Bracia zaś, którzy udają [się do niewiernych niech] nie wdają się w kłótnie ani spory, lecz winni być poddanymi "wszelkiemu ludzkiemu stworzeniu ze względu na Boga" (1 P 2, 13) i przyznawać się do wiary chrześcijańskiej.

28 lutego 2019, Bimbo
28 lutego 2019, Bimbo
Data: 2019-03-08

W ostatnich dniach doczekaliśmy się w Bimbo deszczu. W końcu. Nasz ogród już praktycznie obumarł, trawnik bezwstydnie odsłonił nagość ziemi, a pył dosięgnął już każdego zakamarka naszego domu. Czekaliśmy na ten mangowy deszcz, jak drzewa mangowce – by zaowocować w najbliższych miesiącach.

 

Ciemne chmury zebrały się nad nami w poniedziałek. Przyszedł silny wiatr i – jak można było podziwiać z werandy na drugim piętrze naszego nowego domu – Bangui zostało zalane falą orzeźwiających opadów. Do nas deszcz dotarł z lekkim opóźnieniem i z nieco mniejszą siłą ale jednak. Popadało z ok 40 min. Taka deszczowa fala nas nie zalała ale jednak nieco orzeźwiła otoczenie. W końcu w Bimbo popadało. Następnego dnia lekko poprawiło, w okolicach godzin wieczornych. Był to pierwszy deszcz na naszej posesji od początku grudnia! Podkreślam, że „na naszej posesji”, bo „wiosenny deszcz” jest bardzo lokalny.

 

Na początku lutego przylatywał do nas pewien brat franciszkanin, Brytyjczyk – Peter Williams (były definitor generalny, który nota bene, był tym bratem, który przed trzydziestoma laty przyleciał do RCA na rozeznanie nowej placówki gdzie lada moment mieli przybyć pierwsi franciszkanie; miedzy nimi o. Zbigniew Kusy, o. Kordian Merta i o. Barnaba Dziekan!). Pojechaliśmy więc wieczorem na lotnisko wyczekując naszego brata. Aż tu nagle zerwała się taka ulewa, że – aż trudno było uwierzyć własnym oczom – ludzie chodzili chodnikami po kolana w wodzie! Padało tak mniej więcej pół godziny. Jak się jednak okazało, po przyjeździe do Bimbo, zastaliśmy kwiaty i krzewy dosłownie krzyczące o litość i odrobinę wody… Skoro już jestem przy temacie br. Peter-a Williams-a… Spędziliśmy z nim zaledwie krótki wieczór i poranek dnia następnego. Przyleciał do nas z Togo, gdzie pracuje jako misjonarz. Jest jednak odpowiedzialnym z ramienia Zakonu za Siostry Klaryski na kontynencie afrykańskim. Przyleciał zatem, aby już następnego dnia wyruszyć w podróż niecałe 1000 km na zachód, do Bouar, gdzie znajdują się Siostry Klaryski, rodem z Włoch ale już z trzema siostrami rodzimymi. Brat Williams zażyczył sobie jednak, by przenocować u Franciszkanów, mimo, że bardziej poręczniej byłoby mu nocować u Kapucynów lub Karmelitów (szofer, który miał go zawieść do Bouar, jest pracownikiem u Kapucynów). Cieszyła nas ta decyzja. Brat Raymond zna br. Peter-a jeszcze z czasów formacji początkowej – wówczas br. Peter, jako definitor generalny odwiedzał często domy formacyjne w Afryce. Dla mnie była to nowa znajomość. Ale jakże cenna! Nie mieliśmy wiele czasu na rozmowę, niemniej jednak br. Williams dał się poznać jako człowiek bardzo skromny, spokojny i zarazem o niezwykłym doświadczeniu – ma pojęcie o Zakonie praktycznie na całym Bożym świecie… Wizytował wiele prowincji, pomagał zakładać nowe… Cenne były jego spostrzeżenia.

 

Ostatnie dni natomiast, mimo że deszcz nieco zrosił afrykańską aurę, są dla mnie i gorące i „pod ciśnieniem”. Z jednej strony z racji na odpowiedzialność, z drugiej z racji na refleksje i rozważania. Jedno jednak przeplata się z drugim.

 

Może wpierw o tym co w głowie. Są tego - powiedziałbym - dwa źródła – aktualna sytuacja w Kościele – Synod w sprawie młodych oraz dopiero co zakończony szczyt w Watykanie na temat ochrony nieletnich; oraz to co dzieje się na naszym poletku. Temat nasilił się w moich rozważaniach przez pewien „zbieg okoliczności”.

