Nie miejmy więc innych tęsknot, innych pragnień, innych przyjemności i radości oprócz Stwórcy i Odkupiciela, i Zbawiciela naszego, jedynego prawdziwego Boga.

Wędrująca Madonna
Wędrująca Madonna
Data: 2015-11-21

 

Jednym z bardziej znaczących środowisk polonijnych w Stanach Zjednoczonych jest Cleveland w stanie Ohio. Miejscem, które przez wiele lat skupiało polską emigrację na tym terenie była kaplica sióstr nazaretanek w której umieszczono kopię obrazu jasnogórskiego. Niezwykła historia tego obrazu łączy się z postacią jednego z najwybitniejszych polskich franciszkanów XX wieku o. Marcinem Szawerną. Jest to historia warta zapamiętania.



Rudolf Szawerna urodził się 6 lipca 1912 r.w Dellwig Borbock koło Essen w Westfalii, w rodzinie śląskich emigrantów zarobkowych Konrada i Marii z domu Piprek. Posiadał jeszcze dwóch braci. Nic więcej o jego rodzinie nie wiemy. Po wojnie światowej rodzina zdecydowała się wrócić na Śląsk i zamieszkała w Rogowie koło Wodzisławia. Jego ojciec będący górnikiem brał udział w powstaniach śląskich i pod jego bacznym okiem powstańcem został także młody, zaledwie dziewięcioletni Rudolf, którym posługiwano się jako kurierem a także wykorzystywano go do przenoszenia broni. Niebawem młody Rudolf podjął naukę w męskim gimnazjum klasycznym w Rybniku.



 

Młody powstaniec bardzo wcześnie odkrył w sobie powołanie franciszkańskie i po ukończeniu szkoły w 1931 r.wstąpił do prowincji panewnickiej zakonu aby w klasztorze wieluńskim rozpocząć nowicjat pod imieniem br. Marcin. Jego magistrem był o. Michał Porada. Po upływie roku w tym samym klasztorze 8 listopada 1932 r.złożył pierwszą profesję. Filozofię studiował w Osiecznej w latach 1930-34 a teologię we Wronkach w latach 1934-37. W klasztorze wronieckim złożył też profesję wieczystą i tamże przyjął święcenia z rąk biskupa Walentego Dymka 26 września 1937 r.Jako neoprezbiter przez rok był wychowawcą w niższym seminarium duchownym w Kobylinie a w latach 1938-39 przebywał w Pakości jako stacjonariusz.

 



Jako młody człowiek miewał różne pasje np. w Ostrowie Wielkopolskim odbył kurs jedwabniczy obejmujący zagadnienia uprawy drzew morwowych, hodowli jedwabników i przemysłu jedwabniczego, który ukończył stosownym dyplomem. Być może miał zamiar zająć się taką działalnością. Niebawem jednak w 1939 r.zwrócił się do zarządu prowincji o zgodę na studia specjalistyczne i sam generał zakonu o. Leonardo Bello skierował go na studia z zakresu nauk społecznych w Lowanium. Tej inicjatywy wszelako także nie podjął bo w międzyczasie, w odpowiedzi na apel polskiego episkopatu, zgłosił się do pracy wśród neounitów na Polesiu. Kościół neounicki nie posiadał własnej hierarchii i opiekę nad nimi sprawowali biskupi rzymskokatoliccy. Tak więc w czerwcu 1939 r.udał się o. Marcin do diecezji pińskiej i za zgodą biskupa Kazimierza Bukraby osiadł w Torokaniach (dzisiaj Imienin na Białorusi) koło Kobrynia u ks. Donata Nowickiego, który podjął się uczyć go liturgii wschodniej. Bardzo szybko o jego obecności dowiedziała się znana pisarka i majętna ziemianka Maria Rodziewiczówna, która w pobliskim Antopolu wcześniej ufundowała kościół i zaproponowała aby o. Marcin podjął w nim duszpasterstwo. Zaoferowała mu także pomoc materialną w budowie klasztoru. W tym czasie odwiedził go o. prowincjał Antoni Galikowski. O. prowincjał chciał osobiście rozeznać sytuację i po rozmowie z biskupem zatwierdził tę nową obecność prowincji. Nie obyło się oczywiście bez trudności gdyż miejscowy Żyd żądał wygórowanej sumy za tymczasowe mieszkanie. Gdy z kolei o obecności młodego zakonnika dowiedzieli się okoliczni kapłani zaczęli namawiać biskupa aby skierować go do innych, bardziej potrzebnych miejsc diecezji. Tymczasowo zatem skierowano go do miejscowości Łachwa, tuż pod granicą sowiecką, gdzie zamieszkał w walącej się chałupie na grobli stawów państwowych. Biskup Bukraba wszelako podtrzymał swoją decyzję, iż Antopol jest przeznaczony dla franciszkanów.



