Żaden z braci niech nie głosi kazań wbrew praktyce i zarządzeniom świętego Kościoła i bez pozwolenia swego ministra (...). Wszyscy jednak bracia niech głoszą kazania czynami.

31 lipca 2017,  Bimbo, RCA
31 lipca 2017, Bimbo, RCA
Data: 2017-07-31

Dnia 14 lipca, czyli dziesięć dni po jego przylocie, wybraliśmy się w nieco dalszą podróż. Tegoż dnia zaplanowano moją konferencję na temat rozeznawania znaków czasu za przykładem św. Pawła, podczas kolonii zorganizowanych przez Młodzież Franciszkańską … w Boali :  ) Doskonała okazja, by poznać naszą nową placówkę. Wyruszyliśmy z rana, zaraz po porannej Eucharystii. Zabraliśmy ze sobą potrzebny sprzęt do wyświetlenia prezentacji podczas konferencji oraz do projekcji filmu o św. Franciszku. Pogoda nie zachęcała do wycieczki. Od rana padało w drodze dość mocno, co znacząco opóźniło nasz przyjazd. Dotarliśmy do Boali ok godziny 10:00. Młodzież była już obecna w kościele. Odbywała się jakaś konferencja ekologiczna. Po krótkiej modlitwie przestawiliśmy auto spod kościoła na teren dotychczasowej plebani, która niebawem stanie się klasztorem. Była to też okazja, by zapoznać się z „nowym domem”. Mały, ciasny, brudny i zawilgocony. Pozytywne strony – „jest”. Wraz z przybyciem braci na miejsce, niezwłocznie ruszą prace remontowe. Boali jednak jako takie zachwyca. Miejscowość rozciąga się wzdłuż głównej drogi. Kolorowa i żywotna. Teren klasztorny znajduje się blisko głównej trasy, nieco w głąb miejscowości, odbijając od drogi. Przed kościołem – dość dużym i zadbanym – roztacza się spory teren zieleni. Patrząc na front świątyni, na lewo umiejscowiona jest plebania. Ogrodzona po części murem, po części blachą. Cały ten plac przynależy do parafii. O godzinie 10:30 rozpoczęliśmy w kościele spowiedź. Młodzież podzieliła się na dwa obozy – tych spowiadających się w sango i tych, którzy władają francuskim. Wraz z Hieronimem spowiadaliśmy niecałą godzinę. Byłem pozytywnie zaskoczony. Zaraz po tym sprawowaliśmy Eucharystię w sango. Jako że kolonia zorganizowana była dla katolików, protestantów i muzułmanów, toteż na Mszy mieliśmy mały koktajl. Jeżeli dobrze rozeznałem się w sytuacji, muzułmanie zostali na zewnątrz. Protestanci natomiast uczestniczyli we Mszy. Dla pewności, przed komunią św. uprzedziłem wszystkich, by podeszli tylko ci, którzy są katolikami i przyjęli sakrament pojednania. Po celebracji zaproszono nas na obiad na plebanię. Proboszcza nie było, a rolę gospodarza odegrał Fabrice, młodzieniec-stróż. Do stołu zasiedliśmy wraz z odpowiedzialnymi za grupę młodzieży franciszkańskiej. Było po afrykańsku – chłopy siedzieli przy stole, a dziewczyny obsługiwały ; ) Był maniok, koko i żylaste mięso. Dobre : ) Jedną z usługujących była Chanelle – aspirantka u sióstr Franciszkanek w Bangui. Po obiedzie niezwłocznie zgromadziliśmy się w kościele. Przyszedł czas na moją konferencje. „Za przykładem św. Pawła rozeznawać znaki czasu dla misji dzisiaj”. Miałem na nią około godziny czasu. Później przewidziano czas na pytania i odpowiedzi. Rozpocząłem od wyjaśnienia terminów: „za przykładem” – czyli nie małpując; „rozeznawać” – czyli drążyć, medytować, szukać i przeżuwać; „znaki czasu” – czyli sygnały i wskazówki które „dziś” nam wysyła, a które to pozwalają nam na wejście w dialog ze światem, by odkryć Bożą w nim obecność; „misja” – która nie jest akcją ale byciem, czymś stałym i konsekwentnym; ostatecznie naświetliłem z grubsza postać św. Pawła. Całość konferencji zasadzała się na analizie poszczególnych etapów życia św. Pawła (czas przed nawróceniem, dzień nawrócenia, pierwsze miesiące spędzone na pustyni Araba i w końcu podróże misyjne), w oparciu o schemat: sytuacja – odczucia/natchnienia – decyzje. Przyznam szczerze, że taka konferencja, a zwłaszcza jej przygotowanie była niezwykle ubogacająca dla mnie samego, a ufam, że i słuchający nieco skorzystali. Po konferencji było sporo ciekawych pytań. Potem rozpoczęliśmy emisję filmu o Franciszku i korzystając z okazji, że mieliśmy trochę „wolnego” zabraliśmy Chanelle i pojechaliśmy na słynne wodospady w Boali. Dotarliśmy o oddalony o 7 km od drogi głównej zapuszczony hotel „Chute de Boali”. Tam kasjer skasował nam po 1000 franków za wstęp na … teren hotelu. W końcu otworzyła się przed nami piękna panorama soczystej zieleni, bryzgającej wody i błękitu nieba, uwieńczona spokojnie snującą się rzeka, która po ekstremalnej zmianie wysokości znów wiła się swoim tempem. Widok cieszył nasze oczy. Zeszliśmy też na sam dół, gdzie po śliskich głazach podeszliśmy do wodospadu na taką odległość, iż woda zraszała nasze habity. Po małej promenadzie wzdłuż i wszerz, spoczęliśmy na jednym z kamieni, by skierować nasze serca i słowa uznania ku Temu, który stworzył nam świat, Afrykę i wodospad w Boali. W końcu wróciliśmy do naszych franciszkańskich braci i sióstr, którzy dopiero co skończyli oglądać film. Pozbieraliśmy manatki, podpisaliśmy certyfikaty dla uczestników kolonii i ruszyliśmy w drogę powrotną… Z małym objazdem. Nie mogliśmy bowiem opuścić Boali nie skosztowawszy miejscowej ryby. Skierowaliśmy się więc na zaproponowany nam adres – restauracja „Azumut”. Było już ciemno i może właśnie mrok nocy zakrył przed nami mankamenty tego miejsca, jednak blask księżyca odsłonił przed nami bajeczne skojarzenia z urokliwymi miejscami relaksu. Zjedliśmy dopiero co usmażoną rybkę i ruszyliśmy w drogę powrotną, już bezpośrednio do naszego domu w Bimbo. Dotarliśmy przed 21.oo.

