli w tym roku nowicjat: Dominique, Thibaud i Marcel. Zostali z nami ok tygodnia, po czym dwaj pierwsi pojechali na swoje urlopy, zaś Marcel zaczął jeździć i zbierać dokumenty do wyjazdu do Kolwezi (RDC) na studia filozoficzno-teologiczne. On jeden spośród całej trójki wyraził wolę formacji kapłańskiej. Dwaj pozostali, jeszcze przed wyjazdem do rodzin przedstawili swoje pomysły na przyszłość i pozostawili nam – formatorom – nieco czasu na refleksję i podjęcie decyzji co do ich formacji. Ostatecznie Dominique rozpoczął studia w Wyższej Szkole Zarządzania na kierunku ekonomia i zarządzanie, zaś Thibaud poświęci się pracy w stolarni na terenie naszej posesji. Po roku praktyki być może zostanie wysłany na formację profesjonalną. Ich czas urlopów to dla naszej wspólnoty także okazja by poznać ich rodziny. Toteż pewnej niedzieli wybrałem się do każdego z nich, by postawić stopę w kolebkach ich powołania. Takie wizyty to zawsze wielkie wydarzenie dla rodziny, więc przyjęli mnie z hojnym sercem.

Do wspólnoty wrócił też Fabien, brat filozof, który skończył swój urlop. Pozostał on kilka tygodni w naszej wspólnocie, po czym wraz z nową ekipą wyruszył do Boali.

Także nasz współbrat Norman zjechał z powrotem do Bangui, po swoim urlopie w Polsce. Dla niego był to tylko chwilowy postój w stacji Bimbo, ponieważ jego głowa i serce od dłuższego czasu rezydowały już w Boali, gdzie miał przejąć posługę proboszcza nowej parafii.

Im bliżej było Franciszka, tym nasza wspólnota coraz bardziej rosła. A że Hieronim, mający wyruszyć do Rafaï nie potrafił opuścić naszego domu w skutek przeróżnych powodów (odwołane loty, brak miejsca w samolocie, burze uniemożliwiające start bądź mogące uprzykrzyć lądowanie w Rafaï czy też inne niedogadania…) toteż osiągnęliśmy swego czasu zawrotną liczbę dwunastu braci. Były też dni, kiedy zawitał do nas o. bp Zbigniew Tadeusz Kusy, który niestety nie znalazł już wolnego pokoju w naszym domu. Nocował on zatem u sióstr dominikanek ale większość czasu spędzał u nas.

Nasz dom okazał się gościnny, choć mały. Budowa nowego budynku posuwa się do przodu. Prezentuje się bardzo doniośle. Każdego dnia pracownicy dokładają kolejną „cegiełkę”. W ostatnich dniach finalizują instalację elektryczną. Pozostaje instalacja wodna, i wykończenie wnętrz. Trudno jednak przewidzieć datę końcową.

