Reguła i życie braci mniejszych polega na zachowywaniu świętej Ewangelii Pana naszego Jezusa Chrystusa przez życie w posłuszeństwie, bez własności i w czystości.

Nie tędy, obywatelu
Nie tędy, obywatelu
Data: 2019-10-20

o. Ezdrasz Biesok

O. Bernardyn Grzyska to postać znana już tylko najstarszym zakonnikom. W pamięci zapisał się przede wszystkim jako prowincjał, który zmarł w czasie sprawowania swojego urzędu. Mniej znana jest jego karta zapisana w czasie stalinowskiego terroru, którego osobiście doświadczył jako więzień jednego z najsurowszych polskich zakładów karnych. W ostatnim czasie zostały ujawnione przez pracowników katowickiego IPN-u bardziej szczegółowe informacje o jego historii.  Warto je poznać i zachować w pamięci.

Izydor Grzyska (często omyłkowo Grzyśka) urodził się 4 kwietnia 1906 r.w Halembie koło Panewnik z rodziców Walentego i Franciszki Spyra. Ukończył kolegium serafickie w Nysie a następnie państwowe gimnazjum w Katowicach. W 1922 r.wstąpił do zakonu i pod imieniem br. Bernardyn, 22 listopada rozpoczął nowicjat w Wieluniu. Tam, 1 grudnia 1923 r.złożył pierwszą profesję na ręce o. Alfonsa Rogosza. Następnie podjął studia filozoficzne w Osiecznej. Jako bardzo zdolnego kleryka władze prowincji skierowały go na studia teologiczne do prowincji św. Elżbiety w Turyngii gdzie zamieszkał w Fuldzie, w klasztorze na Frauenbergu. Tam, 23 kwietnia 1927 r.złożył profesję wieczystą na ręce o. Maksymiliana Brandysa oraz przyjął święcenia prezbiteratu 22 grudnia 1928 r.z rąk biskupa Józefa Schmidta.

Po święceniach wrócił do kraju i przebywał kolejno w różnych klasztorach w Wielkopolsce, najpierw na Goruszkach (1929), następnie w Osiecznej (1931) i we Wronkach (1932). Był magistrem, wikarym domu i bibliotekarzem. W 1933 r.został skierowany do Panewnik jako wikary domu oraz sekretarz prowincji i prowincjała a także bibliotekarz. Biblioteka była jego szczególną pasją dlatego zwrócił się do Stolicy Apostolskiej o zgodę na posiadanie i czytanie ksiąg objętych „syllabusem”. O. prowincjał Wilhelm Rogosz poparł tę prośbę uzasadniając to jego pragnieniem zgłębiania historii Kościoła. Zgody udzielił mu nuncjusz apostolski z Warszawy.

Od 1937 r.o. Bernardyn był przełożonym w Chorzowie a od 1942 r.także tamtejszym administratorem parafii. Wojna jednak sprawiła, że wtedy przypadł na niego pierwszy poważniejszy obowiązek. Na skutek nieobecności prowincjała został impediti supplens wybrany wikariuszem prowincji a kuria generalna zatwierdziła ten wybór i mianowała go komisarzem prowincjalnym i delegatem generalnym na całą prowincję. Jego szczególną zasługą z tego czasu jest to, że mimo rozproszenia wielu braci oraz konfiskaty wielu dóbr, utrzymał jedność prowincji, zapewnił kontynuację posługi, umożliwił wielu klerykom studiowanie w innych ośrodkach zakonu a wobec władz okupacyjnych zajął postawę, która nie naraziła prowincji na większe straty i umożliwiła  przetrwanie prowincji jako całości. Urząd ten pełnił aż do powrotu o. Antoniego Galikowskiego w 1945 r.

