I gdziekolwiek bracia przebywają lub spotkaliby się, niech odnoszą się do siebie jak członkowie rodziny.

Śmierć przychodzi
Śmierć przychodzi
Data: 2020-03-27

o. Ezdrasz Biesok

Jedną z najważniejszych postaci w historii prowincji jest niewątpliwie o. Kolumban Sobota, inicjator samodzielności prowincji po plebiscycie na Śląsku, następnie pierwszy komisarz prowincjalny i organizator życia prowincji w odrodzonym państwie polskim. Swoją osobą wywarł piętno także na wielu poszczególnych klasztorach, zwłaszcza Górze św. Anny, Panewnikach i Rybniku. Jest ponadto postacią ważną dla historii Polski, jako świadek trzech powstań śląskich i autor wspomnień obalających wiele narosłych mitów na ten temat.

 

Jan Sobotta urodził się 6.05.1881 r.w Simsdorfie (Gostomia) koło Prudnika w rodzinie karczmarza Franciszka i Marianny Kurpiela. 29.08.1901 r.wstąpił do nowicjatu prowincji saksońskiej św. Krzyża w Warendorf, pod imieniem brat Kolumban. Profesję złożył 14.09.1902 r.Studia seminaryjne odbywał we Wrocławiu Karłowicach. Tam też złożył profesję wieczystą 16.09.1905 r.a 22.06.1907 r.przyjął święcenia kapłańskie.

Po święceniach pozostał we Wrocławiu. Od 1911 r.był w Panewnikach jako misjonarz ludowy, spowiednik i współredaktor "Głosu św Franciszka". W 1915 r.został gwardianem w Borkach Wielkich i magistrem braci. Jednocześnie oddawał się misjom ludowym. W latach 1918-21  był gwardianem na Górze św. Anny. Tam,  przeżył wszystkie trzy powstania śląskie, zwłaszcza trzecie (1921) podczas którego klasztor annogórski znalazł się niejako „w oku cyklonu”. Jako gwardian strategicznego miejsca nie mógł pozostać obojętny wobec toczących się wokół walk i napastujących klasztor obu stron konfliktu.  

 

Odmienność poglądów na przyszłość Górnego Śląska dzieliła także zakonników. Dla wyciszenia dyskusji politycznych wśród franciszkanów, gwardian, nakazał im zaniechanie wszelkich komentarzy odnośnie do plebiscytu. Mimo wszystko, franciszkanów starano się sprowokować do ujawnienia swego stanowiska. W tym celu w sanktuarium pojawiali się rzekomi pątnicy, którzy podczas spowiedzi pytali duchownych o to, jak mają głosować w plebiscycie. Ojcowie, uprzedzeni o tej akcji, według przekazu ojca Soboty, nie zdradzili swych poglądów, a spowiadającym się dali należytą odprawę.

Wśród różnych autorów, opisujących te wydarzenia, istnieją kontrowersje co do jego postawy, zwłaszcza w czasie trzeciego powstania śląskiego. Niemieccy autorzy przypisują mu rdzennie niemieckie przekonania. Tak też przedstawił annogorskich zakonników Gustaw Morcinek w powieści "Pokład Joanny". Według niego, klasztor był germańskim gniazdem a „niemieckie klechy” modliły się za zwycięstwo Niemców. Jego osąd jest bardzo niesprawiedliwy, żeby nie powiedzieć wyssany z palca. Niemieccy zdobywcy góry traktowali bowiem o. Kolumbana nieufnie.

Większe światło rzucają na ten czas jego własne wspomnienia, wydane drukiem w 1998 r.Jawi się w nich jako człowiek, przede wszystkim, dbały o prestiż sanktuarium, pragnący je uchronić od jakichkolwiek wpływów politycznych. Choć wyraźnie sympatyzował z ludnością polską, zachował wielki obiektywizm wobec orientacji niemieckiej. Był doskonałym obserwatorem wyciągającym wnioski i przewidującym na przyszłość.  Sam dwukrotnie był zagrożony aresztowaniem, najpierw przez powstańców a potem przez Niemców.

Spisał jeszcze przed wojną wspomnienia z tego okresu ale po wkroczeniu Niemców, zaraz je zniszczył aby nikogo nie narażać. Sporządził jednak konspekt, na podstawie którego, po wojnie swoje wspomnienia w całości odtworzył. Wskazał w nich przyczynę upadku powstań. Według jego obserwacji, główne przyczyny tak sromotnej porażki to nie tylko brak doświadczenia powstańców i kiepskie wyposażenie ale też brak dyscypliny, brak autorytetów dowódczych i co najgorsze, nadużywanie alkoholu, i to zarówno wśród kadry, jak i szeregowych powstańców. Na dodatek cały zapał i ofiarność młodych ludzi prysnął w obliczu ogromnej liczby ofiar i niespodziewanej zażartości wroga, z którym przyszło im się zmierzyć.

