... gdyby którykolwiek brat chciał udać się między Saracenów i innych niewiernych, niech idzie za pozwoleniem swego ministra [przełożonego] i sługi.

4.06.2022, Boali, RCA
4.06.2022, Boali, RCA
Data: 2022-06-12

Moi Drodzy, niech Pan Was obdarzy Pokojem!

Wracając myślą do treści ostatniego maila, widzę jak Pan Bóg kontynuuje naszą historię, kolejne wydarzenia splata tą samą nicią i tworzy z nich tunikę, całą tkaną od góry do dołu. Ostatnio rozpisywałem się o tym jak to Bóg przemawia do nas przez wydarzenia i drobne gesty. Wspominałem o trudzie odkrywania Palca Bożego w codziennych wydarzeniach i o jeszcze większym wysiłku podporządkowywania się Jego natchnieniom, tak subtelnym. Zastanawiałem się nad ścieżką samego Jezusa Chrystusa, który nasłuchuje głosu Ojca i pozwala się prowadzić. Prześledziłem Jego dojrzewanie do momentu chrztu kiedy Ojciec jasno objawił Mu, że jest Jego Synem. Jak wówczas pisałem: „Odkrywa w sobie Tego, który z Ojca jest zrodzony. Uczy się siebie. Do kulminacyjnego punktu w momencie chrztu w Jordanie, Jezus coraz jaśniej widzi iż nie jest tylko człowiekiem ale jest i Bogiem. Już w wieku 12 lat daje tego przebłyski. Natomiast przy chrzcie otrzymuje jasne potwierdzenie od Ojca co do tego co przeczuwał od dawna „Jestem Umiłowanym Synem Ojca”. Jako człowiek wciąż się jednak zmaga z dylematami, z niepewnością, z tym co w Nim tak bardzo ludzkie a tym co Boskie.”

W ostatnim zaś czasie, kiedy to codziennie o 16:30 gromadziliśmy się z wiernymi przy grocie na modlitwie różańcowej, odkrywam podobne doświadczenie w życiu Maryi. Chciałbym się z Wami podzielić tym co wydarzył się w Jej życiu od momentu zwiastowania do nawiedzenia. Ta historia pozwoli mi wniknąć w naszą misyjną rzeczywistość.

Otóż Maryja spotyka się z aniołem. Otrzymuje niesamowitą wiadomość. Jest zaskoczona, zmieszana. Nie potrafi sobie tego przyswoić. Rodzi się w niej wiele pytań, niepewności ale zarazem z jej wnętrza tryska radość z bycia wybraną i obdarzoną łaską. Radość ta jest jednak tamowana. Maryja nie śpiewa Magnificat-u w dniu zwiastowania. Bez wątpienia, Maryja uwierzyła aniołowi. Wypowiedziała „fiat” całym swoim sercem. Nie udała się zatem do Ain Karim, do domu Zachariasza by się przekonać że anioł nie kłamał, by go sprawdzić. Ruszyła w drogę wierząc, że sprawy mają się tak jak przedstawił je anioł. Ale Maryja przeżywa w sercu to co się wydarzyło. Jest osobą która nie idzie na ślepo. Rozumuje. Stawia pytania. A zatem pozostawia sobie przestrzeń na wątpliwości, na niepewność, na uczucia strachu, obaw, zaniepokojenia. I nie jest to przeciwne wierze. Jest to szukanie wiarygodności, spójności między rozumem a prawdą objawioną. Maryja nie stawia oporu ale zarazem szuka potwierdzenia. Źródło które w niej wybiło, wzbiera i szuka ujścia by radość mogła wypłynąć na zewnątrz. Idzie więc do Elżbiety, by pomóc. Idzie także do Elżbiety jako do ciotki, kobiety bogobojnej, doświadczonej, mądrej. Myślę że idzie do Elżbiety by się podzielić, by posłuchać jej opinii, by się poradzić, by spotkać się z kierownikiem duchowym. Rusza w daleką drogę. Nie zwierza się z wydarzeń zwiastowania nikomu jak tylko Elżbiecie. Można by rzec że sam Bóg sugeruje Maryi Elżbietę jako powiernika. Doskonale bowiem wiedział, że ta młoda dziewczyna potrzebuje wsparcia, potrzebuje się wygadać, pomoc jest jej niezbędna. I zobaczcie co się dzieje gdy Maryja wchodzi do domu Zachariasza. Na sam głos jej pozdrowienia Elżbieta potwierdza Maryi wszystko to co wydarzyło się w jej domku w Nazarecie: „Łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś między niewiastami i błogosławiony owoc Twojego łona… skądże mi to że Matka mojego Pana przychodzi do mnie”. Tak jak powiedziałem, Maryja nie wątpiła w to co się wydarzyło w trakcie spotkania z aniołem, ale dopiero słowa Elżbiety otwierają ją na krzyk radości: „Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim”.

