Wiadomości od o. Symeona
Wiadomości od o. Symeona
Data: 2019-10-01

U progu nowych wyzwań duszpasterskich, stojąc między jedną a drugą rzeczywistością, kieruję do Was serdeczne słowa pozdrowień i Boże błogosławieństwo. Czas letnich wakacji dawno już za nami. Ufam, że był to dla Was dobry czas. Wrzesień praktycznie już też za pasem, toteż mam nadzieję że także start w rok szkolny (jako rodzice ;), czy też w rok akademicki (jako studenci i wykładowcy) jest/będzie również udanym przedsięwzięciem. Moim Braciom, klerykom z Franciszkańskiego WSD w Panewnikach, niech Pan w szczególny sposób błogosławi i rozleje pośród Was Ducha afrykańskich zapędów! Czekamy!

Ostatniego maila pisałem, gdy nasza kapituła Fundacji dobiegła końca. Wówczas to już mniej więcej wiedzieliśmy jak będzie wyglądać nasza Misja w najbliższych miesiącach. Nie mieliśmy jednak zatwierdzenia naszych decyzji z Kapituły Prowincjalnej w Kongo, toteż trzymałem gębę na kłódkę. Kapituła w Prowincji św. Benedykta Afrykańczyka, do której należy (i od której zależy) nasza Fundacja, zakończyła się 30 sierpnia. Wówczas Kordian potwierdził nam wszystkie nasze propozycje. Wtedy to stało się dla mnie jasne, że muszę zabrać się do pracy. Należało przygotować się do zdania posługi gwardiana, ekonoma i magistra postulatu. Przyszło mi uporządkować wszelkie dokumenty oraz przygotować małe podsumowanie tego wszystkiego co należy do posługi gwardiana, tego co przynależy zadaniom ekonoma i ostatecznie tego co ciąży na głowie magistra nowicjatu. Nie powiem żeby była to jakaś żmudna robota. Ekonomię miałem dość ogarniętą, więc wystarczyło podliczyć słupki i zdać relację. Więcej pracy zajęło mi przygotowanie wskazań dla nowego ekonoma, by mniej więcej zakreślić mu pole działalności i przetarte ścieżki (opłaty za ubezpieczenia, za prąd, telewizję etc.). Sprawy jednak pomyślnie idą do przodu. Arsène, nowo wyświęcony Środkowo Afrykańczyk, już przejął kasę i zarządzanie kuchnią. Przed nami jeszcze z dwie wyprawy do miasta, by rozpoznać się w terenie marketingu ; ) On także przejmie funkcję Magistra postulatu. Tutaj przekazanie pałeczki jest nieco bardziej skomplikowane, ale na szczęście Arsène nie zostaje sam. W Bimbo w roli gwardiana pozostaje br. Raymond a do nich dołącza Kordian, który będzie pełnił rolę ekonoma naszej Fundacji. Sprawa formacji pozostaje więc w gestii całej wspólnoty, ale oczywiście to Arsen będzie musiał czuwać nad wykładami, spotkaniami indywidualnymi, no i co wydaje się chyba najbardziej wymagające – będzie musiał siedzieć na czterech literach, bo taka rola formatora, by był „obok”. Bratu Raymondowi przekazałem najważniejsze informacje w ciągu jednego wieczora: kwestie dotyczące odpowiedzialności za samochód i motory, klucze i hasła dostępu do komputera i skrzynki e-mail, księgę gości, księgę intencji mszalnych, pieczątki, teczki naszych pracowników oraz „tradycje domu” – świąteczne prezenty dla Wyższego Seminarium, dla naszej doktorki, harmonogram posługi sakramentalnej u sióstr i nieco dokumentów w wersji elektronicznej. Raymond był jednak domownikiem w Bimbo zanim ja się tu pojawiłem, zatem te sprawy nie są mu obce.

