I gdziekolwiek bracia przebywają lub spotkaliby się, niech odnoszą się do siebie jak członkowie rodziny.

Seminaryjna kulpa
Seminaryjna kulpa
Data: 2015-08-03

W aktach osobowych archiwum prowincji znajdujemy sympatyczny wiersz będący rymowanym wspomnieniem czasów seminaryjnych przedwojennego kleryka, późniejszego wieloletniego proboszcza parafii panewnickiej o. Norberta Chudoby. Idąc jego śladem poznajemy też osobę samego o. Norberta.

 

Walenty Chudoba bo takie nosił imię od dzieciństwa urodził się 13 lutego 1908 r.w Knurowie w rodzinie Pawła i Marii z domu Jonda. Od dziecka był związany z Kościołem jako ministrant i nic szczególnego nie wyróżniało go w tamtym czasie. Uczęszczał do gimnazjum w Gliwicach, Rybniku i Katowicach. Do zakonu wstąpił w bardzo młodym wieku. Nowicjat rozpoczął 16 sierpnia 1924 r.w Wieluniu otrzymując imię zakonne Norbert. Tam też złożył profesję czasową 20 sierpnia 1925 r.na ręce o. Michała Porady, miejscowego gwardiana. Następnie odbywał studia seminaryjne w studium prowincji i w zwyczajowym trybie złożył profesję wieczystą 3 marca 1929 r.Święcenia przyjął 5 maja 1932 r.w Panewnikach z rąk biskupa Stanisława Adamskiego.

 

Bezpośrednio po święceniach został nauczycielem języka polskiego w Niższym Seminarium w Kobylinie oraz jego prefektem a przez rok był nawet rektorem. W 1937 r.został skierowany do Warszawy celem odbycia studiów dziennikarskich na Wyższej Szkole Dziennikarskiej. Zamieszkiwał w tym czasie w warszawskim konwikcie teologicznym. Wybuch wojny przerwał mu studia i cały jej czas spędził w klasztorze rybnickim gdzie od 1941 r.był wikariuszem parafialnym. Krótko po zakończeniu wojny 9 sierpnia 1945 r.został skierowany do Panewnik gdzie powierzono mu funkcję administratora parafii.

 

Jako proboszcz był bardzo gorliwym duszpasterzem. Dbał o duszpasterstwo wszystkich stanów parafii: dzieci, młodzieży, małżonków, starszych i chorych. Był wytrawnym kaznodzieją i oprócz parafii głosił rekolekcje, konferencje i kazania poza nią. Przez cały czas urzędowania katechizował młodzież licealną. Często organizował pielgrzymki wiernych do sanktuariów maryjnych, zwłaszcza do Kalwarii Zebrzydowskiej i Częstochowy. Po mozolnych staraniach sprowadził do Panewnik z samej Fatimy figurę Matki Bożej Fatimskiej i mocno rozpropagował jej kult. Szczególną pamiątkę po sobie zostawił na panewnickiej kalwarii podejmując budowę piętnastu stacji różańcowych. Jego dziełem są także zainicjowane obchody kalwaryjskie i różańcowe. Dbał o stan materialny całej kalwarii, kaplic i zadrzewienia. Udzielał się ponadto na rzecz całej prowincji w latach 1947-1953 będąc definitorem prowincjalnym.

 

Mając cały czas na uwadze rozwój kultu maryjnego, w 1965 r.zapragnął odbyć wielką pielgrzymkę po największych sanktuariach maryjnych Europy oraz do Ziemi Świętej. W drodze powrotnej, która wiodła przez Wiedeń, nagle poważnie zachorował i zmarł w miejscowym szpitalu sióstr Franciszkanek. Wcześniej dotarła do niego wiadomość o... odwołaniu go z urzędu panewnickiego proboszcza i o skierowaniu do Wronek. O. Norbert zmarł 16 września 1965 r.i został pochowany na cmentarzu zakonnym w Maria Lanzendorf. Żył 57 lat, w zakonie 41 a w kapłaństwie 33.

 

We wspomnieniu pośmiertnym kronikarz zapisał, że był idealnym wzorem zakonnika franciszkańskiego, żarliwym kapłanem, pełnym niewyczerpującego się zapału i niegasnącego ognia. Miał zwyczaj codziennie, późnym wieczorem chodzić do klasztornego oratorium aby modlić się po dziennych trudach. Miał duszę artysty, oddawał się muzyce i malarstwu a także pisał wiersze. Oto jeden z tych, wspominających lata seminaryjne:

 

 

Kulpa

 

Piękne to były chwile w Goruszkach w niedzielę.

