Bracia niech niczego nie nabywają na własność (...) I jako pielgrzymi i obcy na tym świecie, służac Panu w ubóstwie i pokorze, niech ufnie proszą o jałmużnę, i nie powinni wstydzić się tego, bo Pan dla nas stał się ubogim na tym świecie.

Franciszkanin, kapłan i patriota
Franciszkanin, kapłan i patriota
Data: 2015-07-23

Przeglądając półki archiwum zakonnego w Panewnikach odnajdujemy niewielką teczkę a w niej kilka dokumentw i garść wspomnień, zaledwie kilka linijek, o franciszkaninie, wikarym parafii panewnickiej, kapelanie armii Andersa, ojcu Fabianie Waculiku. Kim był? Dlaczego warto o nim pamiętać?

 

Innsbruck 1932 - student prawaGerhard Watzulik urodził się 9 sierpnia 1910 r.w Piekarach Wielkich (dzisiaj Śląskich) w niemieckojęzycznej rodzinie Józefa i Matyldy z domu Guss. Ochrzczono go w miejscowym kościele parafialnym 14 sierpnia. Ojciec był mistrzem introligatorskim i zmarł dosyć wcześnie w nieznanym nam czasie i okolicznościach. Niewiele wiemy o jego młodych latach życia. Nie wiemy też czy miał rodzeństwo. Katolicki charakter rodziny zapewne sprawił, że jako dwunastoletni chłopiec trafił do niemieckiego prywatnego katolickiego gimnazjum franciszkanów w Nysie, prowadzonego przez prowincję wrocławską. Przyjęty tam został 24 kwietnia 1922 r.Nyskie gimnazjum było szkołą ośmioletnią, o profilu humanistycznym, cieszącą się bardzo wysokim poziomem nauczania. Spełniała ona rolę niższego seminarium a więc było to zarazem kolegium w rodzaju internatu. Pobyt w tej szkole był kosztowny lecz uczniowie z uboższych rodzin mogli liczyć na finansowe wsparcie przez zarząd prowincji. W tym czasie rektorem szkoły był o. Atanazy Burda. Młody Gerhard jako, że był to okres plebiscytowy, w dokumentacji szkolnej figuruje jako obywatel niemiecki. Był uczniem dosyć słabym i musiał repetować jedną klasę. Poza tym oceny otrzymywał na ogół dobre i dostateczne. Z opinii końcowej, wystawionej przez dyrektora dowiadujemy się, że nie sprawiał, co prawda, kłopotów wychowawczych lecz wobec współuczniów bywał szorstki. Nie odznaczał się też nadzwyczajną religijnością i rektor wyraził wątpliwość czy aby nadaje się do stanu duchownego. W czasie pobytu w Nysie przeżył przyjęcie sakramentu bierzmowania 25 maja 1924 r., którego w nyskim kościele św. Jakuba udzielił mu sam kardynał Adolf Bertram. Jako patrona bierzmowania wybrał imię świętego Tarsycjusza. Pobyt w szkole uwieńczył maturą 5 marca 1931 r.

 

Być może doświadczenia z Nysy sprawiły, że początkowo obrał drogę świecką. Bezpośrednio po maturze wstąpił bowiem na uniwersytet wrocławski jako student instytutu ekonomiki produkcji (Betriebswirtschafliches Institut). Jednak, mimo zdanych pierwszych egzaminów poszukiwał dalej i wkrótce zmienił kierunek studiów przenosząc się na uniwersytet do Innsbrucka, na wydział prawa i nauki o państwie. Również tam indeks młodego studenta szybko zapełniał się pozytywnymi wynikami. Koniec 1932 r.stał się jednak przełomem w jego życiu. Lata przebyte w kolegium franciszkańskim w Nysie zrobiły swoje i coraz bardziej odzywał się w nim głos powołania. Zrezygnował ze studiów i wrócił do rodzinnych Piekar aby wkrótce zadzwonić na furtę klasztoru w Panewnikach i poprosić o przyjęcie do zakonu. Klasztor panewnicki nie należał już wtedy do prowincji wrocławskiej ale, na skutek powstania nowych granic państwowych, stał się główną siedzibą odrodzonej prowincji Śląsko-Wielkopolskiej, jak ją wtedy często nazywano. Nie odbyło się to bez pewnych trudności gdyż wcześniejsza opinia Gerharda z kolegium w Nysie nie była zbyt pochlebna a proboszcz rodzinnej parafii w Piekarach, w wystawionym świadectwie wymówił się, że nie zna jego osoby gdyż długo mieszkał poza parafią. Zgodnie z ówczesnym prawem kanonicznym (kan. 544, 545) była to nieprawidłowość dlatego zwrócono się do kurii diecezjalnej w Katowicach o dyspensę pozwalającą przyjąć takiego kandydata. Kuria pismem z 6 lutego 1933 r.orzekła wszelako, iż nie zachodzi żadna przeszkoda. Młody Gerhard był w tym momencie człowiekiem, który przeszedł już pewną ewolucję. Mimo słabych początków w gimnazjum okazał się człowiekiem zdolnym. Poznał inne kraje zwiedzając w między czasie Austrię, Niemcy i Francję. Znał też dobrze polskie Tatry. Oprócz rodzinnego niemieckiego władał także francuskim. Język polski dopiero miał szlifować w seminarium.

