Bracia niech niczego nie nabywają na własność (...) I jako pielgrzymi i obcy na tym świecie, służac Panu w ubóstwie i pokorze, niech ufnie proszą o jałmużnę, i nie powinni wstydzić się tego, bo Pan dla nas stał się ubogim na tym świecie.

Żydek Einstein miał rację
Żydek Einstein miał rację
Data: 2021-10-26

o. Ezdrasz Biesok


W historię prowincji a kilku klasztorów w szczególności, wpisał się o. Innocenty Glensk. Jego barwna postać, od samego odrodzenia prowincji aż do naszych czasów towarzyszyła wielu wydarzeniom. Niemalże przez całe życie pełnił urzędy przełożonego, proboszcza czy profesora, będąc zawsze w centrum  życia prowincji.


Józef Glensk urodził się 25.03.1906 r.w Tarnau (Tarnowo Opolskie) w rodzinie sklepikarza i sołtysa zarazem, Piotra i Pauliny  Jonientz. Jego ojciec był ponadto mistrzem kowalskim i cały czas podkuwał konie gospodarzom z okolicy a także pruskiemu wojsku. Jego ciotka Tekla, obecna przy porodzie, zwróciła uwagę, że w chwili narodzin małego Józefa na wieży pobliskiego kościoła dzwoniła sygnaturka, zwiastująca dokonujące się właśnie przeistoczenie. Już wtedy oznajmiła wszystkim, że urodził się przyszły kapłan. Pod koniec życia  o. Innocenty spisał swoje piękne wspomnienia o dzieciństwie i domu rodzinnym.


Tuż po zakończeniu wojny, mając 13 lat, w 1919 r.wstąpił do Niższego Seminarium Duchownego  Franciszkanów w Nysie. Z tamtego okresu już nie posiadamy bliższych informacji. Wraz  z odrodzeniem się prowincji grupa kolegiastów polskich przeniosła się do Panewnik gdzie kontynuowali naukę. Wraz z nimi był młody Józef.  Z dokumentów wynika, że po plebiscycie jego rodzina przeniosła się do Lublińca, gdyż zarówno opinia proboszcza jak i deklaracja rodziców są datowane w Lublińcu w 1924 r.Niemniej, dopiero w 1936 r.nadano mu lub potwierdzono obywatelstwo polskie.


Nowicjat rozpoczął w Wieluniu 16.08.1924 r.pod imieniem brat Innocenty. Tam też złożył profesję czasową na ręce o. Michała Porady, ówczesnego gwardiana wieluńskiego. Po nowicjacie kończył jeszcze gimnazjum w Katowicach, a następnie został skierowany na studia filozoficzno-teologiczne ale nie z pozostałymi braćmi w seminarium prowincji lecz na Uniwersytet Jagielloński do Krakowa. Zamieszkał w klasztorze przy ul. Reformackiej. Profesję wieczystą złożył 27.08.1928 r.w Panewnikach na ręce o. Wilhelma Rogosza, komisarza prowincjalnego. Subdiakonat otrzymał w Kokoszycach razem z późniejszym kardynałem Bolesławem Kominkiem. Diakonat otrzymał w prywatnej kaplicy biskupa Lisieckiego w Katowicach przy ul. Bankowej. Święcenia prezbiteratu przyjął 21.06.1930 r.w Krakowie z rąk biskupa Rosponda.


Po święceniach został skierowany do Kobylina gdzie w Niższym Seminarium został nauczycielem matematyki i fizyki. Przez krótki czas, w 1934 r.był tam także gwardianem. Dalej kontynuował swoje studia na Uniwersytecie Jagiellońskim z zakresu teologii moralnej. Studia uwieńczył magisterium teologii na podstawie pracy: „Chrześcijański pogląd na prawo własności i jego wpływ na życie gospodarcze i społeczne”. W 1935  r.został przeniesiony do Wronek jako wykładowca teologii moralnej i teologii pastoralnej.


Niezależnie od tego, od 1936 r.nadal kontynuował studia specjalistyczne, tym razem na Wydziale Teologii Specjalistycznej Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Stamtąd dojeżdżał do Wronek z wykładami i przygotował rozprawę doktorską na temat: "Wpływ pism Seneki na etykę chrześcijańską pierwszych wieków i Ojców Kościoła". Do przewodu doktorskiego jednak nie doszło na skutek wybuchu drugiej wojny światowej. Jedyny egzemplarz jego pracy przepadł wraz z promotorem, który zmarł w czasie wojny.  We Wronkach, także został gwardianem od 1938 r.


We wrześniu 1939 r.postanowił, jak wielu innych, uciekać na wschód Polski, najpierw do Warszawy, która zgodnie pogłoskami miała być broniona. W Warszawie był świadkiem pożaru i zniszczenia zamku królewskiego. Później skierował się dalej na wschód ale po wkroczeniu sowietów wrócił do Wronek. Pierwszy rok wojny spędził w klasztorze, kilkakrotnie zatrzymywany wraz z innymi braćmi jako zakładnik. Przewidując dalsze wydarzenia, potajemnie zakopał pod murem kościoła kielichy, monstrancje i wszystkie cenniejsze paramenty liturgiczne.