Człowiek który przeżywa spotkanie z Bogiem, który doświadcza Jego interwencji, który otrzymuje Jego łaski potrzebuje tego uzewnętrznienia, podzielenia się, potwierdzenia z zewnątrz. Niejako żebrze, by ktoś dostrzegł to co dokonało się w jego sercu, w jego życiu. Nie potrafi pozostać z tym sam. Ks. Krzysztof Grzywocz w jednej ze swych konferencji zauważył, że to co dzieje się w nas, nawet jeśli są to najwspanialsze dzieła Boże, a nie stanie się przedmiotem dzielenia, będzie tylko powodem naszej zguby. To co dzieje się w nas przynosi owoce tylko wówczas kiedy jest dzielone z drugim człowiekiem. Być może jest to jakieś prawo zaczerpnięte z psychologii. Jednak ten sposób działania widzimy w życiu Maryi i Jezusa. Mimo że często Maryja zachowywała „wszystkie te sprawy w swoim sercu” to jednak nastąpił moment kiedy „te sprawy” stały się przedmiotem dzielenia się, bo inaczej skąd niby mielibyśmy się o nich dowiedzieć… Niewątpliwie, Maryja w odpowiednim momencie usiadła u boku apostołów lub i samego Łukasza ewangelisty, i zawierzyła te sprawy, tym którzy okazali się godni zaufania.

To piękne świadectwo z tajemnicy nawiedzenia mocno mnie przeniknęło. W naszej misji, w naszym posługiwaniu bez wątpienia Pan dokonuje wspaniałych dzieł: w naszych placówkach, w naszych parafiach, w nas samych. Widzimy je, przeżywamy i wierzymy w Jego obecność. Ta radość jest jednak nieustannie tłumiona przez wątpliwości, pytania, niepokoje. Jak Maryja mówimy „fiat” ale wewnątrz nas szumi głos żebraka, który chce potwierdzenia z zewnątrz. Jest w nas ta potrzeba by udać się do człowieka bogobojnego, doświadczonego, mądrego, który w odpowiedzi na naszą historię powie „błogosławiony który uwierzył, że spełnią się słowa powiedziane mu od Pana”. Może jest to prosta ludzka potrzeba bycia docenionym, a może głębokie pragnienia otrzymania pieczęci od samego Boga, że to co się dzieje jest Jego. A może jedno zmieszało się z drugi i nie sposób tego rozdzielić.

Maryja nie znalazła nikogo w swoim otoczeniu, komu mogłaby się tak bezgranicznie zawierzyć. Ruszyła w daleką drogę, by spotkać się z rodziną.

Misjonarz też co jakiś czas wyrusza w taką drogę. Udaje się daleko by znaleźć osoby z którymi będzie mógł swobodnie porozmawiać, zawierzyć się. Tak daleka wyprawa jest też okazją by spojrzeć na codzienność zostawioną z plecami z pewnym dystansem, by popatrzeć obiektywnie, by dostrzec szersze spektrum. Już sama podróż jest tą strefą buforową, tak bardzo przeze mnie umiłowaną – chwila zawieszenia miedzy dwoma światami. A zatem, reasumując, wakacje się zbliżają.

