Bracia zaś, którzy udają [się do niewiernych niech] nie wdają się w kłótnie ani spory, lecz winni być poddanymi "wszelkiemu ludzkiemu stworzeniu ze względu na Boga" (1 P 2, 13) i przyznawać się do wiary chrześcijańskiej.

3 czerwca 2019, Bimbo, RCA
3 czerwca 2019, Bimbo, RCA
Data: 2019-06-04

Czas wielkanocny dobiega końca. Za nami uroczystość Wniebowstąpienia, którą w RCA świętujemy w czwartek, na dziesięć dni przed Zielonymi Świątkami. Można by rzecz, że jesteśmy na ostatniej prostej, by otrzymać Bożego Ducha i ruszyć kolejny już raz na cały świat z Ewangelią Jezusa. Rzecz jasna, że Ducha Świętego każdy z nas już otrzymał. Podobnie ma się sprawa z naszym posłaniem misyjnym. Niemniej jednak, uroczystości te przeżywam nie jako przypomnienie, wspomnienie faktów już dokonanych. Tak jak pisałem o tym ostatnim razem, czuję się wezwany do przejścia morza, do wejścia w nową rzeczywistość, w realność Ziemi Obiecanej. Bóg prowadzi nas od zarania, i pragnie prowadzić nadal. To znaczy, że wciąż jest coś nowego, że wciąż stawia przed nami nowe wyzwania i nie zostawia nas w nich samych. Na nowo posyła i na nowo obdarowuje. I to hojniej niż wcześniej. Wierzę, i życzę tego każdemu z Was, że uroczystość Zesłania Ducha Świętego będzie dla nas nowym wymarszem, nową siłą, nową radością i nowym rozmiłowaniem się w Bogu, który nas wybrał i ustanowił! Szczęść Wam Boże!

 

Moi drodzy, na dniach pożegnałem Hieronima, który wyleciał do Polski, a którego część z Was już miała okazję przywitać na Ojczystej Ziemi. Wciąż jeszcze żywe pozostają we mnie wspomnienia z tego czasu. Z radością zasiadaliśmy do kawy, rozegraliśmy kilka partii szachowych, obejrzeliśmy film… Była też okazja, by uraczyć nasze podniebienia jakimś niecodziennym smakiem w centrum miasta. Ogólnie rzecz ujmując byliśmy po prostu razem, a to dało nam wiele radości i pokoju. Niestety na ten czas przyszło też kilka dni mojej słabości. Zaatakowała mnie jakaś alergia. Wysypka obsypała górną część mego ciała i drobne punkty rozlały się w czerwone plamy. Domowe sposoby nie pomogły toteż udałem się do naszej doktorki, która zaaplikowała zastrzyki i po dwóch dniach śladu nie było. Co mogło być przyczyną? Trudno mi to rozeznać. Najprawdopodobniej coś zjadłem, albo coś mnie ugryzło… Było minęło. Nie wracamy. Po alergii jednak przyszła kolejna słabość. Zbiegło się to z weekendem, gdy przebywali u nas aspiranci (kolejnych czterech) – od 24 do 26 maja. Trudno więc było znaleźć czas na wytchnienie. Gdy jednak spotkanie zakończyło się, a w okolicach godziny 16h00 gorączka utrzymywała się na poziomie 37,5*C, zebrałem manatki i podjechałem do sióstr, by poprosić o pierwszy zastrzyk na malarię. Pewności nie miałem, ale strzał okazał się celny. W poniedziałek poczułem się lepiej. Pozwoliłem sobie na wypoczynek i we wtorek z nowymi siłami wróciłem do obowiązków.

 

Codwutygodniowe spotkania z aspirantami dobiegają końca. Pozostały nam jeszcze dwa, w czerwcu. Lista kandydatów utrzymuje się na poziomie dwunastu. Spośród nich dwóch aspiruje do postulatu w tym roku. Jeden zależny jest od wyniku matury, drugi musi podjąć ostateczną decyzje – korcą go studia. Okaże się na dniach. Tymczasem coraz realniejszych kształtów nabiera nasza inicjatywa pielgrzymki na uroczystość Najświętszej Marii Panny Anielskiej. Kandydaci zapalili się do przygotowań i ufam że zapał ich nie minie.