Niestety rychło nadszedł dzień 17 września 1939 r.Jeszcze tego samego dnia wierni szybko ostrzegli o. Marcina, że krasnoarmiejcy już poszukują „polskiego popa” o którym ktoś skrupulatnie doniósł i poradzili aby czym prędzej uciekał. O. Marcin nie miał świeckiego ubrania, tylko habit i sandały, więc od różnych osób otrzymał stare spodnie i kurtkę a od jakiegoś Żyda kupił stare buty i wyruszył na piechotę przez rozlewisko Prypeci a następnie przez Włodawę, Puławy, Radom i Mysłowice do Panewnik. W Panewnikach pojawił się na początku października w późnych godzinach wieczornych lecz furtian br. Oswald Niedźwiedź, który nie poznał człowieka w łachmanach nie wpuścił go do klasztoru. Poznał go dopiero były magister i prowincjał o. Michał Porada.



Wobec zaistniałych okoliczności skierowano go do Rybnika ale i tam nie miał zabawić zbyt długo. Wkrótce został bowiem wezwany do stawienia się na 21 grudnia w siedzibie miejscowego gestapo. Figurując na liście powstańców śląskich poczuł się niepewnie w tej sytuacji i poprosił o. Kolumbana Sobotę o zgodę na wyjazd do Rzymu. Tak więc w nocy z 18 na 19 grudnia wyjechał pociągiem z Raciborza do Wiednia a stamtąd pod osłoną nocy nielegalnie przedostał się na Węgry. Zatrzymany przez patrol węgierski na pierwszej stacji poprosił o kontakt z jakimś kapłanem. Gdy zaprowadzono go do miejscowego proboszcza z którym porozumiał się po łacinie ten chętnie go przyjął, wydał mu zaświadczenie, iż jest kapłanem i zaopatrzył w pieniądze na bilet. Niebawem, w sam wieczór wigilijny zapukał do klasztoru w Budapeszcie. Tam okazało się, że mieszka w nim węgierski ordynariusz polowy bp Stefan Hasz, także franciszkanin. Biskup ten wystawił o. Marcinowi legitymację kapelana wojskowego co pozwoliło mu poruszać się swobodnie po całych Węgrzech. W ten sposób o. Marcin podjął duszpasterstwo w obozach polskich uchodźców. W międzyczasie okazało się, że w Budapeszcie mieszka także zbiegły z Polski biskup włocławski Karol Radoński, który obecnie sprawował opiekę duszpasterską nad polskimi uchodźcami. Tenże biskup mianował o. Marcina kapelanem obozu uchodźców w Tapiosuli. W maju 1940 r.został zaś przeniesiony do obozu w Tompa-Szeged na południu Węgier.

 



Z końcem czerwca 1940 r.sytuacja polityczna na Węgrzech pogorszyła się, i obozy Polaków, którzy nie czuli się już tak bezpiecznie zaczęły się opróżniać. Uciekali oni najczęściej do krajów zachodnich. O. Marcin udał się do Jugosławii z dalszym zamiarem jechania do Włoch. Jednak w Zagrzebiu spotkał innych braci z prowincji, uciekinierów z Polski, o. Bogumiła Pallę i o. Fabiana Waculika, którzy już szykowali się do wyjazdu na Bliski Wschód, do tworzącej się tam armii polskiej. O. Marcin postanowił dołączyć do nich i przez Grecję i Turcję przybył do Syrii. W Bejrucie tworzyła się już Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich pułkownika Stanisława Kopańskiego i w tej jednostce zaciągnął się jako kapelan wojskowy. Po klęsce Francji, która dotychczas sprawowała nadzór nad Syrią, brygada przeniosła się do Palestyny objętej mandatem brytyjskim. Tam w Latroun 30 września 1940 r.młody kapelan złożył przysięgę wojskową i już następnego dnia wyruszył do Aleksandrii w Egipcie. Niestety, na skutek złych warunków higienicznych w okolicy, w grudniu tego roku wybuchła epidemia dyzenterii. Zachorował także o. Marcin i wysłano go do szpitala w Tel Awiwie. Po odbyciu kuracji już nie wrócił do Egiptu ale został najpierw kapelanem tegoż szpitala a następnie kapelanem Dowództwa Wojska Polskiego w Palestynie.