Jeszcze przed uroczystościami poproszono mnie o wygłoszenie rekolekcji dla aspirantów do WSD, którzy rozpoczynali swój rok propedeutyczny. To było niesamowite wyzwanie, które podjąłem z radością. Nie miałem wiele czasu na przygotowanie – raptem 4 dni, ale miałem wystarczająco pomysłów i intuicji, by wyjść z twarzą. Rekolekcje przewidziano na trzy dni, gdzie każdego dnia miały się odbyć dwie konferencje oraz poranna Msza z homilią. To dało mi obraz sześciu konferencji gdzie pierwsza i ostatnia miały być wprowadzeniem i konkluzją. Zasadniczo więc cztery konferencje tematyczne. Podano mi temat całości: Jeune appelé à suivre le Christ (Młody powołany by naśladować Chrystusa). Postanowiłem zatem pierwszą konferencję poświęcić na wyjaśnienie terminów. Młody – zaprezentowałem na przykładzie Gedeona dlaczego Bóg powołuje młodych, jakie są tego zalety, jakie to daje szanse – Bogu i powołanemu. Chciałem też nieco skonkretyzować słowo „powołany”, i w tym celu odniosłem się do przykładu Dawida, który został wybrany i wezwany, nawet szukany. Sposób bycia z Bogiem, wyrażony w słowie „naśladować” wyjaśniłem poprzez przykład św. Piotra i sceny, w której Chrystus napomina go by „zszedł mu z oczy”, co ma swoje wyjaśnienie w „kroczeniu za”, czyli uwypukla się tu rys zaufania, poddaństwa i ucznia. W końcu przyszło nam zatrzymać się nad słowem Chrystus. Skorzystałem tu z pięknego hymnu św. Pawła w liście do Kolosan, gdzie Chrystusem jest Jezus – odbicie istoty Boga. Mając wyjaśniony trzon, wraz z drugą konferencją przeszliśmy do części zasadniczej. Każda z kolejnych czterech prelekcji przedstawiała jedną postać. Każda z tych postaci miała za zadanie uwypuklić jeden z aspektów życia powołanego. I tak rozpoczęliśmy od Samuela, jako „młodego – powołanego”. Na jego przykładzie udało mi się uwydatnić rolę kierownika duchowego w rozeznawaniu powołania. Drugi dzień rozpoczęliśmy wraz z Jonaszem – „młody, który się zmaga, który walczy”. Jonasz był dla nas anty-przykładem człowieka, który boi się wyzwań, który szuka wygody i który nie ma w sobie dość motywacji, by wziąć na klatę trudów Bożego wezwania.  Popołudniu natomiast przeszliśmy do Pieśni nad pieśniami. Dwie pozostałe konferencje traktowały o miłości. O sercu misji i posługi. I tak prześledziwszy poczynania Oblubieńca i Oblubienicy wciąż się szukających i spragnionych swej obecności, odkryliśmy zależność kapłana od miłości Boga. Mówiliśmy o naszej duszy, która musi być wciąż karmiona na modlitwie osobistej, by nie pozostawała sucha z pragnienia. Naszą wzajemność w tej relacji zilustrowałem w przykładzie Ozeasza, tego który ze względu na Boga miał pochylić się nad prostytutką, by ją wydźwignąć ku pięknu. Bazując na opisie z Ezechiela, z rozdziału szesnastego, nakreśliliśmy misję kapłana, który posłany zostaje nieraz do bardzo nędznej parafii, porzuconej i odrzuconej, dla której ma się spalać i w pracy z którą nie może się zniechęcać. Wierność Ozeasza stanowiła dla nas zachętę do pracy. Całość wypowiedzianych treści znalazła swoje résumé w ostatniej konferencji, w której zaprezentowałem św. Franciszka, jako człowieka powołanego, zbuntowanego, który jednak dał się posiąść Miłości Boga i w Bożym szaleństwie zwrócił swe serce ku najuboższym, by ich pociągnąć ku Bogu.

Ta posługa dała mi dużo satysfakcji. Już dawno nie miałem okazji, by podjąć tego typu pracę, więc każde wypowiadane słowo, było dla mnie jak kropla orzeźwiającej wody w upalny dzień. Aspiranci słuchali z zaangażowaniem. Zadawali pytania. Przedstawiali swoje niepokoje. Był to bogaty we wrażenia czas.

W ramach przygotowań do uroczystości św. Franciszka rozpoczęliśmy wspólnie z rodziną Franciszkańską nowennę. Tego dnia obficie padało więc frekwencja nie dopisała. Każdy kolejny dzień, wspólnoty odmawiały ową modlitwę przygotowawczą w swoich domach, by spotkać się znów na terenie posesji braci Kapucynów trzeciego października. Tego dnia miało miejsce zakończenie nowenny, Transitus i nocne czuwanie prowadzone przez tercjarzy i młodzież franciszkańską.

Czwartego października zebraliśmy się na uroczystej Eucharystii o godzinie 8:00. Była piękna pogoda. Przyszło wielu. Była młodzież, tercjarze, siostry zakonne różnych dominacji, gospodarze – bracia Kapucyni i my, zza miedzy. Przypadło mi w udziale tego dnia głosić Słowo Boże i przewodniczyć liturgii. Było to dla mnie spore wyróżnienie. Msza była celebrowana w języku sango. Przygotowałem homilię na temat ubóstwa, którego najwyższą formą jest posłuszeństwo, czyli wyrzeczenie się samego siebie.

Po Eucharystii cała brać „wysypała się” na plac klasztorny i radości nie było końca. Powitania, pozdrowienia, pogawędki, zdjęcia i wspólne wyczekiwanie posiłku. Tradycyjnie podano maniok, ngundzię i kury. Mimo że menu było takie jak zawsze, ten specjał nikomu się tu nie nudzi. Było smaczne.

Wieczorem świętowanie pozostawiono własnej inwencji. Toteż już w mniejszym gronie zebraliśmy się na kolację w naszym domu, pośród braci, z siostrami dominikankami.