 

Prowincjał panewnicki, o. Augustyn Gabor, rozpoznając w nim szczerą intencję, nie czekając na dyspensę, od razu podjął decyzję o przyjęciu 23-letniego młodzieńca i wysłał go do klasztoru w Wieluniu. Tam 21 stycznia 1933 r.wraz z innym współbratem, późniejszym ojcem Julianem Lewandowiczem, rozpoczął odbywanie rocznego nowicjatu pod kierunkiem magistra o. Michała Porady. Nadano mu także imię zakonne: br Fabian. Nowicjat zakończył 27 stycznia 1934 r.składając pierwsze śluby zakonne. Kolejnym etapem jego formacji zakonnej był klasztor w Osiecznej, miejsce studium filozoficznego, którego odbywanie, jako posiadającemu już pewne wykształcenie, skrócono aby w ten sposób jeszcze tego samego roku mógł rozpocząć studia teologiczne we Wronkach. W czasie formacji zakonnej br. Fabian cieszył się bardzo dobrą opinią i osiągał dużo lepsze wyniki w nauce niż w kolegium nyskim. Wysoko oceniano jego kulturę choć czasem zwracano uwagę na jego nieco czupurny charakter. W klasztorze wronieckim złożył 27 stycznia 1937 r.śluby wieczyste. Tam wreszcie 26 września tegoż roku biskup pomocniczy poznański Walenty Dymek udzielił mu święceń kapłańskich. Jeszcze raz potrzebna była do tego dyspensa, tym razem Stolicy Apostolskiej, z racji skróconego toku studiów. Mszę świętą prymicyjną odprawił nazajutrz, 27 września w Klausberg (dzisiaj Mikulczyce).

 

O. Fabian jako neoprezpiter został powołany na funkcję wikarego parafialnego w Panewnikach. Stał się więc najbliższym współpracownikiem pierwszego proboszcza Panewnik o. Karola Bika. Funkcję tę pełnił także po wybuchu wojny w 1939 r.oraz po szybkiej zmianie proboszcza o. Karola, którego już 8 września, ze względów bezpieczeństwa i z uwagi na grożące mu aresztowanie, zastąpił jako administrator, były magister o. Fabiana i już w tym czasie exprowincjał o. Michał Porada, bardziej akceptowany przez władze niemieckie. Udzielał się ponadto duszpastersko w okolicznych parafiach. Nie miał jednak zamiaru spędzać więcej czasu w okupowanym kraju, tym bardziej, że i on spodziewał się rychłego aresztowania, dlatego podjął decyzję o potajemnym wyjeździe za granicę. Wyprawę przedsięwziął prawdopodobnie wspólnie z o. Bogumiłem Pallą i z o. Marcinem Szawerną gdyż i oni przeszli taki sam szlak. Dowiedziawszy się zatem o dużych potrzebach duszpasterskich wśród Polaków zagranicą, 18 stycznia 1940 r.przedostał się do Węgier gdzie od zaraz podjął pracę duszpasterską w obozach dla uchodźców polskich w Magyarcsaned i w Szeged-Alsokoszpont. Tam też niezwłocznie podjął starania o wydanie mu nowego paszportu i już 26 lutego wyjechał z Budapesztu do Jugosławii, gdzie przez kilka miesięcy służył pomocą duszpasterską wśród ludności chorwackiej. Zdążył w tym czasie biegle nauczyć się języka chorwackiego.

