Nie miejmy więc innych tęsknot, innych pragnień, innych przyjemności i radości oprócz Stwórcy i Odkupiciela, i Zbawiciela naszego, jedynego prawdziwego Boga.

Pamiętamy w modlitwie
Pamiętamy w modlitwie
Data: 2020-03-31

o. Ezdrasz Biesok

Nie każdy grób zmarłego brata możemy dzisiaj nawiedzać i nie na każdym grobie możemy zapalić znicz by na chwilę przystanąć w modlitewnej zadumie. Wojenne losy sprawiły, że miejsce pochówku kilku z nich jest nieznane. Jednym z nich jest brat Gerard Szlachciak, zakonny krawiec spod Chocza. Nie wiemy, ani jaką śmiercią zginął, ani w jakich okolicznościach, ani nawet w jakich stronach to się stało. Pamiętamy jednak o nim w modlitwie.

Wojciech Szlachciak urodził się 15.12.1907 r.w Nowej Wsi koło Chocza, w rodzinie rolnika Szymona i Pelagii Markiewicz. Rodzice gospodarowali na czterdziestu morgach. W rodzinie było w sumie dziesięcioro rodzeństwa. W młodości wyuczył się rzemiosła krawieckiego.

 

 

 

 





Z listu napisanego do o. Prowincjała, dowiadujemy się o nim, że życie zakonne poznał we wczesnej młodości przez klasztor w Choczu a tamtejsi bracia pomogli mu je zrealizować. W wieku dziewiętnastu lat, tuż po zdaniu egzaminu czeladniczego, postanowił więc wstąpić do zakonu.  

Habit III zakonu przyjął 26.02.1928 r.Nie wiemy gdzie przebywał jako tercjarz. Nowicjat rozpoczął 7.11.1931 r.w Wieluniu. Tam też złożył pierwszą profesję 8.11.1932 r.Zachowało się sporo pisemnych opinii w których obserwujemy ciekawe zjawisko. Najpierw wszyscy na niego narzekają a w głosowaniach nagle wymieniają dobre cechy i wszyscy są za dopuszczeniem brata  do ślubów. W Wieluniu pozostał do 1936 r.z przerwą na krótki pobyt w Osiecznej. Śluby wieczyste złożył 18.11.1936 r.w Wieluniu na ręce o. Euzebiusza Huchrackiego.

Wojna zastała go w Osiecznej gdzie był furtianem. Z zapisków w teczce personalnej dowiadujemy się, że zginął na przełomie 1939/40 r.Jednak gwardian osiecki, o. Edward, wnikliwy historyk, który był aresztowany w styczniu 1940 r.nie wspomina jeszcze o jego aresztowaniu. Możemy stąd wnioskować, że zginął nie wcześniej niż w styczniu 1940 r.Nie wiemy też w jakich okolicznościach i z jakiego powodu to się stało. W zbiorowej pamięci starszych braci krążyło przekonanie, że został w tym czasie rozstrzelany przez Niemców. Jak ta wiadomość dotarła do braci też nie wiemy.

Brat Gerard żył 33 lata, w zakonie 12. Jego grób pozostaje nieznany. Zachowała się zbiorowa fotografia z czasu gdy był jeszcze tercjarzem.