Okres Polski Ludowej miał przynieść mu o wiele trudniejsze doświadczenia. Przebywając nadal w klasztorze chorzowskim, 24 maja 1948 r.został niespodziewanie aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego i oskarżony o przynależność do zdelegalizowanego „Stronnictwa Narodowego”. We wspomnianym dniu do furty klasztornej w Chorzowie zadzwonił mężczyzna, który przedstawił się jako dobry znajomy o. Bernardyna, chcąc z nim rozmawiać. W rozmównicy przedstawił się jako urzędnik bezpieczeństwa i poprosił o. Bernardyna aby udał się razem z nim dla wyjaśnienia pewnej sprawy, obiecując, że następnie zostanie odwieziony z powrotem. Kiedy jednak o. Bernardyn skierował się do swojego pokoju aby zabrać wierzchnie ubranie, ubek energicznie zagrodził mu drogę mówiąc – nie tędy, obywatelu, po czym wskazał ręką do wyjścia – tędy. Jeszcze w tym samym dniu został on przesłuchany przez ppor. Adama Pilarka, oficera śledczego WUBP w Katowicach. Tymczasem w klasztorze przeprowadzono rewizję podczas której z pokoju o. Bernardyna zarekwirowano drobne przedmioty osobiste, a także dwadzieścia pięć fotografii oraz kwotę 2870 dolarów amerykańskich.

Powodem zainteresowania bezpieki osobą o. Bernardyna okazała się znajomość z katowickim adwokatem Władysławem Piotrowskim. Piotrowski jako delegat rządu RP na uchodźctwie został aresztowany w 1947 r.ale zbiegł za granicę. Sam o. Bernardyn utrzymywał kontakt nie tyle z Piotrowskim co z jego żoną, której rodzina kiedyś bardzo wspierała budowę klasztoru w Rybniku. Stąd  był ich częstym gościem a męża poznał niejako przy okazji.

Niestety nieopatrznie, zakonnik, na prośbę Piotrowskiego, wiosną 1947 r.przyjął na przechowanie dwie paczki z dolarami amerykańskimi i przywiózł je do klasztoru. Latem, obawiając się o bezpieczeństwo zdeponowanych u niego paczek, przekazał je na przechowanie żonie organisty z parafialnego kościoła. Później jedną paczkę odebrała inna umówiona osoba.

Postacią, która miała w decydujący wpływ na śledztwo i treść aktu oskarżenia, był Jan Kieres, oficer śledczy WUBP w Katowicach. 25 maja 1948 r.a więc dzień po aresztowaniu zakonnika, wydał on postanowienie o wszczęciu śledztwa w sprawie przynależności Izydora Grzyski do nielegalnej organizacji. Rozpoczął również procedury przygotowujące późniejsze przekazanie sprawy Wojskowej Prokuraturze Rejonowej i Wojskowemu Sądowi Rejonowemu w Katowicach, mianowicie skierował do Wojskowego Prokuratora Rejonowego w Katowicach wniosek o zastosowanie jako środka zapobiegawczego aresztu tymczasowego z osadzeniem w więzieniu w Katowicach. Dzień później Marek Szauber, wiceprokurator Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Katowicach, wydał postanowienie o tymczasowym aresztowaniu i osadzeniu Grzyski w katowickim więzieniu karno-śledczym. Skierował również do naczelnika więzienia nakaz uwięzienia Izydora Grzyski. Pobyt w katowickim więzieniu o. Bernardyn rozpoczął 29 maja 1948 r.o godz. 13.30.

Tak więc obywatel Izydor Grzyska został podejrzanym z art. 86 § 1 i 2 Kodeksu Karnego Wojska Polskiego (K.K.W.P.) o to, że „działał w zamiarze usunięcia przemocą władzy zwierzchniej Narodu i obalenia demokratycznego ustroju Państwa Polskiego, brał czynny udział w nielegalnej organizacji S.N. (Stronnictwo Narodowe)”. Na trop o. Bernardyna Urząd Bezpieczeństwa prawdopodobnie wpadł pośrednio, przez innego  aresztowanego, którego złamano w trakcie śledztwa.

