Bracia zaś, którzy udają [się do niewiernych niech] nie wdają się w kłótnie ani spory, lecz winni być poddanymi "wszelkiemu ludzkiemu stworzeniu ze względu na Boga" (1 P 2, 13) i przyznawać się do wiary chrześcijańskiej.

7 maja 2017, Bimbo, RCA
7 maja 2017, Bimbo, RCA
Data: 2017-05-07

Ostatnie dni upływają mi na pracy biurowej. Na definitorium Prowincji św. Benedykta potrzeba nam było nieco skompletować dokumenty, przygotować ewaluację, sfinalizować pracę nad regulaminem. Przygotowywałem też konferencję dla Młodzieży Franciszkańskiej na temat „Charyzmatu franciszkańskiego”, którą wygłosiłem w dzisiejsze przedpołudnie w jednej ze stołecznych parafii. Temat ująłem w wyrażeniu „Między Greccio a Alwernią”. [Greccio – miejsce w którym Franciszek przygotował pierwszą szopkę bożonarodzeniową i zorganizował „pasterkę”; Alwernia – góra na której Franciszek otrzymał stygmaty]. Mówiłem nade wszystko o życiu sakramentalnym, które tu w RCA, niestety kuleje. Młodzi szybko wchodzą w związki i żyją razem bez ślubu. Mówiąc zatem o franciszkańskiej duchowości podkreśliłem konieczność przystępowania do Komunii Świętej. Franciszek był człowiekiem żyjącym „z sakramentów”. Spowiedź, Eucharystia to były dla niego fundamenty duchowości. W sakramentach przeżywał Tajemnicę Greccio – Narodzenia Jezusa i Tajemnicę Alwerni – Pasji Jezusa. Po konferencji był czas na pytania. Jedno z nich demaskuje ubóstwo duchowe naszych młodych braci z rodziny franciszkańskiej: „Wspomniał Ojciec, że charyzmat franciszkański opiera się na życiu sakramentalnym. Jak mam zatem przystępować do Komunii, skoro Kościół mi tego zabrania, bo żyję z dziewczyną bez ślubu?”. Pozwoliło mi ono przywołać bardzo istotny element z życia Franciszka – „zawsze u stóp Kościoła”, zawsze w posłuszeństwie, zawsze „W” Kościele. Naszą bazą jest życie chrześcijańskie. Duchowość franciszkańska jest czymś co zasadza się na silnych fundamentach życia katolickiego, sakramentalnego. Ta świadomość też wydaje się być słaba. Każdy ma swoje "bungbi" (wspólnotę) i czasem staje się ona alternatywą do życia sakramentalnego. Zdarza się np. że jakaś grupa parafialna organizuje formację na wiosce. W niedzielę wszyscy schodzą się na formację, a w programie nie ma niedzielnej Eucharystii… Wciąż brakuje poczucia wartości sakramentów. Praca u podstaw.

 

Powoli do przodu posuwa się też kwestia mojego wyjazdu do Kongo. Wymieniłem już pierwsze maile z prezesem fundacji w Brazzaville. Wyczekują mnie z radością. W najbliższych dniach przyjdzie mi pojeździć za biletem i wizą. Planuję wyjazd w okolicach 15 sierpnia. 20 sierpnia bracia nowicjusze z Brazzaville rozpoczynają swoje rekolekcje. Kończą je 26 dnia miesiąca i jednocześnie bracia postulanci rozpoczną swoje rekolekcje przed obłóczynami. Zatem nasi bracia z Bimbo dojadą do Kongo-Brazzaville w okolicach 23-25 dnia sierpnia. Jednym i drugim będę towarzyszył – najpierw w uroczystości obłóczyn, a później przy składaniu pierwszej profesji (1. i 2. września). Po tych uroczystościach wracam do Bimbo wraz z Dominique-iem i Thibaud. Marcel wyjedzie do Kolwezi (Kongo Demokratyczne) by rozpocząć naukę w seminarium.

W między czasie pracuję nad folderami powołaniowymi, które chcemy wydrukować w Polsce i przywieźć do RCA, aby nieco rozpropagować nasz zakon. Mamy już zgodę z Polski i „kontakty”. Pozostaje przysiąść, przygotować francuskie teksty i przesłać na odpowiedni adres. Wszystko za sprawą tego, że do Polski wybierają się i Barnaba i Norman, co pozwoli przywieźć nieco bagażów do RCA.

 

Z racji na ten wyjazd, w ostatni piątek przesiedzieliśmy z Barnabą przy kawie, przekazując sobie cenne wskazówki na czas jego nieobecności. Wynika z nich, że przez najbliższe trzy miesiące podejmę częściowo obowiązki kapelana w szpitalu i więzieniu dla kobiet, przeprowadzę kilka spotkań z kandydatami i zajmę się przygotowaniem dokumentów (paszporty, wizy, bilety) dla braci postulantów, którzy przygotowują się do wyjazdu do nowicjatu w Kongo-Brazzaville.

 

Natomiast nasi braci profesi odnowią swoje śluby 7 czerwca. Należy im zatem przygotować rekolekcje przed odnowieniem. Najprawdopodobniej wyjadą gdzieś na pięć dni, by spędzić ten czas w nieco innym otoczeniu, prowadzeni przez rekolekcjonistę. Po 7. czerwca Maxime zacznie się rozglądać za formacją pielęgniarską oraz podejmie pracę w domu. Natomiast Teddy wyjedzie do Kongo Demokratycznego, do Kinszasy, skąd prowincjał skieruje go do jednej ze wspólnot na terenie RDC. Tam będzie kontynuował swoją formację początkową.

 

Całą wspólnotą wyglądamy najbliższej soboty. Przed kilkoma dniami nasi młodzi bracia uczęszczający na wykłady do propedeutyki rozegrali mecz „propedeutyka zakonna” vs „propedeutyka diecezjalna”. Byliśmy pokibicować. Mecz zakończył się wynikiem 1:1, a nam rozbudził ideę meczu międzyzakonnego: Franciszkanie vs Kombonianie. Wsparci braćmi ze Stowarzyszenia Misji Afrykańskich (SMA) oraz jednym kapucynem i jednym księdzem diecezjalnym staniemy naprzeciw licznej rodziny komboniańskiej już w najbliższą sobotę o godzinie 8:30. Z racji na tę inicjatywę postanowiłem wskrzesić mojego sportowego ducha i w poniedziałek poszedłem pograć z braćmi w piłkę. Wróciłem po 45 min. gry totalnie wykończony… Afryka nie sprzyja mojej futbolowej pasji… Po prostu tu jest za ciepło : ) W sobotę liczymy zatem na nieco chłodniejszy dzień. A nadzieje te są uzasadnione, ponieważ ostatnie dni nie meczą nas upałami. Niebo pozostaje nieco zachmurzone, czasem popada. Jesteśmy dobrej myśli.

 

Kończąc, serdecznie dziękuję za Wasze maile, pamięć i modlitwę. Wybaczcie że nie zawsze odpisuję. Coraz trudniej o wolny czas. Albo przybywa mi obowiązków, albo jestem coraz mniej zorganizowany… ; )

 

Błogosławieństwa +