13 kwietnia 1942 r.biskup polowy Józef Gawlina skierował go do Teheranu w Persji aby objął duszpasterstwo nad Polakami, którzy w tym czasie masowo byli ewakuowani z sowieckich łagrów i wraz z armią gen. Andersa przybywali na Bliski Wschód. Nie przebywał tam jednak długo gdyż w lipcu 1942 r.został ponownie odwołany do Palestyny aby objąć kapelanię 2 Brygady 3 Dywizji Strzelców Karpackich w Palestynie. Ta nowa jednostka początkowo stacjonowała na pustyni Dżabel el Maazar, na pograniczu syryjsko-libańskim, u podnóża góry Hermon. W październiku 1942 r.dywizja ta została skierowana do Iraku celem ochrony pól roponośnych. Drogą morską z Port Saidu przez Kanał Sueski, Morze Czerwone i Ocean Indyjski dywizja przybyła do portu Basra w Zatoce Perskiej a następnie drogą lądową udała się do Mosulu na północy Iraku zamieszkałego w większości przez Kurdów.



Latem 1943 r.dywizja wróciła do Palestyny aby dołączyć do frontu włoskiego. Późną jesienią, 25 listopada żołnierze opuścili Bliski Wschód i niebawem wylądowali w włoskim porcie Taranto. Tam Brygada weszła w skład 8 Armii Brytyjskiej i początkowo stacjonowała w środowych Włoszech, w rejonie Capracotta i Pescolanciano. Na skutek licznych i nieudanych prób zdobycia masywu Monte Cassino w kwietniu 1944 r.do operacji przydzielono w końcu Brygadę o. Marcina. Z opaską czerwonego krzyża na rękawie, futeralikiem z świętymi olejami na piersiach i stułą na szyi był kapelan Szawerna od początku uczestnikiem zaciekłej walki. W bitwie tej odniósł ciężką ranę. Głośny wybuch w jego bliskości uszkodził mu bębenek w uchu ale mimo ogromnego bólu nie zszedł z pola walki. Poważniejsze skutki tego urazu ujawniły się znacznie później. Znany pisarz i kronikarz tej bitwy Melchior Wańkowicz w jednej ze swych książek opisuje scenę, której był świadkiem. Pod nieustannym ostrzałem wroga o. Marcin słuchał spowiedzi rannych żołnierzy jednym zdrowym uchem, jednocześnie trzymając się za drugie bolące. Dopiero po zatknięciu biało-czerwonej flagi na ruinach opactwa został zabrany do wojskowego lazaretu w Campobasso. Po sześciu tygodniach wszelako znów był na froncie. Zdążył wziąć udział w zwycięskiej bitwie o Ankonę (18 lipca 1944 r.), w przełamaniu linii Gotów i w końcowej ofensywie nad rzeką Senio i wreszcie w zdobyciu Bolonii (21 kwietnia 1945).