Wspomniany powyżej funkcjonariusz UB - Jan Kieres trzykrotnie 15, 17 i 20 czerwca przesłuchał Grzyskę. Jak wynika z protokołów, przesłuchania odbywały się według prostego i przejrzystego schematu: podejrzany odpowiadał na pytania zadawane przez przesłuchującego go funkcjonariusza UB. Bliższa analiza zachowanych protokołów wskazuje jednak, że Jan Kieres z góry zakładał winę podejrzanego. W tym duchu formułował swoje pytania, na przykład - Kiedy nawiązaliście pierwsze kontakty z konspiracją?, Czym kierowaliście się przechowując dolary, wiedząc, że są one przeznaczone na walkę podziemia z Państwem Polskim?
Jak wynika z zapisów protokołu, oficer śledczy nakłaniał o. Bernardyna do przyznania się do popełnionych czynów, natomiast ten zaprzeczał stawianym mu zarzutom i związkom z konspiracją. W czasie tych przesłuchań mówił o przedwojennej znajomości z rodziną Kopców w Rybniku, opowiedział o przeniesieniu paczek do mieszkania organisty, a później o wydaniu piętnastu tysięcy posłańcowi. Zeznał także, że kontaktował się z Magdaleną Piotrowską, od niej dowiedział się o aresztowaniu Piotrowskiego, wypłacił jej kilkakrotnie drobne kwoty dolarów, a także przyjął od niej na przechowanie zdjęcia Władysława Piotrowskiego wykonane za granicą. Po swoim aresztowaniu zorientował się, że sprawa jest znana aparatowi bezpieczeństwa, dlatego polecił organiście wydać pozostałe pieniądze zdeponowane u niego.

Według protokołu w trakcie przesłuchania o. Bernardyn miał również przedstawić Kieresowi motywację swojego postępowania. Owszem, zorientował się, że dolary są przeznaczone na pracę podziemną ale chciał ochronić Piotrowską przed ewentualnymi skutkami znalezienia ich u niej. Miał kierować się przyjaźnią z jej mężem i całą rodziną oraz chęcią opieki nad kobietą, która była bez męża. W czasie przesłuchania 17 czerwca 1948 r.Jan Kieres zażądał odpowiedzi na pytania; kiedy, przez kogo i z kim nawiązał kontakty konspiracyjne, co wie o działalności nielegalnych organizacji na terenie Śląska, a zwłaszcza Chorzowa.

25 lipca 1948 r.Kieres zwrócił się do Wojskowego Prokuratora Rejonowego o zastosowanie wobec Izydora Grzyski aresztu tymczasowego, ponieważ według jego oceny sprawa przeciwko niemu była skomplikowana, występowały w niej nowe osoby, a także wyłaniają się nowe okoliczności przestępstwa. Tymczasowe aresztowanie do 26 września 1948 r.przedłużył podpułkownik Tadeusz Jaszowski, prokurator WSR w Katowicach, a następne przedłużenie do 26 października podpisał wiceprokurator Marek Szauber.

5 września 1948 r.Jan Kieres wystąpił z postanowieniem o pociągnięciu do odpowiedzialności karnej Izydora Grzyski z najcięższego z artykułów - art. 86 § 1 i 2 K.K.W. P., który brzmi:
§ 1. Kto usiłuje przemocą usunąć ustanowione organa władzy zwierzchniej Narodu albo zagarnąć ich władzę, podlega karze więzienia na czas nie krótszy od lat 5 albo karze śmierci.
§ 2. Kto usiłuje przemocą zmienić ustrój Państwa Polskiego, podlega karze więzienia na czas nie krótszy od lat 5 albo karze śmierci.
6 września tego roku funkcjonariusz WUBP zamknął śledztwo, a dzień później przygotował akt oskarżenia w którym czytamy, że Izydor Grzyska w momencie przyjmowania dwóch paczek od Władysława Piotrowskiego doszedł do bezwzględnego przekonania, że Piotrowski jest członkiem nielegalnej organizacji i paczki są przeznaczone wyłącznie na jej cele. Pomimo tego przyjął je na przechowanie. Wprawdzie  nie ustalono dokładnej roli, jaką odgrywał w nielegalnej organizacji SN oskarżony, to jednak na podstawie uzyskanych materiałów można stwierdzić, że nie ograniczała się ona bynajmniej na tym.