Po konfiskacie klasztoru wronieckiego, w grudniu 1940 r.został zmuszony przez władze okupacyjne do opuszczenia Wronek i do udania się do Generalnej Guberni. Przez około pół roku przebywał  w Nowym Sączu lecz został aresztowany przez Gestapo, przewieziony do Warszawy i więziony przez kolejne pół roku w więzieniu przy ul. Pawiej czyli na słynnym „Pawiaku” a potem jeszcze dwa tygodnie w więzieniu na Mokotowie. Nie wiemy w jakich okolicznościach został zwolniony. W jednym z listów twierdził, że wydostał się stamtąd cudem. Po zwolnieniu z więzienia przeniósł się do Nowego Targu, a od 1943 r.  do Krakowa, gdzie  najpierw u pijarów a potem w klasztorze przy Reformackiej przebywał aż do końca wojny. Po wojnie wrócił na krótko do Wronek i odkopał schowane „skarby” oraz zdążył naprawić dach kościoła, zniszczony na skutek wysadzania pobliskiego mostu na Warcie.


W maju 1945 r.został gwardianem w Panewnikach i pełnił ten urząd do 1953 r.W nowej rzeczywistości przyszło mu kierować klasztorem w szczególnie trudnym okresie utrwalania się „władzy ludowej” i narastającego stalinizmu. Nie szedł nigdy na konfrontację z władzami. Podobnie jak większość ówczesnych przełożonych w prowincji, szukał raczej realistycznego podejścia do rzeczywistości. Od zakończenia wojny do 1964 r.był jednocześnie profesorem teologii moralnej i pastoralnej w  seminarium panewnickim.


W 1953 r.został skierowany do Chorzowa jako przełożony i proboszcz. Pojawił się wszelako pewien szkopuł. Dotychczasowy przełożony i proboszcz nie chciał opuścić zajmowanych stanowisk. Sprawę komplikował fakt, że diecezją katowicką zarządzał wikariusz kapitulny ks. Filip Bednorz a także było wymagane zatwierdzenie przez Urząd do Spraw Wyznań. Prowincjał nie potrafił zająć w tej sprawie stanowiska. Sprawa była, delikatnie mówiąc, polityczna. Kiedy więc o. Innocenty udał się do Klimzowca czekała na niego grupa parafian tzn. konkretnie grupa niewiast histerycznych z jakimiś narzędziami w rękach i najzwyczajniej nie został wpuszczony do klasztoru. W innym miejscu kronikarz zapisał, że dziś kobiety te wstydzą się i żałują tej hańbiącej sceny. W takiej sytuacji o. Innocenty wrócił do Panewnik i zamieszkał u sióstr.

Niebawem, gdy pojawiła się okazja odzyskania starego klasztoru w Bytomiu, został wyznaczony do tego zadania. W 1964 r.został pierwszym przełożonym i proboszczem odzyskanej placówki w Bytomiu. Przez szereg lat parał się tam niezbędnymi remontami i dostosowaniem kościoła do liturgii gdyż ten przez długie lata był zborem protestanckim. W klasztorze czyli dawnym domu pastora zmagał się z uciążliwymi sublokatorami, których było trzeba znosić i tolerować. Na ich wyprowadzkę bowiem długo nie było szans. W Bytomiu pozostał do 1965 r.


W tym czasie prowincja obsługiwała, między innymi, parafię Zimnice Wielkie koło Opola. Tam właśnie został skierowany o. Innocenty jako proboszcz, wikary-ekonom jak dokładnie stanowił dekret. Był tam do 1979 r.Posiadamy piękne wspomnienia pewnej osoby z tego okresu. Plebania w Zimnicach była jak dom z filmów Hitchcocka, duża, staroświecka z mnóstwem zakamarków i staromodnie umeblowana, otoczona bujnym ogrodem a przed domem rosła olbrzymia, wiekowa magnolia. O. Innocenty zaś doskonale wkomponowany w tę przestrzeń, niemniej staroświecki, czytał Ojców Kościoła w greckim oryginale ale też paryską „Kulturę”, słuchał „Wolnej Europy”,  dyskutował o polityce, słuchał Mozarta i Beethovena i grał w szachy. Zachowywał pogodę i optymizm, dostawał mnóstwo prezentów, którymi natychmiast obdarowywał innych. Osoba pisząca te wspomnienia, po niedawnych odwiedzinach Zimnic, z bólem zobaczyła, że nowy ksiądz pozbył się antyków, wyciął nobliwą magnolię i plac wybetonował.


Od 1979 r.o. Innocenty należał do wspólnoty klasztoru w Starych Panewnikach. Był w tym czasie spowiednikiem braci kleryków w Panewnikach, którzy chętnie korzystali z jego posługi. Głosił również klerykom konferencje duchowe. Zmarł w klasztorze w Starych Panewnikach 15.07.1990 r.  Został pochowany na cmentarzu zakonnym w Panewnikach. Żył 84 lata, w Zakonie 66, w kapłaństwie 60.


O. Innocenty odznaczał się dobrocią, nigdy nie używał autorytarnego tonu. Nie szafował ostrymi ocenami moralnymi, podobno wiele nauczyła go funkcja spowiednika w więzieniu we Wronkach. Kiedyś, zauważając u siebie samego skłonność do subiektywnych ocen, napisał – Żydek Einstein miał rację z tą swoją teorią względności.


Ktoś z rodziny, po latach wyjawił, że wujek Innocenty został przez Niemców aresztowany za handel dolarami i kradzież prądu, podłączając „na lewo” kable do domu pewnej wdowy u której mieszkał.