Przyznam szczerze, że od kiedy z mojego pokoju zniknęły teczki, teczunie i teczuszki, a szuflady wypróżniły się z pieniędzy i kopert, poczułem się znakomicie : ) Naprawdę dużo lżej. Wczoraj oddałem jeszcze większość kluczy, i w ten sposób mam dostęp jedynie do mojego pokoju, do salonu i do drzwi wejściowych na nasz plac. Chwilo trwaj! Nie chciałbym jednak by zabrzmiało to tak, jakbym wyzwolił się z jakiegoś uciążliwego jarzma! W żadnym wypadku. Cieszyła mnie ta posługa, dawał mi poczucie użyteczności i spełnienia. Jednak gdy obowiązki te powierzyłem innym, uświadomiłem sobie jak ciężka była odpowiedzialność z nimi związana.

To wszystko oczywiście jasno wskazuje, że moje dni w Bimbo są policzone. Jestem tu jeszcze kilka dni z racji na Arsène-a i na uroczystość św. Franciszka, którą przygotowywałem wraz z innymi członkami rodziny franciszkańskiej. Przez te moje ostatnie dni obecności w Bimbo towarzyszę Arsenowi w porannym wydawaniu składników na obiad, w codziennych rachunkach dotyczących ekonomii domu oraz w cotygodniowych zakupach. W gestii formacji przekazałem mu teorię, zaś do praktyki nie chciałbym się mieszać, by się nie narzucać.

Jesteśmy w trakcie nowenny do św. Franciszka. Rozpoczęliśmy ją wspólnie z całą rodziną franciszkańską w jednej ze stołecznych parafii – św. Bernarda. Tam też, w niedzielę poprzedzającą pierwszy dzień nowenny (25 września), sprawowałem Eucharystię i głosiłem Słowo, przedstawiając postać św. Franciszka i zapraszając na wspólne rozpoczęcie modlitwy nowenny. Niebawem znów wszyscy spotkamy się na zakończenie nowenny, tym razem w kaplicy u Kapucynów, naszych sąsiadów. W czwartek, 3 października rozpoczniemy naszą modlitwę dając okazję do spowiedzi, a wieczorem zakończymy nowennę, odprawimy Transitus, Nieszpory i do późnej nocy będziemy słuchać i debatować na tematy dwóch konferencji, które zostaną przedstawione przez jednego z Tercjarzy Franciszkańskich i jedną z Sióstr Franciszkanek od Ducha Świętego. Czwartego października o godzinie 9:00 zostanie sprawowana Eucharystia. Głównym celebransem będzie sekretarz Nuncjatury Apostolskiej, don Natale. Świętowanie zakończymy wspólnym obiadem.

Później przyjdzie czas na pakowanie się i przygotowania do wyjazdu. Pan Bóg kieruje moje stopy do Boali, do parafii św. Piotra Apostoła. Tam 13 października podejmę misję jako proboszcz. Niesamowite wyzwanie! Cieszy mnie bardzo! Ale zdaję też sobie sprawę, że nie mam żadnego doświadczenia – od moich święceń nigdy nie pracowałem w duszpasterstwie! Ale nie będę sam. W Boali będziemy we dwóch, wraz z Jean de Dieu, Kongijczykiem, który posługuje tam jako gwardian od początku naszej franciszkańskiej obecności. Mój wyjazd z Bimbo planuję na 10 października. W ten sposób będę miał kilka dni, by się zainstalować na miejscu. Trzynastego października przewidziana jest Msza otwierająca Rok Duszpasterski – wielka uroczystość. Pierwszy tydzień będę chciał poświęcić na poznanie parafii, jej historii i charakterystyki przy współpracy z radą parafialną. Po tygodniowej obecności na miejscu chciałbym ruszyć na wioski, spędzając w każdej dwa dni. Oczywiście nie wszystko na jeden raz. Wiosek jest bodajże 21, toteż moim celem jest odwiedzić wszystkie wioski przed końcem roku kalendarzowego. W międzyczasie podzielimy się z Jean de Dieu sektorami i później każdy będzie odpowiedzialny za poszczególne wioski. Niemniej jednak na początku chciałbym odwiedzić wszystkich mieszkańców. Jeśli siły i zdrowie pozwolą. Także najbliższe tygodnie będą bardzo intensywne.