 

Śledząc uważnie przebieg dalszych działań wojennych dowiedział się o formującej się polskiej armii na Bliskim Wschodzie i podjął natychmiastową decyzję o dalszym wyruszeniu w drogę. Dnia 15 czerwca wyruszył z Zagrzebia i przez Belgrad, Saloniki, Stambuł i Aleppo przybył do Bejrutu a ostatecznie 3 lipca 1940 r.do Latrun w Palestynie. Tam zgłosił się natychmiast jako ochotnik do 2 Korpusu Wojska Polskiego. Został przyjęty 13 lipca w charakterze kapelana wojskowego w stopniu kapitana. Na samym końcu wojskowej karty ewidencyjnej umieścił własnoręczny dopisek: "W razie wypadku proszę zawiadomić klasztor oo. Franciszkanów, Katowice 6." Odtąd na wszystkich dokumentach przyjmuje polską pisownię swojego nazwiska: Gerard Waculik. Rozpoczął się nowy rozdział w jego życiu.

 

Palestyna - Kapitan Wojska PolskiegoŚwiadomy swoich kapłańskich obowiązków, kapelan Waculik nie zadowalał się jedynie służbą wojskową. Czas wolny od obowiązków wojskowych poświęcił dla sporej liczby cywilnych uchodźców, którzy wraz z armią generała Andersa przybyli na Bliski Wschód. Powierzonym zaś sobie żołnierzom organizował w czasie przepustek pielgrzymowanie do sanktuariów Ziemi Świętej.

 

Niemniej, od Palestyny podjął o. Fabian długi szlak bojowy towarzysząc kapłańską posługą żołnierzom 2 Korpusu Wojska Polskiego niemal do ostatnich dni wojny. Już 19 lipca 1940 r.otrzymał przydział jako kapelan Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich pod dowództwem pułkownika Stanisława Kopańskiego i wraz z nią od 19 sierpnia 1941 do 6 lutego 1942 brał udział w kampanii libijskiej naprzeciw potężnej "Afrika Korps" generała Erwina Rommla. Ze wspomnień jednego z towarzyszy broni dowiadujemy się o historii, która w tym czasie przydarzyła się o. Fabianowi gdy pewnego razu miał zabłądzić na pustyni i przyszło mu nocować pod gołym niebem. Ułożył się do snu opierając głowę na piaszczystym kopczyku. Rano okazało się, że w tym kopczyku ukryta była mina przeciwpiechotna. Nikt nie mógł pojąć dlaczego nie wybuchła?

 

Brygada o. Fabiana, rezydująca w forcie Marsa Matruch a następnie w Sidi Baggush brała udział w operacji pod Tobrukiem i Ain al-Ghazala. Odnosząc w niej dotkliwe rany 6 lutego kapelan Waculik został hospitalizowany i przebywał w wojskowym lazarecie aż do 6 maja 1942 r.Następny przydział otrzymał 20 października 1942 r.jako kapelan polowego szpitala zjednoczonej 3 Dywizji Strzelców Karpackich pod dowództwem generała Bronisława Ducha. W tym czasie działania wojenne przeniosły się już do południowych Włoch. Tam od 13 grudnia 1943 r.do 23 kwietnia 1944 r.brał udział w walkach nad rzekami Sangro i Rapido, na niemieckiej Linii Gustawa (Gustav-Linie), w południowych Apeninach a następnie od 24 kwietnia do 31 maja 1944 r.w kluczowym punkcie jej oporu, pod Monte Cassino. Od 1 czerwca do 4 września uczestniczył w walkach o Anconę i na Lini Gotha (Goten Stellung). Dnia 6 sierpnia 1944 r.został kapelanem 3 Karpackiego Pułku Artylerii, który od 5 września do 10 października 1944 r.dostał zadanie osłaniania, jako tylna straż, armii brytyjskiej.

 

W wojskowych dokumentach kwalifikacyjnych z tego okresu znajdujemy szczegółowe opisy charakteryzujące osobę kapelana Waculika. Przełożeni widzą go jako osobę o wysokim poziomie moralnym i intelektualnym. Jest, jako kapelan, bardzo czynny, rzutki i energiczny. Poza pracą duszpasterską wykazuje dużo starania i inicjatywy na polu oświatowo - kulturalnym wśród prostych żołnierzy. Oceniany jest w raportach takimi określeniami: "Polak-patriota", "fizycznie zdolny i wytrwały na trudy", "osiąga bardzo dobre wyniki na zajmowanym stanowisku", "cechuje go duża odwaga osobista", "posiada zdrowy osąd i umiejętnie podchodzi do ludzi", "wzór kapelana wojskowego", "zyskuje ogólny szacunek i sympatię", "żołnierze lgną do niego", "wybitny". Kilkakrotnie otrzymywał wojskowe pochwały. W tekście jednej z nich czytamy: "Przebywając stale na odcinku bojowym niósł pomoc rannym żołnierzom, podnosił na duchu walczących żołnierzy i swoją wspaniałą postawą na polu walki dawał osobisty przykład odwagi i ofiarnej pracy, za co w imieniu służby wyrażam mu podziękowanie i udzielam pochwały."