 

a)      Po pierwsze wciąż szukam materiałów dotyczących formacji i z tej też racji sięgnąłem po dokument na zakończenie ostatniego Synodu Biskupów. Poruszono w nim także temat nadużyć i oczekiwań młodzieży w sprawie duszpasterstwa młodych i roli kapłana – ojca i powiernika.

b)      Starałem się też śledzić w tych dniach wieści napływające z Watykanu, ze szczytu.

c)      A w wolnych chwilach sięgnąłem po lekturę p.t. „Spisek Franciszkanów” Johna Sacka.

d)      W to wszystko wplatają się dochodzące nas słuchy z prawa i z lewa na temat obyczajów mieszkańców Środkowej Afryki – poznaje je coraz lepiej i częstokroć jestem coraz bardziej zszokowany i zdezorientowany (czy ktoś potrafi uwierzyć, że w naszym kraju dochodzi do sytuacji, że mieszkańcy pewnej wioski na głównym „szlaku handlowym naszego kraju”, dowiedziawszy się o wypadku ciężarówki w okolicy, biegną ile sił starcza, by wykraść co pozostało… i – o zgrozo! – dobić tych spośród podróżujących, którzy przeżyli wypadek i mogliby poświadczyć o ich haniebnych czynach…?)… To tak trochę poza tematem… wracając jednak do szokujących obyczajów w temacie: żyjemy w kraju, gdzie w skali przerażającej szerzy się prostytucja. Dziewczyny są gotowe na wszystko dla kilku marnych franków. Na wioskach – z biedy, w mieście – dla podniesienia statutu i budżetu. Sprawa stała się mi o tyle bliska, że wciąż dochodzą mnie słuchy, iż moralność ludzi kościoła nie odbiega zbytnio od norm społeczeństwa. Niech poświadczą o tym wydarzenia sprzed kilku laty, kiedy to zamknięto seminarium, a wielu księży przeniesiono do stanu świeckiego… wszystko za nieuszanowanie celibatu. Problem jednak wrócił jak bumerang (chyba jednak jeszcze nie z taką siłą jak uprzednio[?]) A co na to ludzie…? Czy się nie gorszą? „Ksiądz też człowiek” – słyszę w odpowiedzi.

 

Z każdym dniem przekonuję się, że płyniemy pod prąd, a im dalej brzegu, prąd nabiera coraz większej siły. Polecamy się Waszym modlitwom!

 

Rzeczywistość o której debatowano w Watykanie jest naszą codziennością. A jak ma się do tego moja franciszkańska lektura…? „Spisek Franciszkanów” to powieść oparta na faktach opowiadająca o wydarzeniach, które miały miejsce zaraz po śmierci św. Franciszka, jak to na polecenie generała zakonu i kilku wpływowych hierarchów kościelnych schowano szczątki świętego na tyle skutecznie, że przez następnych 600 lat nie wiedziano gdzie spoczywa nasz Święty. Lekturę dopiero zacząłem, ale już sam wstęp zainspirował mnie do intensywnych rozważań. Autor nakreśla bowiem dwie opcje które podzieliły ówczesnych braci: skrajne ubóstwo oraz życie monastyczne na wzór wcześniejszych zakonów (bardziej ubóstwo personalne niż wspólnotowe). Ta optyka skierowała moje spojrzenie na ówczesną sytuacje kościoła w zestawieniu do tej dzisiejszej – zwłaszcza tutaj w RCA. Autor jasno pokazuje niemoralne życie kleru, magiczne wierzenia ubogich chrześcijan i przyziemne aspiracje tych, których Bóg wezwał na ścieżki franciszkowe. Uderzył mnie zwłaszcza cytat umieszczony na samym wstępie lektury. Słowa te zostały przypisane Bertrandowi Russell-owi: „Gdyby szatan istniał, dalsze losy zakonu założonego przez świętego Franciszka przyniosłyby mu najwyższą satysfakcję… Uwieńczeniem życia świętego Franciszka stało się powstanie jeszcze jednego opływającego w dostatki i skorumpowanego zakonu […] Mając na uwadze jego ideę i charakter, nie sposób sobie wyobrazić bardziej gorzkiego rezultatu”…

 

Te wszystkie bodźce – prowokacja ze strony Russell-a, kryzys moralny ludzi Kościoła (w czasach Franciszka oraz dzisiaj), oczekiwania młodych wyrażone w dokumencie Synodalnym – skłaniają mnie do postawienia tezy, że moje życie, życie chrześcijanina, życie każdego z nas, albo będzie radykalne i święte, albo będzie letnie i narażone na pokusę niewiary i kompromisu. Tylko ten, który zaryzykuje życie dla Boga, znajdzie satysfakcję. W przeciwnym razie będzie szukał satysfakcji gdzie indziej.

 

Wciąż rozważam nad wiarygodnością mojego życia w kontekście ubóstwa. Tak jak pisałem o tym w ostatnim mailu przed wlotem na wakacje, w 2018 roku – z daleka wydaje się, że żyjemy jak Franciszek: ubodzy pośród ubogich. Ale z bliska widzę, że daleko mi do ubóstwa. Odkryłem ostatnio mały niuans. Jest prawdą że jesteśmy tu dla ubogich i im posługujemy. Ale Franciszek wpierw zapragnął być z ubogimi, pośród ubogich, jak ubodzy… Pozostaje to dla mnie wciąż kwestią otwartą. Nie znajduję praktycznego rozwiązania. Czas Wielkiego Postu będzie dobrą sposobnością, by się z tym skonfrontować.