Toteż korzystam z obecnej chwili – odchorowuję :P by później mieć spokój. Od kilkunastu dni zmagam się z malarią. Zastrzyki i tabletki wiele nie pomogły i trzeba było sięgnąć po chininę. Dziś czwarty dzień. Kończę w poniedziałek. W tym tygodniu w miarę sił uczestniczę także w tygodniowym przygotowaniu diecezji do nowego roku duszpasterskiego. Reprezentanci ze wszystkich parafii, osoby konsekrowane i kapłani uczestniczą w codziennych konferencjach i debatach. Program jest kosmiczny – od 8:00 do 18:00 z jedną przerwą na obiad. Toteż każdy dobiera sobie godziny uczestnictwa indywidualnie. Temat taki jak co roku… Do znudzenia wałkuje się ekumenizm i dialog religijny. Trudno się jednak dziwić skoro mamy w kraju taką a nie inną sytuację… Są wykłady teoretyczne ale i kilka praktycznych (np. na temat wspólnych celebracji ekumenicznych lub międzyreligijnych). Akurat w Boali znajduje się wiele kościołów protestanckich a na wioskach pojawiają się wracający po zawieruchach wojennych muzułmanie wypasający bydło. Także trafiam jak śliwka w kompot. Z ironicznym uśmiechem wspominam „Dni Islamu” z czasów seminarium, które wydawały się wówczas tak oderwane od naszej rzeczywistości.

Najbliższe miesiące z pewnością przyniosą mnóstwo nowych wrażeń i materiału do listów. Czy przyniosą jednak i chwilę na to by je spisać? W ostateczności pomoże mi w tym… malaria. Jak tylko mnie przytrzyma w pokoju, siądę znów do biurka, by podsumować mijające tygodnie.

W ramach rzetelności „dziennikarskiej” jeszcze dwa słowa o innych decyzjach kapituły i o moich rekolekcjach które odbyłem pod koniec sierpnia.

Nasza Kapituła zaproponowała a kongijska zaakceptowała, by nowym Prezesem naszej Fundacji został nasz brat Hieronim : ) Kordian pozostaje ekonomem i przeprowadza się do Bimbo. Gwardianem w Bimbo będzie br. Raymond, a magistrem postulatu Arsène. W Rafaï sytuacja pozostaje bez zmian: Barnaba proboszczem, Hieronim gwardianem. Do naszych dwóch Polaków dołączy br. Maxime, który lada dzień (do tej pory nic nie ruszyło) będzie bronił swojej pracy dyplomowej i wówczas wyruszy na „daleki” wschód. Drugi brat na profesji czasowej – Dominique – pozostaje w Bimbo. Od poniedziałku dołączył do nas jeden nowy postulant – Cedric. Dwóch pozostałych, którzy mieli do nas przyjechać z Rafaï niestety nie uzupełni grona tegorocznych postulantów. Jeden nie zdał matury a drugi się rozmyślił. Także Cedric dołącza do Yvona, który rozpoczyna drugi rok postulatu w Bimbo.