Koronnym argumentem funkcjonariusza UB w uzasadnieniu tego oskarżenia były natomiast  stwierdzenia, które odnosiły się do okresu wojny i wcale nie dotyczyły istoty sprawy. Jan Kieres stwierdził bowiem, że w okresie okupacji „oskarżony Grzyska ze strony władz niemieckich nie doznał żadnej presji, ponieważ obojętnym mu było to, co działo się z ludnością polską. Całkiem normalnie w języku niemieckim wygłaszał kazania oraz odprawiał inne obrzędy kościelne. Po wyzwoleniu na terenie eksterytorialnym - obszar klasztoru - nie tylko świadomie przechowywał obcą walutę, którą wydał na cele walki z demokratycznym ustrojem Państwa Polskiego, ale zgadzał się na spotkania członkom nielegalnej organizacji, do której sam należał.”

Według opinii oficera śledczego Izydor Grzyska, po przedstawieniu mu dowodów, przyznał się do winy. 2 października 1948 r.tak sformułowany akt oskarżenia zatwierdził kapitan Otton Szmidt, podprokurator Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Katowicach, co rozpoczynało następny etap – rozprawę sądową i ustalenie winy oskarżonego.

Na rozprawę, która odbyła się 8 listopada 1948 r.o. Bernardyna doprowadzono pod eskortą milicyjną. Skład sądu tworzyli: przewodniczący mjr Witold Misiewicz, sędzia wojskowy kpt. Atanazy Zdun, ławnik por. Stanisław Kasprowicz z Rejonowej Komendy Uzupełnień w Katowicach. W rozprawie uczestniczył również prokurator z Wojskowej Prokuratury Rejonowej mjr Stanisław Michalik.

Izydor Grzyska w swoim wystąpieniu nie przyznał się do zarzucanej mu winy, a także stwierdził, że się do niej nie poczuwa. Zakonnik zdementował zawarte w akcie oskarżenia niektóre stwierdzenia Kieresa, mianowicie nie uczestniczył w libacjach u Władysława Piotrowskiego, bywał u nich rzadko, w ogóle nie rozmawiał sam na sam z Piotrowskim, paczki z pieniędzmi otrzymał w chwili, kiedy wychodził z mieszkania Piotrowskich, przekazanie paczek Grzysce Piotrowski uzasadniał tym, że rzadko bywał w domu, w którym zostawały same kobiety, a zarządzał majątkiem po zmarłym teściu. Jak wynika z zachowanej dokumentacji linia obrony o. Bernardyna przed sądem oparta była prawdopodobnie na wykazywaniu osobistego braku ciekawości, aby poznać motywy postępowania Władysława Piotrowskiego. Świadczyć o tym mogą następujące stwierdzenie: „Nie obawiałem się odpowiedzialności za przechowanie paczek i zdjęć dlatego, że to były rzeczy Piotrowskiego, więc nie powstała we mnie świadomość, że ja mógłbym za to być odpowiedzialnym”.

Zaskakującym momentem rozprawy było stwierdzenie sądu, że zeznania oskarżonego Grzyski w czasie rozprawy różniły się od zapisanych w protokołach przesłuchań. Kiedy ze względu na rozbieżności odczytano odpowiednie fragmenty, oskarżony odmówił odpowiedzi na pytanie sądu, dlaczego w śledztwie zeznał inaczej. Już wtedy zauważono, że protokoły z przesłuchań, zarówno oskarżonego jak i świadków są zmanipulowane.

Pewne światło na przebieg całego śledztwa rzuca sama osoba prokuratora Kieresa, który znany był z tego, że bił pięściami podczas przesłuchania. Niebawem na fali „odwilży” Kieres został odsunięty i skazany na trzy lata za niedozwolone metody przesłuchań. Tak więc podzielił los swojej ofiary. W 1954 r.został on dyscyplinarnie wydalony ze służby, a w 1959 r.skazany na 3 lata pozbawienia wolności za stosowanie niedozwolonych metod w śledztwie.

Tymczasem, w prawdziwe zakłopotanie wprowadził sędziów adwokat Henryk Rozenkranz, obrońca z urzędu, który wniósł o przesłuchanie w charakterze świadka majora UB Karola Wystrychowskiego. Nagle prokurator Kieres panicznie zaczął protestować, jakby nagle zapomniał tego co sam napisał w akcie oskarżenia, twierdząc, że okoliczności wojny nie mają związku ze sprawą.