 

Wizyta w Boali choć męcząca (zwłaszcza z racji na podróż i dość napięty plan) to jednak „wywietrzyła nieco moją głowę”. Pozwoliła oderwać się od codziennych zabiegów i skupić się na „tu i teraz”. Następnego dnia poszliśmy za ciosem. Kolejny wypad poza koncesję naszego domu. Tym razem na drugi koniec stolicy, do Wspólnoty Błogosławieństw na śluby wieczyste jednego brata i jednej siostry. To ta sama wspólnota, gdzie w lutym odprawialiśmy nasze franciszkańskie rekolekcje. To ta sama wspólnota, która tańczy w każdym możliwym momencie podczas Eucharystii. To ta sama wspólnota, której ramy liturgii są za ciasne. Niemniej jednak, pojechaliśmy. Eucharystia była w miarę stonowana, bo przewodniczył sekretarz Nuncjatury Apostolskiej, Père David, Brytyjczyk. Tańców jednak nie brakło. Nadmienię tylko jeden moment, by rzucić promień światła na całość. Chwila złożenia ślubów. Oczywiście aprobatę i radość wyrażono gromkimi oklaskami. Ale później nastąpił czas wybuchu  entuzjazmu – zabrzmiały gitary, perkusja wybiła rytm i tłum wiernych zanurzył się w wirze pulsującego ducha muzyki. Neoprofesi także. Lud wypłynął z ławek,by otoczyć mnichów i mniszki. Nie trzeba było długo czekać a nasi bohaterowie znaleźli się w górze, ponad głowami wiernych, niesieni na dłoniach jak na dobrym koncercie w plenerze. Dopiero co złożyli śluby, a wiwatujący tłum wyniósł ich na zewnątrz ; ) Po chwili na szczęście wnieśli ich z powrotem. Trzeba przyznać, że cuda działy się także w refektarzu. Licznie zebrani goście zajadali dużo i smacznie. Warto zaznaczyć, że impreza, pod względem organizacyjnym przygotowana była na najwyższym poziomie. Każdy wiedział co miał robić, kiedy co przynieść i kiedy co wynieść. Nie czekało się zbyt długo na posiłki. To był wielki plus w zestawieniu z innymi uroczystościami tego typu. Chapeau ! 