Po ostatecznym ustaleniu granicy, w 1921 r.o. Kolumban został definitorem prowincji św. Jadwigi i wikarym domu na Górze św. Anny. Jako, że nowa granica podzieliła klasztory prowincji, w grudniu tego roku powstała inicjatywa utworzenia komisariatu panewnickiego. O. Kolumban od początku był „spiritus movens” tej inicjatywy. W tym samym roku wyznaczono go na komisarza do spraw klasztorów, które znalazły się po polskiej stronie: Panewnik, Chocza i Wielunia. Na przełomie lat 1921-22 podjął się dodatkowo zakładania nowego domu w Rybniku i wyszedł z inicjatywą przyłączenia do komisariatu dawnych klasztorów wielkopolskich.

Kiedy komisariat się usamodzielnił, w czerwcu 1923 r., na posiedzeniu definitorium oficjalnie go pożegnano a on sam wygłosił słynną mowę „Wir sind getrennt…”, w której wyraził podziękowanie prowincji św. Jadwigi i nadzieję, że granica, która powstała, nie będzie dzielić braci.

Takim sposobem w 1923 r.został pierwszym komisarzem komisariatu panewnickiego. Był nim przez trzy lata. Odzyskał w tym czasie jeszcze jeden klasztor, we Wronkach koło Szamotuł. W 1926 r.został gwardianem w Panewnikach i radnym komisariatu.  W 1927 r.powierzono mu miejscowe duszpasterstwo w ramach kuracji parafii mikołowskiej. W 1930 r.został gwardianem w Miejskiej Górce i wykładowcą w studium teologii. W latach 1931-32 gwardianem we Wronkach i wykładowcą przeniesionego tam studium. W 1932 r.został definitorem prowincji i magistrem braci nowicjuszy w Panewnikach. W 1935 r.udał się do Rybnika jako gwardian by podjąć przygotowania do budowy nowego kościoła. Osobiście, 8.06.1937 r.o godz. 07.00 rano, wykonany został przez niego pierwszy wykop ziemi. Był także spowiednikiem urszulanek, boromeuszek i franciszkanek w Rybniku, Żorach i Jastrzębiu.

 

 



Po wybuchu wojny, jako kustosz czyli wikariusz prowincji, pod nieobecność prowincjała , otrzymał specjalne uprawnienia do zarządu prowincją ale w kwietniu 1940 r.przekazał tę funkcję o. Bernardynowi Grzysce, jako wikariuszowi. Słabło bowiem jego zdrowie i tracił słuch. Całą wojnę  spędził w Rybniku i dopiero pod sam koniec, gdy 6.02.1945 r.władze okupacyjne nakazały ewakuację, udał się do Prudnika. Wrócił 8.05.1945 r.W 1948 r.zrzekł się urzędu kustosza i przeniósł się do Opola. Tam pozostał do śmierci.

Był wytrawnym misjonarzem, zarówno polsko jak i niemieckojęzycznym. Wiele czasu poświęcał III-mu zakonowi. Dwukrotnie był wizytatorem generalnym prowincji Niepokalanego Poczęcia NMP ( 1933 r.i 1939 r.) i dwukrotnie w prowincji Matki Bożej Anielskiej (1927 r.i 1939 r.). Tej ostatniej nie przeprowadził z powodu wojny.

W 1937 r.oficjalnie zmienił nazwisko na Sobota, którym i tak się zawsze posługiwał. Odznaczał się wielkim poczuciem humoru i trzeźwym osądem.  Zmarł 10.07.1949 r.w Opolu. Żył 68 lat, w zakonie 47, w kapłaństwie 42. Został pochowany w Panewnikach.

Kronikarz opolski zanotował, że nie był jakoś szczególnie chory a mimo to przeczuwał swój bliski koniec. 10 lipca, w niedzielę, wcześnie rano o 4.00 obudził o. Piotra prosząc o spowiedź i namaszczenie chorych. O. Piotr, widząc, że przecież dobrze wygląda, ociągał się ale on odpowiedział - śmierć przychodzi.  Spełniono jego życzenie, wyspowiadał się i przyjął namaszczenie. Przed 5 rano już nie żył.