Żaden z braci niech nie głosi kazań wbrew praktyce i zarządzeniom świętego Kościoła i bez pozwolenia swego ministra (...). Wszyscy jednak bracia niech głoszą kazania czynami.

7 lipca 2016, Bangassou, RCA
7 lipca 2016, Bangassou, RCA
Data: 2016-07-07

7.07.2016, Bangassou, RCA

 

Miało być wielkie spotkanie diecezji na czele z bp Aguirré… i jest wielkie spotkanie z biskupem, tyle tylko, że w nim nie uczestniczę ; ) Z prostego względu – nie przynależę do diecezji. By nie napisać za dużo… Biskup stwierdził, że skoro jestem w Rafai tylko na chwilę, i nie zostanę tu jako duszpasterz, to też nie przynależę do diecezji. A skoro spotkanie dotyczy duszpasterstwa diecezji Bangassou, to nie wliczam się w grono uczestników ; ) Jakby to nie brzmiało, wyszło mi to na dobre : ) I Wam też – mogę coś napisać ; )

 

Z Rafai wyruszyliśmy w środę ok. godziny 8:00. Drogę można by podzielić na dwie części – pierwsza: do Ketemo (to miejscowość, do której dotarliśmy ubiegłej niedzieli, chcąc pomóc siostrom, i z której to wracaliśmy nocą do Rafai) i druga: od Ketemo. Ta pierwsza jest dużo bardziej wymagająca. Kilometrowo Ketemo znajduje się mniej więcej w połowie drogi – ok. 70 km od Rafai, 80 km od Bangassou. Jednak patrząc na ten odcinek pod kątem czasu, który potrzeba aby go pokonać, sprawy mają się inaczej. Droga do Ketemo zajęła nam mniej więcej 3,5h. Natomiast drogę z Ketemo do Bangassou pokonaliśmy w niecałe 1,5h. A to za sprawą żołnierzy. Od Bangassou pracują oni przy drodze. Wycinają trawy i drzewa, równają powierzchnię, wyrzucają większe kamienie, a tam gdzie trzeba kopią na poboczu rowy melioracyjne. W ten sposób droga od Ketemo w kierunku Bangassou jest równa, w miarę szeroka i pewna. „Autostrada” : ) Śmiało można pędzić jakieś 60km/h. Bo to oczywiście wciąż leśna droga, bez asfaltu. Jedynym niebezpieczeństwem jest fakt, że po deszczu droga ta staje się bardzo śliska – glina, żwir plus woda. Nie ma to wielkiego znaczenia gdy samochód porusza się z prędkością 20/30 km/h. Inaczej wyglądają sprawy gdy rozpędzamy się do 60/70 km/h. Dotarliśmy jednak bezpiecznie. Natomiast wiele do życzenia pozostawia odcinek od Rafai do Ketemo. To istna przygoda. Wzniesienia, wielkie głazy, osuwiska, ogromne kałuże. Miejscami po obu stronach drogę ograniczają tak gęsta roślinność, że można ją przyrównać do wysokiego żywopłotu, albo nazwać zielonym murem. Ten odcinek pokonaliśmy dużo wolniej i ostrożniej.

 

Całą drogę jechaliśmy w towarzystwie drugiego samochodu, samochodu sióstr – naszych sąsiadek w Rafai.

 

Do stolicy diecezji dotarliśmy przed godziną 14:00. Na ostatnim odcinku drogi naszą podróż opóźniał zabrudzony filtr, który nieudrożniony ograniczał dostęp paliwa do silnika, przez co samochód tracił na sile – dało się to odczuć przy każdorazowym podjeździe pod górkę. Dziś samochód został odstawiony do serwisu więc problem z głowy.