 

Ostatnie tygodnie to roszady w naszym domowym składzie. Zjechali do nas nasi bracia studiujący w Kongo, w Kolwezi. Zakończyli oni część filozoficzną i tym samym rozpoczęli rok franciszkański, który spędzą w RCA. Jean Claude, rodem z Rafaï, najprawdopodobniej właśnie tam, w parafii św. Augustyna, spędzi najbliższe kilka miesięcy. Fabian natomiast, wywodzący się z Bangui, pojedzie na rok do Boali. Obecnie przebywają na swoich wakacjach w gronie rodziny. Jean Claude odwiedza dalszą rodzinę w Bangui i po kilku dniach wróci do wspólnoty, by wyjechać do Rafaï i tam kontynuować swoje wakacje. Nie widział się z rodzicami przez ponad 5 lat!

 

Na dniach  powitaliśmy w naszej wspólnocie innego współbrata: Środkowo-afrykańczyka – Martial-a. Ostatnie lata studiów teologicznych spędził w Jerozolimie. Martial złożył już śluby wieczyste, czeka natomiast na święcenia diakonatu. W czwartek wyjechał na trzy miesiące wakacji i później uda się do jednej ze wspólnot naszej prowincji w Kongo Demokratycznym. Nasi postulanci też w rozjazdach. Tydzień temu, w niedzielę dwóch z nich wróciło z dwutygodniowej wizyty u rodziców. Tego samego dnia kolejny wyjechał z klasztoru na dwa tygodnie. Prince – postulant pierwszego roku wyruszył do rodziców wczoraj, w niedzielę 30 lipca. Jemu przysługuje tylko tydzień z racji, że zostaje z nami jeszcze rok, zanim wyruszy do nowicjatu w Kongo-Brazza. Bracia wylatujący do nowicjatu tego roku, spędzili w domach dwa tygodnie. Niebawem wyruszą w podróż. Droga dość daleka – 1032 km, a przede wszystkim długa w wymiarze czasowym. Wpierw należy przekroczyć granicę, przepływając rzekę, by dostać się do Zongo. Stamtąd czeka ich (a właściwie nas, bo przede mną ta sama podróż) przeprawa busem (lub motorem) do Gameny. Cały dzień drogi. W Gemenie znajduje się lotnisko. Więc stamtąd już drogą powietrzną do Kinszasy. W stolicy RDC z pewnością przenocujemy (tak jak i w Gemenie) by następnego dnia przeprawić się rzeką do stolicy Kongo-Brazza. Stolice obu krajów – Kongo Demokratyczne i Kongo-Brazza, sąsiadują ze sobą, i rozdziela je jedynie rzeka. To dwie najbliżej siebie położone stolice na całym świecie! Szczegóły podróży nie są nam jeszcze znane. Na szczęście sprawy przygotowań do podróży mamy już za sobą. Zakupy zrobione, habity przymierzone. Choć trzeb je nieco skrócić ; ) „Już się robią”.

 

Uff … Jest jeszcze wiele innych spraw i wydarzeń o których mógłbym pisać, ale „nie będę zużywał atramentu. Zdjęcia niech uzupełnią… i może sam o nich kiedyś opowiem ; ) Wszystko wskazuje na to że następnego maila naskrobię już po przylocie
z Kongo-Brazza czyli z początkiem września.


Błogosławieństwa +