 

Od 10 października 1944 r.do 1 stycznia 1945 r.był już w północnych Apeninach. Tamże, 4 stycznia 1945 r.został kapelanem jednej z najnowocześniejszych polskich jednostek, 2 Batalionu Komandosów Zmotoryzowanych pod dowództwem majora Władysława Smrokowskiego, która do 8 kwietnia 1945 r.toczyła boje nad rzeką Senio i w końcu od 9 do 19 kwietnia stoczyła swoją ostatnią bitwę o Bolonię i nizinę lombardzką naprzeciw niemieckiej elitarnej 1 Dywizji Strzelców Spadochronowych (1.Fallschirm-Jäger-Division) pod dowództwem generała Richara Heidricha. To podczas tej bitwy, 19 kwietnia 1945, zaledwie kilka dni przed zakończeniem wojny, w Castel San Pietro nad rzeką Gaianą, o. Fabian został śmiertelnie postrzelony przez ukrytego strzelca wyborowego w momencie w którym pochylał się nad ciężko rannym żołnierzem, namaszczając go świętymi olejami. Snajpera szybko schwytano. Okazał się zmobilizowanym do wehrmachtu ...klerykiem jednego z bawarskich seminariów. O. Fabian jako kapelan nie miał obowiązku być na pierwszej linii walk i jak za każdym razem tak i teraz doradzano mu pozostanie na tyłach ale stwierdził, że jego kapłańskim obowiązkiem jest być tam gdzie są jego żołnierze.

 

O. Fabian Waculik przeżył 34 lata życia i 7 lat w kapłaństwie. Został pochowany nazajutrz 20 kwietnia 1945 r.na cmentarzu w Faenzy. Egzekwie odprawił ks. kapelan Władysław Cieński. Grób poległego kapelana znajduje się na działce polskiej w 4 rzędzie B-1.

 

Skrwawiona fioletowa stuła, którą miał w chwili śmierci na sobie bohaterski kapelan, była przechowywana przez księdza Marcina Wojciechowskiego, mieszkającego po wojnie w Rzymie a następnie przekazana przez ojca Chryzostoma Kurka do archiwum prowincji gdzie znajduje się do dzisiaj.

 

Generał Władysław Anders w liście do księdza Cieńskiego, szefa duszpasterstwa II Korpusu z 27 kwietnia 1945 r.napisał: "Bohaterska śmierć kapelana Batalionu Komandosów, księdza kapelana Waculika Gerarda, który zginął w ostatniej bitwie na rzeką Gaianą, przejdzie do historii II Korpusu jako najwznioślejszy dokument duszpasterskiej pracy."

 

O. Fabian Gerard Waculik otrzymał następujące brytyjskie i polskie odznaczenia wojskowe:

 

"1939-1945 Star"
"Africa Star"
"Italy Star"
"Defence Medal"
"War Medal 1939-1945"
"Krzyż Pamiątkowy Monte Cassino"
"Krzyż Walecznych"
"Medal Wojska"
"Srebrny Krzyż Orderu Virtuti Militari V Klasy"

 

Uroczystość nadania tego ostatniego odbyła się pośmiertnie na podstawie zarządzenia kierownika Ministerstwa Obrony Narodowej rządu na uchodźctwie, generała Mariana Kukiela w uroczystość św. Franciszka, 4 października 1945 r.w Rzymie po mszy św. w Santa Maria Sopra Minerva w sali Sede Laureati Cattolici w obecności ambasadora rządu RP na uchodźctwie przy Stolicy Apostolskiej Kazimierza Papée, nuncjusza apostolskiego w Polsce arcybiskupa Filippo Cortesi i biskupa polowego Wojska Polskiego Józefa Gawliny.

 

Opr. o. Ezdrasz Biesok na podstawie archiwum Prowincji Wniebowzięcia NMP Zakonu Braci Mniejszych w Polsce (39-B-1/16) oraz zbiorów własnych.