Sąd jednak dopuścił dowód z przesłuchania mjra Wystrychowskiego, który zeznał, że o. Bernardyn udzielił mu pomocy w czasie okupacji. On zaś, ścigany zaś przez gestapo ukrywał się przez dwie noce w klasztorze. Przywołał również opinię swojej żony, która twierdziła, że zakonnik pomagał także innym osobom. W ten sposób obronie udało się oddalić zawarte w akcie oskarżenia zarzuty dotyczące postawy zakonnika w czasie wojny.

Niemniej, w mowie końcowej prokurator wystąpił o najsurowszy wymiar kary. W dekrecie o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa zwanym popularnie małym kodeksem karnym (m.k.k.) art. 5. brzmiał: „Obywatel polski, który wchodzi w porozumienie z osobą działającą w interesie obcego rządu lub obcej organizacji w celu działania na szkodę Państwa Polskiego podlega karze więzienia na czas nie krótszy od lat 5.” Górna granica kary sięgała wówczas 15 lat więzienia.

W dniu rozprawy zapadł wyrok. Wojskowy Sąd Rejonowy, uznał Grzyskę winnego: udzielenia pomocy nielegalnej organizacji - Stronnictwu Narodowemu, ponieważ przechowywał około 18 270 dolarów amerykańskich należących do tej organizacji tj. winnym przestępstwa z art. 28 K.K.W.P. w zw. z art. 86 § 2 K.K.W.P. i skazał go na karę 7 lat więzienia. Na mocy art. 46 § 1 pkt. b, pozbawił go praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na 3 lata, zaś na mocy art. 48 § 1 K.K. W.P. orzekł przepadek całego mienia tegoż skazanego na rzecz Skarbu Państwa. Na mocy art. 48 § 3 K.K.W.P. orzekł przepadek dowodu rzeczowego - 2.870 dolarów amerykańskich, a pozostałe dowody - 25 zdjęć pozostawił w aktach. Na poczet kary zaliczono mu okres tymczasowego aresztowania od 26 maja 1948 r.

W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że: „Sąd nie dał wiary obronie oskarżonego Grzyski, który na rozprawie wyjaśniał, iż nie wiedział, że przechowywane przez niego pieniądze należą do nielegalnej organizacji, albowiem okoliczność aresztowania i ucieczki Piotrowskiego Władysława, o czym oskarżony niewątpliwie dowiedział się zaraz po zajściu tych faktów /utrzymywał bowiem ścisłe stosunki z rodziną Piotrowskiego/ musiały wywołać u oskarżonego Grzyski podejrzenie i pewność, że przechowywane u niego paczki miały związek z ucieczką Piotrowskiego i jego nielegalną polityczną działalnością. […] Sąd nie przyjął kwalifikacji zawartej w akcie oskarżenia z art. 86 § 1 i 2 K.K.W.P. albowiem przewód sądowy nie wykazał, aby oskarżony należał do nielegalnej organizacji albo zmierzał do zmiany przemocą demokratycznego ustroju Państwa, natomiast działanie oskarżonego wyczerpuje w zupełności znamiona przestępstwa z art. 28 K.K.W.P. w zw. z art. 86 § 2 K.K.W.P., albowiem oskarżony przechowując pieniądze nielegalnej organizacji SN udzielił jej pomocy mając świadomość, że pieniądze te należą do tej organizacji”

Obrona nie rezygnowała jednak z możliwości zmiany wyroku. 15 listopada 1948 r.adwokat złożył skargę rewizyjną do Najwyższego Sądu Wojskowego w Warszawie. 11 stycznia 1949 r.Najwyższy Sąd Wojskowy dla kwalifikacji czynu Izydora Grzyski przyjął art. 14 § 1 dekretu z dnia 13 czerwca 1946 r.ale wyrok utrzymał w mocy. 14 października 1949 r.Izydor Grzyska został osadzony w więzieniu we Wronkach. Obliczono, że jeśli odbywanie kary rozpoczął 26 maja 1948 r., to jej zakończenie nastąpi 26 maja 1955 r.o godz. 13.30.

