Bracia niech niczego nie nabywają na własność (...) I jako pielgrzymi i obcy na tym świecie, służac Panu w ubóstwie i pokorze, niech ufnie proszą o jałmużnę, i nie powinni wstydzić się tego, bo Pan dla nas stał się ubogim na tym świecie.

Przymusowy emigrant
Przymusowy emigrant
Data: 2020-03-28

o. Ezdrasz Biesok

Wojenne losy niejednego rzuciły poza ojczyznę, także wielu zakonników. Nie wszystkim było dane powrócić w rodzinne strony. Z różnych przyczyn zmuszeni byli pozostać zagranicą. W prowincji zaś niewiele o  ich wiedziano gdyż kontakt z nimi był utrudniony. Także w archiwach znajdujemy o nich tylko lakoniczne wzmianki. Tak było z ojcem Janem Schymą.

Józef Schyma urodził się 6.12.1918 r.w Bärenhof (Niedźwiedziniec koło Bykowiny) w rodzinie tokarza Leopolda i Gertrudy Kischel. Rodzina pielęgnowała polskie tradycje a o jego ojcu mówiono „Grosspole”. Matka należała do III zakonu w którym aktywnie się udzielała. W 1936 r.uzyskał świadectwo dojrzałości w prywatnym gimnazjum z niemieckim językiem nauczania w Chorzowie.

W sierpniu tego roku napisał list do przełożonego w Wieluniu z prośbą o bliższe informacje dotyczące wstąpienia do zakonu. Obawiał się bowiem, że bez znajomości łaciny, której w jego szkole było mało, może zostać nieprzyjęty. Proboszcz z parafii św. Józefa w Świętochłowicach-Zgodzie wydał mu jednak bardzo dobre świadectwo pisząc, między innymi, że wszystkie cechy jego charakteru przemawiają za tym, że ma prawdziwe powołanie zakonne.
 
Takim sposobem, z pewnym poślizgiem, dołączył do grupy nowicjuszy i rozpoczął nowicjat w Wieluniu 7.11.1936 r.pod imieniem brat Jan. Profesję czasową złożył 8.11.1937 r.również w Wieluniu na ręce o. Józefa Zająca, magistra nowicjuszy. Po nowicjacie odbył studia filozoficzne w Osiecznej. W 1939 r., gdy wybuchła wojna, przeniósł się do Wrocławia-Karłowic, gdzie kontynuował studia teologiczne. Nie ukończył ich jednak gdyż został zaciągnięty do wojska niemieckiego. Nie wiemy na którym froncie służył i w jakim charakterze.

Po wojnie wahał się czy powrócić do zakonu. Gdy jednak dowiedział się o aresztowaniu jego ojca w Polsce, przyjął gościnę prowincji bawarskiej, gdzie dokończył studia seminaryjne. Bał się wszelako wracać do Polski. Profesję wieczystą, na podstawie delegacji prowincjała panewnickiego, złożył 16.04.1947 r.w Bad Tölz na ręce prowincjała bawarskiego o. Franciszka Salezego Aschenauera. Święcenia kapłańskie przyjął 27.07.1947 r.w Monachium z rąk kardynała Michała Faulhabera. Mszę św. prymicyjną odprawił w parafii w której od stu lat nie było żadnego powołania.

 



Po święceniach pozostał w prowincji bawarskiej. W latach 1949-1953 pracował jako wikariusz parafialny w Marienweiher. Dwukrotnie podejmował próbę powrotu do Polski. Nie wiemy jednak z jakich powodów się to  nie udało. W sierpniu 1953 r.uległ ciężkiemu wypadkowi. Kiedy okazało się, że dotknięty inwalidztwem już w ogóle nie wróci do Polski, jego matka i siostra Elfryda zdecydowały się wyjechać do Niemiec aby być bliżej niego. On sam, ograniczony fizycznie, od tego czasu prowadził duszpasterstwo szczególnie starszych i chorych tejże parafii. Miał także szczególny charyzmat do pracy z dziećmi, które bardzo się do niego przywiązywały. Te najmniejsze, które nie wszystko potrafiły odróżnić, każdego napotkanego franciszkanina nazywały „pater Johannes”.

Zmarł 29.05.1969 r.w szpitalu bonifratrów (Barmherzigen Brüder) w Monachium. W nekrologu napisano, że zmarł po krótkiej ale ciężkiej chorobie. Został pochowany na cmentarzu w Marienweiher. Wzięło w nim udział wielu kapłanów i wiernych, również protestanci wraz z pastorem. Pogrzeb był bardzo uroczysty. O. Jan żył 50 lat, w zakonie 32, w kapłaństwie 21. Był drobnej budowy ciała i miał słaby wzrok.