Franciszkanin w Afryce
Franciszkanin w Afryce
Data: 2017-08-31
Szczęść Boże!
 
Minął już ponad miesiąc od ostatniego maila, więc pomyślałem, że wypadało by się odezwać. Postaram się znów nieco przybliżyć Wam Afrykę, a konkretnie RCA, bo bracia z Konga twierdzą, że to nie Afryka, tzn. że mało gdzie jest tak wielka bieda, nieustanna wojna i żadnych perspektyw, w porównaniu z innymi krajami. Może Symeon, kiedy wróci z Konga będzie mógł wypowiedzieć się na ten temat.
 
 Na początku chciałbym podzielić się pewnym ewenementem, którego można by pozazdrościć. Otóż odkąd przyjechałem, choć jem całkiem sporo straciłem już trzy kilogramy. Być może to za sprawą Makongo, które zamiast poddać się sokom trawiennym, penetrują w moim brzuchu. Makongo, jak można zauważyć na załączonym zdjęciu, są to larwy, gąsienice, od których aż roi się w pobliskich lasach. Okazuje się, że zanim larwa zdąży się przetworzyć w motyla, odpowiednio przyrządzona, może stanowić całkiem niezły proteinowy przysmak, mimo iż nie wygląda apetycznie. Trzeba jeść co jest, aby sprostać tutejszym wyzwaniom, a tych w ostatnim czasie nie brakowało.
 
 Miesiąc temu wraz z księdzem Stanisławem i trzeba klerykami z diecezji tarnowskiej, miałem okazję poznać sektor rzeczny. W sumie spędziliśmy tam pięć dni, każdego dnia pokonując kolejne kilometry na pirodze by dotrzeć do najdalszych zakątków parafii, odciętych od cywilizacji. Nie było tam, ani prądu, ani czystej wody, dlatego też trzeba było zabrać sporo latarek i kilkanaście litrów filtrowanej wody, a do tego karimaty, moskitiery, śpiwory i suchy prowiant. W każdej wiosce była okazja do spowiedzi, Eucharystia, spotkanie z radnymi wioski i osobno z katechistami. Trzeba przyznać, że goszczono nas z wielkim szacunkiem. Po prawdzie, jedyne co nam doskwierało to brak czystej wody, by móc się wykąpać, tak więc po kilku dniach postanowiliśmy wszyscy wskoczyć to rzeki, nie zważając na to co może tam pływać. Z wyprawy wróciliśmy w święto Porcjunkuli, cali i zdrowi. Póki co, dzięki Bogu nie miałem jeszcze żadenej malari, ani innych dolegliwości, kiedy zaczyna mnie boleć głowa, brzuch, albo jestem słaby, wypijam duszkiem litr wody i wszystko wraca do normy. Zobaczymy na jak długo wystarczy ta metoda.
 
 Jak wspominałem ostatnim razem, uczę się jeździć. Motor już opanowałem, teraz ćwiczę jazdę samochodem. Odkąd wrocił bp Zbigniew wraz z o. Barnabą codziennie służę im pomocą jako szofer. Stan dróg jest fatalny, dziura na dziurze, człowiek na człowieku. Nie ma znaków, nie ma świateł, nie ma zasad. Czasem przedzierając się przez wąskie uliczki widzę jak ludzie ocierają się o nasz samochód. Prawo jazdy jakie otrzymałem, też nie jest w dobrym stanie, nie dość, że jest wydrukowane na zwykłej kartce A4, to znajduje się na nim źle napisane nazwisko i inna grupa krwi. Tak czy inaczej to lepsze niż jeżdżenie taksówką. Raz miałem tą przyjemność. Mimo, że taksówka była pięcioosobowa, wsiadłem do niej jako siódmy (tak tu się jeździ...). Kiedy nie umiałem zamknąć drzwi, pani obok mnie dźwigneła nieco cztery litery, abym mógł zając miejsce pod nią. W takiej to miłej atmosferze dotarliśmy na miejsce.
 
 Wspominałem, też o nauce Sango. Póki co nie czuje postępów, naukę przerwałem miesiąc temu, bo jak na nasze skromne warunki była trochę za droga. Mam jednak za sobą pierwszy sukces, tydzień temu w szpitalu, po raz pierwszy sam odprawiłem Mszę świętą w owym języku. Choć nie wiele z tego rozumiałem, wierni powiedzieli, że zrozumieli prawie wszystko. To była pierwsza Eucharystia w moim życiu, po której otrzymałem, gromkie brawa.
 
 Każdego dnia afrykańskie życie serwuje nam nowe wyzwania i niespodzianki, nie można jednak zapomnieć o tym co najważniejsze. W ostatnim, czasie dzięki czytaniom z Księgi Wyjścia zrozumiałem, że najpierw muszę tu znaleźć Boga, a potem wszystko inne. Znaleźć Boga i postawić namiot, a więc czas i miejsce na prywatną, głęboką relację, podobnie jak Mojżesz. Czas i miejsce, żeby się zatrzymać, wsłuchać w Słowo, wpatrzeć w Ciało i zachwycić się Nim. Życzę każdemu takiego namiotu, niech Wasze oblicza promienieją Bogiem.
 
 
Pozdrawiam i błogosławię z serca Afryki.
POKÓJ I DOBRO
 
brat Hieronim OFM
 
Bimbo, 30.08.2017