W archiwum panewnickim zachowały się dokumenty zawierające prośby o zwolnienie z więzienia lub złagodzenia kary o. Bernardyna skierowane do prezydenta Bolesława Bieruta, do Rady Państwa czy do ówczesnego wikariusza kapitulnego diecezji katowickiej, ks. infułata Jana Piskorza. Wśród autorów tych pism była 85-letnia matka zakonnika, a także ówczesny prowincjał. Również sam skazany 26 kwietnia 1954 r.wystąpił do Rady Państwa PRL z prośbą o darowanie reszty kary.

Na negatywnej decyzji w tej kwestii zaważyła prawdopodobnie opinia naczelnika więzienia we Wronkach. Jego zdaniem więzień zachowywał się niepoprawnie pod względem dyscypliny, za co trzykrotnie został ukarany. Rozkazy przełożonych wykonywał opieszale, do personelu więziennego ustosunkowany był negatywnie, wyrok uważał za zbyt surowy w stosunku do popełnionego czynu. W konkluzji naczelnik stwierdził, że skazany nie zerwał z dotychczasową wrogą ideologią i nadal pozostaje wrogiem Polski Ludowej. Prośbę Grzyski pozostawiono więc bez dalszego biegu.

W marcu 1955 r.szef WSR w Stalinogrodzie, ppłk Julian Wilf, zwrócił się do Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Stalinogrodzie z wnioskiem o zastosowanie względem skazanego ustawy o amnestii z 22 listopada 1952 r., biorąc pod uwagę, że nie pełnił on żadnej funkcji kierowniczej w organizacji, a jedynie przechowywał pieniądze. W odpowiedzi prokurator postanowił nie występować z wnioskiem o zastosowanie amnestii. Tak więc nie powiodła się żadna z prób wcześniejszego uwolnienia zakonnika. Izydor Grzyska odsiedział swój wyrok co do dnia i opuścił Wronki w wyznaczonym terminie, 26 maja 1955 r.

Po wypełnieniu całej kary o. Bernardyn powrócił do Panewnik. Po krótkiej rekonwalescencji w Szklarskiej Porębie podjął studium bibliotekoznawstwa  na KUL-u. Widocznie nadal pozostały w nim zakusy bibliotekarskie. Powierzono mu też inne zadania. Odtąd nieprzerwanie był spowiednikiem wielu sióstr zakonnych w Katowicach i Bielsku-Białej, zwłaszcza służebniczek, boromeuszek i sióstr Notre Dame. W latach 1955-68 był w Panewnikach profesorem liturgiki i śpiewu gregoriańskiego. W latach 1959-62 pełnił urząd gwardiana panewnickiego a w latach 1962-65 był definitorem.  W  1965 został ojcem duchownym seminarium. Trzykrotnie był powoływany na urząd wizytatora generalnego. Dwukrotnie, w 1960 r.i 1963 r.  powołano go na wizytatora prowincji św. Jadwigi a w 1966 r.  prowincji Matki Bożej Anielskiej. W międzyczasie był ponadto wizytatorem sióstr franciszkanek od miłości i pokuty w diecezji chełmińskiej. Zostawił z nich bardzo staranne sprawozdania.