Jak wspominałem ostatnim razem, na koniec sierpnia planowałem rekolekcje. I plany zrealizowałem. W środę 21 sierpnia wyruszyłem samochodem do niedaleko położonej wioski, nad rzeką. Droga zajęła mi może ok 30 min. Tam, w nowo wybudowanej kaplicy, rozwiesiłem swój hamak i zmagazynowałem rzeczy niezbędne – wodę, lekki prowiant, latarkę, wiadro, garnek, termos oraz Pismo Święte, brewiarz i różaniec. Miałem kaplicę dla siebie. A co najistotniejsze – cieszę. Kaplica położona jest na małym wzniesieniu, na obrzeżach wioski. Ale nie na tyle by pozbawić się sąsiadów : ) Moje dni były bardzo schematyczne i proste. Moje rekolekcje przebiegały w rytmie Lectio Divina: Lekturę zaczynałem dzień wcześniej popołudniu, medytowałem nad Słowem wieczorem, a rano i przedpołudniem modliłem się usłyszanym Słowem. Z wyjątkiem pierwszych dwóch dni – środy, czwartku i piątku do południa. Chciałem zacząć od „pustyni”, od wyciszenia się, wyczyszczenia ze wszelkich myśli o tym „co zrobiłem, co trzeba zrobić, o czym zapomniałem etc.”. Toteż te pierwsze dni po prostu w ciszy trwałem przed Najświętszym Sakramentem. Taka strefa buforowa. W czwartek na porannej Mszy świętej konsekrowałem jedną dużą hostię którą przechowywałem w małej monstrancji na ołtarzu. Każdego dnia po adoracji Świętą Hostię owiniętą korporałem pozostawiałem na ołtarzu a ja odchodziłem kilka metrów do tyłu, by położyć się w hamaku. Pierwszego wieczoru, gdy zasypiałem rzeczywiście pod jednym dachem z Panem Jezusem, przypomniałem sobie czytanie z Mszy z dnia moich obłóczyn – wówczas jeszcze Dawid, teraz zaś br. Mirek czytał słowa z Księgi Samuela o jego powołaniu, jak spał w przybytku Pana a Pan wołał go po imieniu. Był to dzień 10 rocznicy moich pierwszych ślubów.

Po tych dwóch dniach pustyni moje dni przybrały następującą formę. Wstawałem ok 4:30, rozpalałem ognisko i stawiałem wodę na śniadanie. Później zabierałem się za medytację nad Słowem Bożym mniej więcej do godziny 5:45 kiedy to odmawiałem Jutrznię. Ok godziny 6:00 rozpoczynałem Eucharystię. Ludzi raczej nie było. Na wiosce Msza odprawiana jest raz na miesiąc lub dwa. Więc trudno się dziwić że codzienna Eucharystia byłaby dla nich „przesytem”. Po Mszy zabierałem się za śniadanie a następnie do 12:00 miałem czas na modlitwę. Nawet się nie ciągło ; ) W południe modliłem się znów brewiarzem. Wcześniej jednak rozpalałem znów ognisko, by po modlitwie moc zaparzyć kawę lub jakąś zupkę z paczki. Pożywniejszy posiłek zajadałem raczej wieczorami. Po lekkim obiedzie pozwalałem sobie na sjestę, by ok 15:00 zabrać się za lekturę Słowa na dzień następny. Wieczory były natomiast bardziej „towarzyskie”.  Przychodzili młodzi chłopcy, by mi potowarzyszyć. Pomagali zakupić kukurydzę lub inne „łakocie”. Później zajadaliśmy wspólnie. Zanim zrobiło się ciemno brałem prysznic w łazience sąsiadki ; ) czyli w małym ogrodzonym gałęziami palmy pomieszczeniu: woda we wiaderku i kubeczek do polewania. Gdy wszyscy wracali do swoich domów, ja wracałem do swojego – Bożego domu. Tam poświęcałem jeszcze chwilę na adorację a po wszystkim dokładałem drwa do ogniska i siadałem przy blasku księżyca by ucieszyć podniebienie chipsami lub rodzynkami przywiezionymi z Bangui popijające kawą. Tak mijały dni. Słowo było wymagające i karcące – trafiłem akurat na Ewangelie o „przekleństwach” („Biada Wam”), tak więc łagodnie być nie mogło. Ale był to dobry czas, karcącego Słowa Ojca. Później potrzeba mi było kilku dni „rekonwalescencji duchowej”, ale w perspektywie czasu widzę, że był to czas błogosławiony, konieczny w życiu konsekrowanego ale i każdego chrześcijanina. Cieszę się, że zdecydowałem się na te rekolekcje właśnie w tym czasie, bo patrząc dziś na mój kalendarz, trudno by się było wyrobić do końca tego roku ; )

Moi Drodzy! Pozdrawiam Was raz jeszcze bardzo gorąco! Niech Dobry Bóg hojnie Wam błogosławi +

Do usłyszenia… z Boali!