Reguła i życie braci mniejszych polega na zachowywaniu świętej Ewangelii Pana naszego Jezusa Chrystusa przez życie w posłuszeństwie, bez własności i w czystości.

Odprawione intencje
Odprawione intencje
Data: 2020-03-28

o. Ezdrasz Biesok

Klasztor św. Idziego w Głubczycach, choć przynależący do prowincji św. Jadwigi, swój kawałek historii związał z naszą prowincją. Stało się to za sprawą o. Franciszka Potockiego, który w trudnym czasie powojennym podniósł go z ruin i zachował dla zakonu. Choć spotkało go za to niesprawiedliwe usuniecie, jego zasługi dla tego miejsca są niewątpliwe.

Kurt Potocki urodził się 22.11.1906 r.  w Hajdukach Wielkich w rodzinie robotnika Hermanna i Anny Lindner. Szkołę podstawową ukończył w Ligocie. Tutaj bowiem przeniosła się jego rodzina i od pierwszej komunii św. tu wzrastał i tu dojrzewało jego powołanie. W latach 1919-1922 był alumnem kolegium w Nysie. Po plebiscycie, wraz z grupą Polaków przeniósł się do gimnazjum w Katowicach. Jako siedemnastolatek rozpoczął 29.11.1922 r.nowicjat w Wieluniu, przyjmując habit z rąk o. Wilhelma Rogosza oraz imię zakonne - brat Franciszek. Profesję czasową złożył 1.12.1923 r.  w Wieluniu na ręce o. Alfonsa Rogosza. Studia filozoficzne odbył w Miejskiej Górce  a na teologię wysłano go do Metzu w prowincji św. Paschalisa. Był tam w latach 1925-1929. Tam złożył profesję wieczystą 11.03.1927 r.  na ręce o. Bonawentury Trimole.

Święcenia prezbiteratu przyjął już w Polsce, za dyspensą od wieku kanonicznego, 20.01.1929 r.  w Panewnikach z rąk biskupa Arkadiusza Lisieckiego. Po święceniach przebywał w Miejskiej Górce (1929-32), Osiecznej (1935), a następnie w charakterze gwardiana w Choczu (1935-37) i Miejskiej Górce (1937-39).

Nie czuł się bezpiecznie w czasie wojny. Wrzesień 1939 r.zastał go w Chorzowie, gdzie chwilowo leczył się na nerki. Nie mógł już wrócić do Miejskiej Górki gdyż umieszczono go na liście zakładników. W październiku 1939 r.skierowano go do Chocza gdzie jednak nastąpił nawrót choroby nerek. Początkowo podpisał volkslistę ale gdy wyzdrowiał kazał się wykreślić. Od czerwca 1940 r.musiał pośpiesznie uchodzić z Chocza. Zamieszkał u siostry. Potem delegat generalny o. Bernardyn dał mu zgodę na pobyt poza klasztorem w świeckim ubraniu. Z czasem ponownie dał się przekonać do listy narodowej i odtąd legalnie, od 1943 r.był wikarym parafialnym w Panewnikach. Niemniej czymś musiał się narazić bo  krótko przed wyzwoleniem, dwukrotnie był przeznaczony do rozstrzelania przez gestapo.

Po wojnie został skierowany do prowincji św. Jadwigi celem pomocy w utrzymaniu tamtejszych klasztorów. Takim sposobem w latach 1945-55  był gwardianem i proboszczem w Głubczycach. Odbudował tamtejszy obiekt ze zniszczeń wojennych i zorganizował od nowa duszpasterstwo parafialne i życie zakonne. Niestety był to okres stalinizmu i nietrudno było narazić się na różne pomówienia i oszczerstwa. Tak też się stało gdy pewna niewiasta, jak ją określił w liście do samego sekretarza episkopatu i ministerstwa do spraw wyznań, obciążona erotyczno - histerycznymi schorzeniami, fałszywie miała go oskarżyć o działanie przeciw ustrojowi socjalistycznemu. Mimo obrony ze strony parafian, ojca Franciszka usunięto.

 


W 1956 r.wrócił do prowincji i został skierowany na krótko do Wschowy i jeszcze w 1956 r.  do Jarocina. W 1959 r.został mu powierzony urząd gwardiana w Jarocinie, a w 1961 r.również urząd proboszcza parafii przyklasztornej. W 1962 r.został przeniesiony do Kobylina, a wkrótce potem do Chorzowa.

Od 1968 r.przez ostatnie 12 lat pełnił funkcję kapelana sióstr służebniczek w Miasteczku Śląskim i tam mieszkał, pomagając także w okolicznym duszpasterstwie. Był ponadto długoletnim spowiednikiem boromeuszek. W obliczu choroby psychosomatycznej, po wyjściu ze szpitala, zabrano go do klasztoru panewnickiego gdzie zmarł 22.11.1979 r.Tam został pochowany na cmentarzu zakonnym. Żył 73 lata, w zakonie 57, w kapłaństwie 50.

Krótko po jego pogrzebie, codziennie do drzwi ojca Juliusza w panewnickim klasztorze, zawsze o godzinie 14.00, ktoś w ten sam sposób zaczął pukać do drzwi. Ojciec za każdym razem kazał wejść a gdy nikt nie wchodził, sam otwierał drzwi i wychodził na zewnątrz. Nigdy nikogo na korytarzu nie było.  Po dwóch tygodniach tajemniczego zjawiska, wraz z prowincjałem, o. Damianem, pojechali do Miasteczka Śląskiego by zobaczyć pokój ojca Franciszka, jeszcze nie uprzątnięty. W szufladzie znaleziono notes z dokładnie opisanymi intencjami mszalnymi do odprawienia. O. prowincjał kazał je natychmiast odprawić. Od tego dnia już nikt nie pukał.