I gdziekolwiek bracia przebywają lub spotkaliby się, niech odnoszą się do siebie jak członkowie rodziny.

Nie wolno mi odstąpić od drogi powołania swego
Nie wolno mi odstąpić od drogi powołania swego
Data: 2021-04-20

O. Ezdrasz Biesok


Lata ostatniej wojny położyły się cieniem na życiu wielu kapłanów, zakonników a także kleryków. Ci ostatni, zmuszeni do opuszczenia murów seminaryjnych, narażeni byli albo na powołanie do wojska, albo na ukrywanie się albo wreszcie na poszukiwanie, nierzadko na własną rękę, miejsca na dokończenie studiów. Takim był o. Henryk Kania, który mimo niemożności przyjęcia święceń we własnej prowincji, konsekwentnie stał przy swoim powołaniu.


Erwin Kania urodził się 22.11.1914 r.w Stanicy koło Pilchowic (parafia Rudy) w górniczej rodzinie Wiktora i Marii Żok. Rodzice prowadzili gospodarstwo rolne ale tata pracował też w kopalni w Knurowie. Miał sześcioro rodzeństwa. Po ukończeniu piątej klasy państwowego gimnazjum w Rybniku zgłosił się do niższego seminarium w Kobylinie. Pojawił się wszelako jeden problem gdyż Stanica po plebiscycie znalazła się po niemieckiej stronie granicy i młody Erwin był obywatelem niemieckim. Przed przyjęciem do kolegium musiał się zobowiązać do tego, że po upływie ważności paszportu przyjmie obywatelstwo polskie. Nie miał jednak z tym problemu. Jego wychowawca poświadczył, że chłopiec wykazuje duże przywiązanie do Prowincji Wniebowzięcia Matki Bożej.


Nowicjat rozpoczął 17.08.1933 r.w Wieluniu pod imieniem brat Gentilis. Tam też złożył profesję czasową 23.08.1934 r.na ręce o. Michała Porady. Studia filozoficzne odbył w Osiecznej (1934-1936), a teologiczne we Wronkach (1936-1939). Profesję wieczystą złożył 25.09.1937 r.we Wronkach na ręce prowincjała o. Michała Porady. Z bliżej niejasnych powodów tuż przed ślubami wieczystymi zmieniono jego imię zakonne na brat Henryk.


Wybuch wojny nie pozwolił bratu Henrykowi spokojnie ukończyć studiów seminaryjnych. Po przymusowym opuszczeniu Wronek udał się do rodziny. Mając na względzie prawie ukończone studia, kilkakrotnie prosił definitorium, pod nieobecność prowincjała, o udzielenie diakonatu. Zarząd prowincji bał się jednak podejmować taką decyzję. Kleryków bowiem powoływano do wojska a brak prowincjała stwarzał poczucie niepewności. Kleryk Henryk dowiedział się jednak, że biskupi w Generalnej Guberni bez większych trudności udzielają święceń.  W marcu 1940 r.skierował w tej sprawie jeszcze jedno pismo. Użył w nim moralnych argumentów, pisząc między innymi: „Nie wolno mi odstąpić od drogi powołania swego!” Nie zachowała się żadna pisemna odpowiedź ale prawdopodobnie dostał zgodę aby tam się przedostać i ukończyć formację.


Takim sposobem przyjął schronienie w Prowincji Matki Bożej Anielskiej, w klasztorze św. Kazimierza przy Reformackiej w Krakowie. W krótkim czasie zdał egzaminy końcowe przed komisją profesorską seminarium krakowskiego i w maju 1940 r.przyjął wszystkie brakujące święcenia niższe a 16.06.1940 r.z rąk biskupa Stanisława Rosponda  w kaplicy sióstr sercanek przyjął święcenia prezbiteratu. Prymicje odprawił w klasztorze św. Kazimierza. Po święceniach tamtejszy prowincjał skierował go do klasztoru w Pilicy koło Olkusza gdzie pozostał bezpiecznie do końca wojny.


Po wojnie o. Henryk wrócił do prowincji i został przełożonym w Pakości Kalwarii (1945-1946), a w latach 1946-1950 przełożonym w Choczu i administratorem parafii w mieście. Następnie bardzo krótko był w Rybniku i Jarocinie oraz w Poznaniu jako stacjonariusz (1950-1953). W 1953 r.był krótko administratorem parafii w Helu. Z tej funkcji jednak, z niewiadomych przyczyn, zrezygnował. W latach 1953-1956 ponownie był przełożonym domu w Pakości Kalwarii. Następnie pełnił funkcję wikarego domu we Wschowie (1956-1959). W latach 1959-1968 był kapelanem sióstr franciszkanek w Orliku, najpierw jako pomocnik schorowanego o. Bonawentury Cichonia a potem jego następca. W latach 1968-1971 był wikarym domu we Wronkach. Od 1971 r.trzeci raz powrócił do Pakości Kalwarii i pozostał tam aż do śmierci. Zmarł 1.10.1975 r.w Pakości po dwóch następujących po sobie zawałach. O. Henryk żył 60 lat, w zakonie 42, w kapłaństwie 35.


O jego charakterze i usposobieniu dowiadujemy się co nieco z pisma prowincjała, który nalegał aby mianować go ojcem duchownym nowicjatu. Prowincjał pisał do niego: „Będzie dobrze dla nowicjatu, że swoim wzorowym życiem zakonnym i usposobieniem spokojnym wpłyniesz dodatnio na młodzież zakonną.”


O. Henrykowi z trudem przychodziło zrozumieć nowinki liturgiczne, które zaczęto introdukować po ostatnim soborze i miał z tym niejakie problemy.