Historia 3 Dywizji Strzelców Karpackich od samego początku naznaczona była szczególnie żywym kultem maryjnym żołnierzy. Same początki posługi o. Marcina w tej jednostce łączą się z poświęceniem kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Twórcą obrazu był sierżant Józef Krzywiński ze Lwowa będący również artystą malarzem, który pragnął aby obraz był wotum za ocalenie go z sowieckiej niewoli. O. Marcin przywiązywał ogromną wagę do starannego wykonania kopii. Jako wzór posłużył mały obrazek z jego brewiarza. Obraz został namalowany na desce z palestyńskiego drzewa a farby zostały zakupione na jerozolimskim bazarze. O. Marcin pragnął aby w ten sposób obraz we wszystkim przypominał oryginał jasnogórski, który według tradycji właśnie tutaj został namalowany. W uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej 15 sierpnia 1942 r.o. Marcin uroczyście poświęcił obraz, który odtąd stał się częścią jego ołtarza polowego i towarzyszył brygadzie do końca wojny. Żołnierze otaczali obraz wielkim kultem i często gromadzili się przed nim śpiewając pieśni maryjne. O. Marcin zaświadczał, że za każdym razem gdy odprawiał mszę św. przed tym obrazem w warunkach polowych, jednocześnie zanikał ostrzał nieprzyjaciela. Po skończeniu zaś mszy św. natychmiast miejsce ołtarza było zasypywane gradem pocisków. Sława obrazu szła razem z Brygadą. Miejscowa ludność wśród której stacjonowała Brygada, począwszy od bliskowschodnich Arabów aż po Włochów, widząc przywiązanie żołnierzy do obrazu sama zaczęła otaczać go wielką czcią i często prosiła o pozostawienie im kopii tego wizerunku Maryi. W sumie wykonano pięć takich kopii i pozostawiono je na całym szlaku Brygady od Iraku aż po Włochy. W wielu miejscach o. Marcin postarał się także o to aby wraz z obrazem pozostawiano jeszcze marmurowe tablice upamiętniające pobyt polskiego żołnierza.



Niebawem zakończyła się wojna i Brygada przeszła w stan spoczynku. Zanim to nastąpiło, do końca 1945 r.stacjonowała jeszcze w Ripatransone nad Adriatkiem a następnie w Bari gdzie ochraniała port i magazyny wojskowe. O. Marcin został zdemobilizowany w grudniu 1946 r.Wcześniej, w uznaniu zasług otrzymał liczne odznaczenia wojskowe: Krzyż Walecznych (dwukrotnie), Srebrny Krzyż Zasługi z mieczami, Krzyż Monte Cassino, Medal Wojska, Gwiazdę Afryki, Gwiazdę Italii, Gwiazdę za Rany Monte Cassino. Naczelny wódz generał Tadeusz Bór Komorowski 1 stycznia 1946 r.awansował go do stopnia majora.



Powojenna sytuacja Polski oznaczała dla o. Marcina nowe wyzwanie. Powrót do Polski byłemu oficerowi Andersa groził poważnymi represjami. Postanowił zatem, jak wielu innych, udać się do Stanów Zjednoczonych. Do tego była potrzebna obediencja samego generała zakonu. Biskup polowy Józef Gawlina w piśmie do generała zakonu Walentego Schaffa wydał mu jak najlepsze świadectwo wyliczając jego liczne cnoty i zasługi. Generał zgodził się i skierował go do prowincji Najświętszego Serca Pana Jezusa w USA. Z generalską obediencją w grudniu 1946 r.wraz z osławionym obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, który stanowił cały jego dobytek, wsiadł w Neapolu na amerykański okręt „Liberty Ship” i popłynął do Nowego Jorku. W czasie rejsu przypadła uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP. Gdy o. Marcin przed obrazem odprawił mszę św. opowiadając w czasie homilii cudowne zdarzenia na jego wojennej drodze obraz od razu stał się przedmiotem wielkiego kultu pasażerów, w większości włoskich emigrantów.



Po przybyciu do USA prowincjał z St. Louis, który był Polakiem i rozumiał jego sytuację skierował go do polonijnej parafii św. Stanisława w Cleveland w stanie Ohio jako wikariusza parafii. Tam też swoje stałe miejsce znalazł obraz 2 Brygady Strzelców Karpackich. Umieszczono go w miejscowej publicznej kaplicy sióstr nazaretanek gdzie był nawiedzany przez licznych Polaków. Odtąd sława obrazu otaczała to miejsce przez wiele lat a zważywszy na jego historię przezwano go obrazem Matki Bożej Wędrującej. O. Marcin jako wikary parafialny pracował tam do 1953 r.z roczną przerwą gdy pełnił zastępstwo w Omaha w stanie Nebraska.