Jednak i teraz nie był to dla o. Bernardyna czas bezpieczny. Już w krótkim czasie miał ponownie spotkać się z zarzutami o nieprzestrzeganiu obowiązujących przepisów prawno-administracyjnych.  W 1960 r.Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Katowicach postawiło mu, jako gwardianowi, zarzut niedopilnowania zaprowadzenia ksiąg rachunkowych dla celów podatkowych. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Finansów z dnia 24 marca 1959 r.w sprawie prowadzenia ksiąg rachunkowych przez kościoły i inne związki księgi należało prowadzić od 1 maja 1959 r.Wydział Finansowy Prezydium Miejskiej Rady Narodowej (PMRN) w Katowicach orzekł 30 grudnia 1960 r.karę grzywny w wysokości 3.000 zł. Wymierzona kara była efektem kontroli przeprowadzonych w panewnickim klasztorze 2 lipca i 25 sierpnia 1960 r.Kierownik Wydziału Finansowego nie przyjął wyjaśnień o. gwardiana, który podkreślał, że klasztor nie ma źródeł przychodu, a zakonnicy utrzymują się ze swoich dochodów osobistych, dlatego nie widział potrzeby zakładania ksiąg. 31 stycznia 1961 r.złożył odwołanie od orzeczenia karnego. Zwrócił uwagę, że klasztor jako zgromadzenie zakonne nie jest jednostką organizacyjną Kościoła katolickiego, co powoduje brak podstaw prawnych do orzekania o przestępstwie. Podważył również wysokość kary grzywny, uznając ją za niewspółmierną do winy. Dopiero 30 września 1964 roku PMRN umorzyło postępowanie karne przeciwko niemu. Do zakończenia sprawy urzędnicy wykorzystali dekret z dnia 20 lipca 1964 r.o amnestii. Tym samym nie odpowiadając na odwołanie zakonnika sprzed ponad trzech lat zamknięto sprawę nieprawomocnego orzeczenia karnego z 30 grudnia 1960 r.

W tym samym czasie o. Bernardynowi zarzuty postawiła także prokuratura. Wraz z o. Teofilem zostali oskarżeni o to, że do sierpnia 1960 r.na terenie klasztoru posiadali i rozpowszechniali „książki o wrogiej treści”, do których zakwalifikowano publikacje znajdujące się w seminaryjnej bibliotece. Brak dowodów na ich rozpowszechnianie, a także fakt ich przedwojennego pochodzenia stały się podstawą umorzenia postępowania prokuratury.

Ostatni rozdział w jego życiu rozpoczęła kapituła prowincji w 1968 r., która wybrała go prowincjałem. Dwukrotnie, jako prowincjał reprezentował prowincję na kapitułach generalnych zakonu, najpierw w 1971 r.na nadzwyczajnej kapitule w Medelin w Kolumbii a następnie w 1973 r.w Madrycie. Z tej kapituły zachował się obszerny list opisujący atmosferę i podniosły nastrój podczas wyboru generała Konstantyna Kosera.

Niestety po powrocie do kraju poważnie zapadł na zdrowiu. Usiłował sprowadzać z zagranicy, niedostępne w kraju lekarstwa ale na granicy urząd skarbowy orzekł ich konfiskatę i przepadek mienia. O. Bernardyn zmarł na nowotwór 19 października 1973 r.w trakcie sprawowania urzędu prowincjała. Żył 67 lat, w zakonie 50, w kapłaństwie 44. Spoczywa na cmentarzu w Panewnikach.

Koniecznym uzupełnieniem do opisanych powyżej wydarzeń jest odkrycie pracowników katowickiego IPN-u. Według ich badań Izydor Grzyska ps. „Braciszek” w 1946 r.był członkiem chorzowskiego obwodu tzw. klubu „Wolność i Niezawisłość”, który wchodził w skład katowickiego rejonu WiN1 .  Informacja ta wskazuje więc jednoznacznie na zaangażowanie polityczne przełożonego z Chorzowa w pierwszych latach powojennych. Bezpieka w Katowicach zatem, kierując się poszlakami, niesłusznie oskarżała go o przynależność do Stronnictwa Narodowego, natomiast w ogóle nie podejrzewała, nie posiadała dowodów i nie potrafiła udowodnić jego członkostwa w WiN. Prawdę zabrał do grobu o. Bernardyn. Milczał do końca. Jak wspominają niektórzy współbracia, nigdy nie dzielił się z nimi swoimi przeżyciami z lat 1948-1955. Dotychczas nie odnaleziono również żadnych jego zapisków na ten temat. Jak twierdzi wnikliwa badaczka z IPN-u, Kornelia Banaś, nie dał się złamać, do niczego się nie przyznał i nigdy nikogo nie „sypnął”.


 

1) Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” zostało powołane w Warszawie 2 września 1945 r.przez grupę dowódców Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj. Do 1947 r.stanowiło liczebnie największą ogólnopolską organizację niepodległościową. Było organizacją cywilną i obywatelską, której przyświecała idea niepodległości i wolnych wyborów w Polsce.