Nie miejmy więc innych tęsknot, innych pragnień, innych przyjemności i radości oprócz Stwórcy i Odkupiciela, i Zbawiciela naszego, jedynego prawdziwego Boga.

W klasztornej piekarni
W klasztornej piekarni
Data: 2021-09-29

o. Ezdrasz Biesok


Po słynnej piekarni klasztornej w Panewnikach już nie ma śladu. Pozostała wszelako pamięć po ostatnim piekarzu, którego wypieki spożywali nie tylko zakonnicy ale i wszyscy, którzy przychodzili kupić chleb i bułki z klasztornego pieca. Był nim brat Franciszek Filipczyk, z racji swego zawodu powszechnie znany i ceniony a jako współbrat bardzo przez wszystkich lubiany.


Ludwik Filipczyk urodził się 24 sierpnia 1877 r.w Ottmuth (dzisiaj Otmęt), koło Krapkowic w rodzinie Andrzeja i Józefiny Kiwic. Nic więcej nie wiemy ani o jego rodzinie ani o tym jak spędził swoją młodość. Prawdopodobnie swego zawodu wyuczył się w młodości. Mając 28 lat postanowił wstąpić do prowincji saksońskiej.  24 kwietnia 1905 r.przyjął Habit III Zakonu, do nowicjatu pierwszego Zakonu wstąpił 4 października 1908 r.W zakonie otrzymał imię brat Franciszek. Wszystko wskazuje na to, że w czasie pierwszej wojny światowej został zmobilizowany do wojska gdyż dopiero po wojnie, 26 grudnia 1919 r.złożył śluby wieczyste.  Przebywał wtedy na Górze św. Anny.


Wraz z odrodzeniem się naszej prowincji w 1923 r.znalazł się w grupie braci zdeklarowanych aby do niej wstąpić. Początkowo został skierowany do Goruszek ale niebawem przeprowadził się do Wielunia. Był jeszcze we Wronkach i ponownie od 1927 r.w Wieluniu. Od 1929 r.przeniesiony do Rybnika, potem do Panewnik i znowu do Rybnika. Od 1934 r.osiadł na stałe w Panewnikach  gdzie był furtianem i piekarzem. Tu spędził cały czas wojny. Po wojnie pozostał nadal w Panewnikach  jako piekarz i kucharz. Bywał też organistą. Był mistrzem w swoim zawodzie. Posługiwał się gwarą typową dla Śląska Opolskiego. Kronikarz zanotował, że był człowiekiem znanym i powszechnie lubianym.


Brat Franciszek był też zwolennikiem metody leczniczej ks. Kneippa, polegającej, między innymi, na wodolecznictwie.  W myśl jego zasad często chodził boso po mokrej trawie i śniegu i codziennie przez cały rok, niezależnie od pogody, wczesnym rankiem zanurzał się w klasztornym stawie. Na nic nie chorował. Zmarł 23 czerwca 1964 r.  Dożył 86 lat, w zakonie 59.