 

Ostatnie dni staramy się wykorzystać coraz obfitsze opady deszczu. Sadzimy więc nowe krzewy i kwiaty wokół naszej posesji ale również i wewnątrz. Afrykańska flora jest bardzo bogata, toteż praca „w ogrodzie” jest bardzo wdzięczna. Wraz z deszczami problemy z wodą zostały zażegnane. Tymczasem nasz sąsiad zaangażował się w przycinanie naszych palm – co roku trzeba przyciąć dolne gałęzie, by palma pięła się w górę. Udało nam się też uporządkować garaże w nowym domu, które dotychczas służyły za składy desek. Deski zostały przetransportowane w głąb ogrodu, gdzie powstały nowe zadaszenia, i w ten sposób auta będą mogły trafić na swoje właściwe miejsce. Dzięki temu nasz plac będzie nieco bardziej przejrzysty. Podjęliśmy się też przetransportowania naszej biblioteczki z salonu do klasy wykładowej. Była to okazja, by odkurzyć nieco nasze zbiory i na nowo ułożyć je w pewien ład. Niestety przy tej okazji warto wspomnieć że inicjatywa, o której pisałem przed kilkoma miesiącami, a która dotyczyła uzupełnienia naszych zbiorów w bibliotece, upadła. Zamówione książki miały do nas dotrzeć na początku kwietnia. Niestety do tej pory ani książek ani odpowiedzi mailowej. Szkoda, bo dostać książki inną drogą będzie dużo bardziej skomplikowane. Być może uda nam się sprowadzić co nieco z Kinszasy, z Republiki Demokratycznej Kongo.

 

W ostatnim tygodniu sfinalizowałem też sprawę moich zębów. Minęło już sporo czasu od kiedy historia ta się zaczęła. Miałem pierwszą wizytę. Nowy dentysta zlokalizował problem, wyczyścił i zakleił prowizoryczną plombą. Zaprosił mnie na rewizytę w następnym tygodniu. Niestety maszyna (przypuszczam że lampa do plomb światło-utwardzalnych) zepsuła się. Toteż wizyta została odroczona na inny termin. Dentysta jednak się nie odzywał. Raz dzwoniłem – awaria nie została naprawiona. Innym razem pojechałem do gabinetu – sprawa nie uległa zmianie. Szczęśliwie jednak w ostatnim tygodniu zajrzałem przy okazji do gabinetu i okazało się że wszystko już chodzi. A więc po chwili oczekiwania zasiadłem na fotelu i doczekałem się finalizacji klejenia mojego zęba. Po tygodniu od wizyty plomba trzyma, ząb nie boli. A więc: i w Afryce można!

 

W międzyczasie z radością i z wielkim wyczekiwaniem śledziłem perypetie w naszej polskiej Ekstraklasie piłkarskiej. Z wielką radością przyjąłem finał tej niezwykłej historii – Piast Gliwice Mistrzem Polski! Kiedyś z bliska, dziś z daleka, ale nadal śledzę przygody naszej Piastunki. Prawdą jest że w telewizji nic na ten temat nie zobaczę, chyba że gliwicka drużyna zakwalifikuje się do Ligi Mistrzów. Wtedy i tutaj, w Afryce, Piast wyjdzie z cienia! ; ) Póki co jednak poprzez Internet mogę śledzić wyniki a od czas do czasu zobaczyć jakieś skróty.

 

W ostatnią niedzielę wybraliśmy się z wizytą do Boali – razem z dwoma braćmni i dwoma siostrami. Uczestniczyliśmy w Mszy Świętej pożegnalnej brata Normana. Norman, proboszcz w parafii w Boali, wyjeżdża niebawem do Polski. Kończy swoją misje w RCA. Z tej to okazji odbyła się Eucharystia i braterski posiłek. Byli księża z sąsiedztwa, burmistrz miasta, kilka innych ważnych osobistości, przedstawiciele katechistów w wiosek przynależących do parafii i przedstawiciele parafian. Na dniach, we wtorek lub środę Norman definitywnie opuści Boali, przyjedzie do Bangui by 14 czerwca definitywne opuścić afrykański kontynent. Wielkie i przykre wydarzenie. Ale patrzymy na nie z wdzięcznością z pracę i ofiarę naszego Brata. Niech Bóg będzie uwielbiony w Jego życiu!

 

Tymczasem nasi młodzi bracia rozpoczęli dziś rekolekcje przed odnowieniem ślubów, które odbędzie się tradycyjnie siódmego czerwca w naszej kaplicy. W tym roku jest ich dwóch: Maxime i Dominique. Thibaut, który w zeszłym roku odnawiał śluby w Bimbo, teraz przebywa w Lomé, w Togo, na formacji stolarskiej i tam, w swojej wspólnocie odnowi śluby posłuszeństwa, ubóstwa i czystości.

 

Moi Drodzy! Polecam Waszym modlitwom naszych braci! Dziękujmy wspólnie za młodych braci którzy podjęli Boże powołanie! Dziękujmy za misję Normana i prośmy o nowe posłanie dla niego. Nie zapominajmy o Hieronimie! Niech czas wakacji będzie dla niego radością! Pamiętajcie także o tych którzy trwają na misji w RCA! O Barnabie i Kordianie w Rafaï, o Barthélémy i Jena de Dieu w Boali oraz o nas w Bimbo, gdzie przebywam wraz z Raymond, Maxime i Dominique oraz dwoma postulantami: Moise i Yvon. W szczególny sposób polecam Wam także naszych braci w Kolwezi, którzy przygotowują się do święceń prezbiteratu w miesiącu lipcu!

Ja zaś pamiętam o Was! Niech Wam Bóg błogosławi! +