Wszedłem już w ostatni miesiąc mojej posługi w Boali. Przed nami jeszcze diecezjalne spotkanie księży w naszej parafii, Boże Ciało i odpust parafialny. Zaraz po nim wyruszę do stolicy, by przygotować moją podróż i 30 czerwca postawić nogę w Krakowie. Nie bez kozery piszę że to ostatni miesiąc posługi w Boali. Otóż mam zmianę. Po wakacjach wracam do stolicy, do naszego domu formacyjnego w Bimbo. Niemniej jednak nie będę bezpośrednio zaangażowany w formację. Powierzono mi funkcję ekonoma domu oraz ekonoma całej naszej Fundacji w RCA. Toteż będę parał się pieniędzmi…

Opuszczam Boali z bólem serca, bo dobrze się tu czułem, podobała mi się pastoralna posługa i miałem już pewne konkretne perspektywy na kolejne lata. Zmiana jak najbardziej niespodziewana. Wyjazd niejako nieprzygotowany. Wiele inicjatyw pozostaje niepodomykanych… z ryzykiem że upadną. Tutaj też stawiam sobie pytania czy aby nie popełniłem pewnych błędów podejmując inicjatywy które bez mojej obecności trudno będzie kontynuować… Może było w tym za wiele indywidualizmu… mało współpracy. Szkoda mi więc wyjeżdżać. Ale nie czuję jakiejś niechęci wobec nowych obowiązków. Nowe funkcje otwierają nowe perspektywy. Myślę że się w nich odnajdę. Zwłaszcza że jako ekonom Fundacji ściśle będę współpracował z Prezesem Fundacji – którym w dalszym ciągu będzie Hieronim.

W Bimbo będę wraz z Arsenem, Środkowo Afrykańczykiem który będzie kontynuował swoją funkcję magistra nowicjatu i będzie zarazem przełożonym domu. W Boali pozostaje nasz najmłodszy brat – Oscar, też Środkowo Afrykańczyk, który będzie proboszczem, a u jego boku zamieszka Kordian, jako przełożony domu i ekonom. Do nowej parafii pójdzie Barnaba i Fabien – nowo wyświęcony po studiach w Jerozolimie Środkowo Afrykańczyk. W Rafaï kontynuować będzie Hieronim, najprawdopodobniej z Normanem i z Maximem. Brat Raymond (dotychczas w Bimbo) i Jean de Dieu (mój obecny gwardian) wyjeżdżają z RCA na dobre.

Ostatnie miesiące, tuż po naszej kapitule w Bimbo, były pełne sakramentów. Podczas jednego z moich tourne na wioskach pobłogosławiłem małżeństwa trzech par oraz udzieliłem sakramentu chrztu i pierwszej komunii świętej grupie 16 osób. Wcześniej jeszcze sam Kardynał Nzapalainga spędził u nas cztery dni i przewodniczył uroczystościom bierzmowania w trzech różnych miejscach naszej parafii. Przy tej okazji także pobłogosławił jedną parę małżeńską. Zaś u końca miesiąca, 29 maja, odbył się chrzest w naszej parafii, w centrum. Tego samego dnia na wiosce, w Bobissie cieszyliśmy się kolejnym związkiem małżeńskim jednego z katechistów. W ten sposób w maju zebraliśmy plony naszej katechetycznej pracy. W ramach podsumowania spotkamy się jeszcze ze wszystkimi katechistami w sobotę 18 czerwca na obiado-kolacji.

Trwają też prace budowlany. Ostatecznie, w tych finalnych dniach skupiliśmy się na trzech kaplicach, które w minionym miesiącu poczyniły największe postępy. Ufam że przed moim wyjazdem uda się dokończyć murowanie w Boukouli, w Gbakassie i w Yewere. Z dachem trzeba będzie poczekać na nowy rok duszpasterski. Pozostałe kaplice wraz z porą suchą (listopad-grudzień) rozpoczną pracę przy wyrabianiu cegieł.

Na czerwiec nie mam już żadnych planów wyjazdów na wioski. Padający deszcz skutecznie uniemożliwia dotarcie do moich wiosek. A swoją drogą, wobec nadchodzących zmian, dobrze iż mam więcej czasu w domu. Mogę w ten sposób przygotować konieczne raporty, przekazać odpowiednie dokumenty braciom którzy podejmą posługę w Boali i bądź co bądź, zacząć się pakować.

Do zobaczenia niebawem!

Błogosławię +