Ojciec Magister słuchał grzeszników w kościele,

fratres-klerycy w księgach się zaczytywali,

albo w celach niewinnej rozrywki szukali.

 

W zimie, gdy mróz siarczysty za oknem się kręcił,

piec rozpalony ciepłem i wabił i nęcił.

Często się koło niego klerycy skupiali,

przy czym reguł milczenia niezbyt przestrzegali.

 

Lukasz, Paweł i Norbert zajęli mieszkanie,

gdzie piec na dwa pokoje umieszczon był w ścianie.

Sąsiad stary Gentilis był ich kalfaktorem,

tylko stuknęli w ścianę, palił i wieczorem.

 

Właśnie cieplutko było, gdy trójka z kościoła

zmarzła do celi wpadła... cichutko dokoła.

Nikt się nauką zająć poważnie nie myślał.

Paweł pamiętne daty w notesie zakreślał.

 

Norbert na łóżku siedząc w wiersz układał słowa

co w dniu urodzin siostry miał iść do Knurowa.

Łukasz walizkę wielką wyciągnął spod łóżka,

długo oglądał zdjęcia zebrane w Goruszkach.

 

Wreszcie pośród szpargałów znalazłszy dwa Płaskie

prędko walizkę zamknął, poprawił zatrzaskiem:

Zapal, Norbercie, - woła – wszak dziś przy niedzieli

trochę kadzidła wcale nie szkodzi mieć w celi.

 

Gwarząc puszczają w kłęby dym niebieskoszary...

nagle przez smugi dymu błysły okulary.

Ojciec Magister w progu. W drzwiach zdał się gigantem

w nos wciągnął dym, odetchnął i ryknął dyszkantem:

 

Czy kolokwium? - Ach! Palili! - kto palił?

Łukasz ze strachu Płaskie do wiadra wywalił.

Norbert trzymając w ręce papieros dymiący

wziąć musiał na się winę, czy chciał czy niechcący.

 

Wyznasz przy stole kulpę – rzek Alfons zgorszony

sapiąc, spod szkieł spoglądał jak lew rozjuszony

jednak stłumiwszy złości, drzwi zamknął pomału

i rozżalony wrócił do konfesjonału.

 

Przybył do stołu późno, klerycy już jedli,

już po czytance gwarny rozmowy tok wiedli,

wcale nie przypuszczając, że wkrótce burzliwe

gromy zakończą obiad i egzekutywy.

 

Stary Magister milczący przyśpieszył jedzenie,

aż wreszcie talerz chlebem wytarłszy sumiennie,

spojrzał w Norberta z boku, jak cyklop w barana,

że tenże za swe winy buchnął na kolana.

 

„Est mea culpa” - wyrzekł Norbert dość wyraźnie,

resztę słów łyknął szybko ze strachu, z bojaźni,

w oczekiwaniu sądu strasznego wyroku,

co z hukiem w niego trzaśnie jak gromem z obłoku.

 

Cisza jak makiem posiał zawisła nad bracią.

Ojciec Magister milczał, upornie się zaciął,

ważąc słów świętych zdania, oddychał ze świstem,

że Norbert myślał: Wieki mkną piekłem ognistym.

 

Wreszcie, tchu łapiąc jak pielgrzym sterany,

rzekł: My, starzy ojcowie o czwartej wstawamy,

by odmówiwszy brewiarz pracować wytrwale,

Jak każe Bóg, w kościele, w konfesjonale.

 

A klerycy zuchwale po celach się schodzą

i nie chowając reguł, kolokwia tam wodzą,

że słychać głośne mowy ku memu zgorszeniu

wszędzie: na ganku, a w celi, w celi pełno dymu.

 

Jeżeli my w klasztorze tak robić będziemy,

błogosławieństwa z Bożych rąk nie odbierzemy.

Więc za pokutę silentium przez całą niedzielę

i zmówisz siedem psalmów w kościele.

 

Nagle w rząd spojrzał fratrów, coś groźnie w nich szukał,

znalazł i wołał: Frater zaś Paweł i Łukasz,

że się w rozmowę wdali, też zmówią za karę

siedem psalmów pokutnych. Tu zmęczył się stary...

 

przerwał, z głębi odetchnął i starłszy pot z czoła,

głosem drżącym rzekł: Teraz do kościoła!

Norbert wstał jak pijany, miał silne rumieńce,

już tylko słyszał: Pacierze za naszą prowincję.

 

o. Norbert Chudoba OFM 1953

 

opr. o. Ezdrasz Biesok.