W tym czasie odezwało się w nim dawne niezrealizowanie pragnienie studiów i w grudniu 1953 r.poprosił generała Augustyna Sepinskiego o zgodę na studia z zakresu nauk społecznych. W tym celu przybył do Madrytu i zamieszkał w klasztorze San Francisco el Grande. Dla polskiego franciszkanina były jednak ważniejsze rzeczy. W Madrycie niebawem doszła go wiadomość, że w Kanadzie, w miejscowości Barry's Bay, w stanie Ontario rysuje się możliwość założenia klasztoru prowincji panewnickiej. Przebywający tam ojcowie Ignacy Grządziel i Jerzy Czembor, także powojenni emigranci, czynili takie starania u prowincjała prowincji św. Józefa w Kanadzie. Na tę nową placówkę była ponadto zgoda prowincjała z Panewnik. O. Marcin, który bardzo był związany z prowincją od razu postanowił włączyć się w ten projekt i we wrześniu 1954 r.przybył do Montrealu. Niestety wielkim rozczarowaniem było gdy miejscowy biskup wobec ojców wycofał swoją zgodę i zezwolił tylko na ograniczone duszpasterstwo w letnich obozach polonijnych dla młodzieży.



Nie widząc perspektyw otwarcia polskiego klasztoru poprosił więc kanadyjskiego prowincjała o przydział do jakiegokolwiek innego domu. Początkowo w 1955 r.skierowano go do klasztoru w Winnipeg w stanie Manitoba gdzie poświęcił się duszpasterstwu emigrantów polskich, włoskich, niemieckich i ukraińskich. W 1956 r.został przeniesiony do klasztoru kustodii Chrystusa Króla w Vancouver w stanie Brytyjska Kolumbia. Powoli jednak dojrzewała w nim myśl o powrocie do kraju. Przemiany polityczne, które w tym czasie dokonały się w Polsce przypieczętowały tę decyzję. W październiku 1958 r.wsiadł w Montrealu na słynny transatlantyk „MS Batory” i popłynął do Gdyni.



Natychmiast po powrocie włączył się normalny tryb pracy i życia prowincji. Został najpierw magistrem braci kleryków w Panewnikach i pełnił tę funkcję do 1961 r.gdy przeniesiono go do Osiecznej jako wicemagistra nowicjatu. Krótko przybywał też w Poznaniu i Miejskiej Górce a w latach 1962-66 był we Wronkach. W latach 1966 - 1970 pełnił funkcję kapelana sióstr franciszkanek w Trzcincu koło Wałcza. W 1970 r.został przeniesiony do Kobylina. W tym czasie na zaproszenie dawnych parafian z USA odwiedził miejsce swojej dawnej posługi i wziął udział w uroczystościach stulecia parafii św. Stanisława w Cleveland. Po powrocie zaczął podupadać na zdrowiu. Okazało się, że w jego czaszce pozostał odłamek z Monte Cassino, który obecnie zaczął powodować zmiany chorobowe, pojawiła się miażdżyca i rozwinęła się demencja. Wobec jednoznacznego orzeczenia inwalidztwa wojennego podjęto starania o przyznanie mu renty wojskowej. Władza ludowa jednakże nie zaliczyła go do zasłużonych i odmówiła udzielenia jakiejkolwiek pomocy. W 1977 r.został przeniesiony do Rybnika, krótko przebywał w szpitalu a w 1979 r.w został umieszczony w zakładzie sióstr boromeuszek w Siemianowicach gdzie zmarł.



O. Marcin przez towarzyszy broni został zapamiętany jako zdrowy, wysportowany, wesoły, pewny siebie, zaprawiony do niewygód i poświecenia, uczynny a przy tym gorliwy kapłan i dobry mówca. Był bardzo lubiany przez swoich żołnierzy. Tak też w swoim testimonium napisał o nim biskup polowy Józef Gawlina.



Po powrocie do kraju zauważono od razu, że pozostał mu wojskowy dryl, którym drażnił zwłaszcza kleryków jako ich magister. Język wojskowej komendy rozumiał nawet w starczej demencji. Gdy wzdrygał się przed zażywaniem koniecznych ale nieprzyjemnych lekarstw, ktoś wpadł na skuteczny sposób przekonania go do ich zażycia.

- Obywatelu majorze, to jest rozkaz dowództwa dywizji!

Tego już nie było trzeba powtarzać dwa razy. Chory przyjmował postawę na baczność i odpowiadał:

- Szef duszpasterstwa brygady, major Szawerna melduje się na rozkaz!


 

Do końca życia siostry nazaretanki z Cleveland co jakiś czas listownie informowały go o łaskach jakich doznają wierni modlący się przed obrazem Matki Bożej Wędrującej. O. Marcin zmarł 23 grudnia 1979 r.i został pochowany w Rybniku.

 

o. Ezdrasz Biesok OFM