 

To tak po krótce co dzieje się we mnie. Jeszcze kilka słów co dzieje się obok mnie.

 

W ostatnich tygodniach pojawiła się szansa wysłania ciężarówki do Rafaï. Stąd też napływają zamówienia. Długa lista zakupów wyznacza mój rytm w ostatnim tygodniu. Robię zapasy, składam w sali i czekam daty wyjazdu ciężarówki.

 

Jednocześnie zaopatrzam naszą nową bibliotekę w książki. Chrześcijańska organizacja Militia Christi Education, wyszła wobec nas (i nie tylko nas) z propozycja przesłania zgromadzonych przez nich teologicznych, biblijnych i filozoficznych książek. Przedstawili nam listę ponad 2000 pozycji spośród których mamy wybrać te, które uznany za przydatne i odesłać listę z powrotem do końca marca. Z początkiem kwietnia MCE prześlą nam część z zaproponowanych przez nas książek (większość pozycji jest jednoegzemplarzowa, stad nie sposób zadowolić wszystkich chętnych). Bądź co bądź końcem kwietnia zostaniemy zaopatrzeni w nową literaturę. Dalsze inicjatywy tego typu mają ponoć zostać podjęte przez MCE w kolejnych miesiącach.

 

Zadbaliśmy też w ostatnich tygodniach o estetykę naszego nowego domu – zamówiliśmy obrazy świętych franciszkańskich, tak iż każdy z sześciu pokoi ma swojego patrona, a w sali wykładowej malarz wymalował tło w kształcie mapy RCA z postacią św. Franciszka, na którym mamy zamiar umieszczać zdjęcia poszczególnych roczników rodzimych braci.

 

W temacie formacji wierność i wytrwałość wiodą prym w naszych działaniach. Trzymamy się tego co już podjęliśmy i staramy się poprawić co można. Był zatem kolejny weekend dla kandydatów, trwają spotkania z postulantami (rozpoczęliśmy już tematy dotyczące życia św. Franciszka i duchowości Braci Mniejszych)… Jedną z sobót gościliśmy w naszym domu grupę powołaniową z naszej parafii. Przy każdej parafii działa tak właśnie grupa, która zrzesza wszystkich młodych (chłopców i dziewczęta), którzy aspirują lub po prostu myślą o życiu zakonnym lub o wstąpieniu do Seminarium. Ta właśnie grupa z parafii św. Antoniego w Bimbo przybyła do nas wraz z s. Fredericą, Włoszką, kombonianką, które jest ich odpowiedzialną. Spotkanie to było jednym z cyklu spotkań mających na celu poznanie różnych charyzmatów – niebawem młodzi wybiorą się do Kapucynów, Karmelitów, Spirytynów… i całej reszty. Dla nas był to wspaniały czas dzielenia się naszym skarbem – historią św. Franciszka, duchowością Zakonu i naszą codziennością. Wielość pytań świadczy, że młodzi rzeczywiście zostali zainteresowani treściami prezentowanymi przez moich braci. Doświadczyliśmy, że dzieląc się tym co dla nas powszednie, odkryliśmy że nasze życie jest piękną i zachwycającą ścieżką w Kościele.

 

Wszelkie przedsięwzięcia próbował nieco zakłócić – we Franciszkowej nomenklaturze - „brat osiołek”, czyli moje kruche ciało. Przyszło kilka dni słabości. Szybko zrobiłem badania, wpierw na malarię później na bakterie i nic z tego nie wyszło. A zmęczenie po kilku dniach przeszło. Trochę mnie to uspokoiło i dało nadzieję, że nie każde osłabienie powodowane jest chorobą. Czasem wystarczy po prostu odsapnąć.

 

Moja sprawa w trybunale zmierza ku szczęśliwemu końcowi. Na ostatnie wezwanie oskarżyciele i ich adwokat się nie wstawili. Pozostaje nam już ostatnie spotkanie, siódmego marca. Wówczas najprawdopodobniej sprawa zostanie umorzona.

 

Niech te kilka słów wystarczy. Gorąco dziękuję Wam za modlitwy i dobre słowa! Wielkie dzięki także tym, którzy nie piszą ale dobrze o mnie myślą! Doceniam ten dar! Błogosławię każdemu i każdej z Was! +

 

Już niebawem wchodzimy w czas Wielkiego Postu. Niech to będzie zatem intensywny czas pokuty, nas – dzieci Kościoła, za grzechy naszych braci i sióstr. I za nasze osobiste grzechy. Niech błogosławieństwo Boże towarzyszy Wam na ścieżkach Świętego Kościoła Katolickiego.