 

U bram katedry przywitał nas bp Aguirré, a abbé (wołają tu tak wszystkich kapłanów) Francois przekazał klucze do pokoi. Mieliśmy spać u Spiritynów, ale okazało się że pokoje nie zostały przygotowane, a sami Spirityni wyjechali. Więc przydzielono nam pokoje gościnne przy katedrze. Spałem tu w zeszłym roku gdy byłem przejazdem – wtedy w części nowej, teraz w starej. Pokoiki są malutkie. Z bezpośrednim wyjściem na dwór. Ustawione w szeregu. Wewnątrz – łóżko, stolik, krzesło i umywalka. Niestety trafiło mi się, że ktoś spał w moim pokoju wcześniej i nikt nie posprzątał. Więc ściągnąłem pościel, nałożyłem swoją (wzięliśmy ze sobą na wypadek, gdyby w drodze trzeba nam było spać po drodze w jakiejś wiosce – z racji na jakieś utrudnienia na drodze), wymiotłem zalegające na ziemi owady i zrobiło się w miarę przytulnie. Potem nieco się rozpakowałem i pojechaliśmy do sióstr na obiad. Zjedliśmy, co prawda szybki obiad u biskupa, zaraz po przyjeździe, ale przecież nie będziemy odmawiać siostrom : ) Do wieczora pozostał nam czas wolny. Chwila na modlitwę, lekturę. O 18:00 miał się pojawić Internet w sali komputerowej. O tej godzinie bowiem włączają prądnicę – pojawia się prąd na całej misji. I z jego dobrodziejstwa można korzystać do 21:00. Poza tymi godzinami na misji nie ma prądu! (dopisane 8 lipca: Znalazłem na misji jedno gniazdko, w którym jest prad 24h/24h, więc można od czasu do czasu coś doładować). W Rafai i Bimbo mamy jednak luksus ;) Prąd się pojawił, ale osoba posiadająca klucze do pomieszczenia z modemem nie przyszła na czas. Więc stado wygłodniałych połączenia internetowego ludzi wróciło posępnie do swoich pokoi, niosąc pod pachami komputery, tablety etc. Afryka zelektronizowana : )

 

Na 19:00 przewidziano kolację. Było afrykańsko. Maniok, zioła przygotowane po ichniejszemu, suszone, odgrzewane ryby i mięso antylopy o dziwnym zapachu – ponoć zapach pochodzi z wypalonej sierści która pozostaje na kawałkach mięsa, gdy się je smaży ; ) Podczas posiłków „na zewnątrz” sugeruje się dodać do wszystkiego pimon. To ostra przyprawa afrykańska. Trochę zabija odór, ale co ważniejsze, pomaga w trawieniu. Choć sama w sobie jest szalenie ostra. Mimo średniego pierwszego wrażenia, sama kolacja była smaczna. Pojadłem. Potem nasycony, choć niezaspokojony kler ruszył w kierunku pomieszczenia z Internetem. Klucznik przyszedł spóźniony, ale przyszedł. Połączenie było słabe i wymagało cierpliwości. Udało się jednak wysłać kilka wiadomości : )

 

Wczoraj trochę się zagapiłem i nie sprawdziłem planu. Wstałem więc dość naturalnie ok. 5:15. Pozbierałem się i ruszyłem do kościoła na jutrznię i Mszę (pamiętałem że o 6:00 jest parafialna Msza a wcześniej kapłani modlą się jutrznią). Jednak Kordian, pochłonięty lekturą i siedzący już w tym czasie na krześle u wyjścia ze swego pokoju zatrzymał mnie i uświadomił, że wszystko zaczyna się dopiero o 7:30 – Jutrznia, pierwsza konferencja itd., a Msza przewidziana jest na 18:00. Wymieniłem zatem zestaw książek, zamiast brewiarza wziąłem Pismo Święte i poszedłem do kościoła na chwilę rozmyślania. Po śniadaniu zebraliśmy się w sali gdzie miała się odbyć pierwsza konferencja poprzedzona jutrznią. Tam spotkałem kilka znajomych twarzy – m.in. siostry z Zemio, które zatrzymały się u nas ubiegłej niedzieli – całe i zdrowe : ) Tam też Kordian powiadomił mnie o decyzji biskupa uświadamiając mnie, że mam dwa dni wolne ;p Więc pozbierałem manatki, poszedłem na targ. Kupiłem mydło, banany i coca-colę :D Wydałem fortunę ;P gdybym miał to zestawić z kosztami zakupów w Rafai. Ale Bangassou się ceni – to przecież wielkie miasto ; ) Po powrocie poczytałem książkę, zajrzałem do Internetu – inny punkt połączenia internetowego, który wczoraj nie był już czynny – otwarty jest w godzinach pracy organizacji CRS (tej która się pozbierała z Rafai), czyli do 14:00.