I gdziekolwiek bracia przebywają lub spotkaliby się, niech odnoszą się do siebie jak członkowie rodziny.

Żywa kronika
Żywa kronika
Data: 2015-07-29

Stara fotografia z 1928 r.wykonana w klasztorze na Goruszkach dokumentuje pewien rzadki jubileusz. 70 lat życia zakonnego obchodził w tymże roku br. Gentilis Ostrowicki, najstarszy wówczas członek prowincji, który pamiętał jej historię niemalże od samego początku. Sędziwy zakonnik w otoczeniu młodszych współbraci a zwłaszcza gromady kleryków jawi się jako żywy łącznik między pokoleniami, które prawie w ogóle się nie znały.

 

Andrzej Ostrowicki urodził się 1 grudnia 1836 r.w Minikowie w powiecie chojnickim, w rodzinie Jakuba i Agnieszki z domu Wanków. Powołanie zakonne odkrył zapewne na fali odradzającego się po zaborczych kasatach życia zakonnego w Prusach i Wielkim Księstwie Poznańskim. W 1855 r.Generał zakonu Vananzio Metildi da Celano erygował na bazie dwóch skasowanych prowincji reformackich, Wniebowzięcia NMP w Prusach i św. Antoniego w Wielkopolsce, nową prowincję pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia NMP. Tworzyli ją żyjący jeszcze zakonnicy tamtych dwóch prowincji. I chociaż na początku liczyła ona zaledwie 25 braci to szybko zaczęła powiększać swoje szeregi.

 

Jednym z nowych braci był właśnie 22-letni Andrzej, który pragnął zostać bratem zakonnym. Do zakonu wstąpił 5 września 1858 r.Zachowało się, potrzebne w tamtym czasie, zezwolenie jego rodziców, tzw. Losungsschein czyli państwowe pozwolenie landrata z Chojnic oraz późniejsze zrzeczenie się własności kandydata do zakonu. Jak wszyscy kandydaci na braci zakonnych początkowo był tercjarzem i jako kucharz przebywał w Bysławku. Zyskał sobie dobrą opinię i niebawem przyjęto go do nowicjatu, który rozpoczął 11 listopada 1860 r.w Osiecznej. Nadano mu imię brat Gentilis. Tam też złożył pierwsze śluby zakonne 14 lutego 1861 r.Początkowo został przeniesiony do Łąk Bratiańskich jako kwestarz. W 1864 r.znowu wrócił do Osiecznej, tym razem jako kanaparz czyli piwniczny klasztorny. Tam też złożył śluby wieczyste 15 lutego 1864 r.Już w tym okresie dał się poznać jako człowiek o głębokim życiu religijnym. Od 1868 r.na krótko był kucharzem w Poznaniu a następnie skierowano go do Goruszek. Przebywał jeszcze w Wejherowie, we Wronkach i w Zamartem.

 

W tym ostatnim klasztorze zastała go kolejna kasata zakonna z 1875 r.w ramach pruskiego kulturkampfu, który położył kres pomyślnemu rozwojowi nowej prowincji. Wielu jej braci wyjechało do Ameryki, Turcji, Ziemi Świętej i innych miejsc. Tylko nieliczni zdecydowali się zostać na miejscu i bronić opustoszałych klasztorów. Brat Gentilis był jednym z nich. Udał się kolejny raz do Goruszek i tam pozostał do końca życia. Był to czas w którym wydawało się, że zakonnikom pozostało jedynie czekać na powolne wymarcie. Nie zaniechali jednak obowiązków życia zakonnego i nie utracili poczucia swojej tożsamości. Gdy po latach, dla szczątkowej już prowincji powołano w 1813 r.komisarza z Galicji o. Joachima Maciejczyka, ten po odwiedzeniu klasztoru w Goruszkach napisał do ojca generała w Rzymie, że z radością widział garstkę braci wspólnie odprawiających modlitwy i rozmyślanie.

 

Wytrwałość została nagrodzona. Gdy minął czas zaborców i zakończyła się zawierucha I wojny światowej, dawna prowincja odrodziła się. Wielkopolskie klasztory wzmocnione prężnym śląskim komisariatem panewnickim znowu zaczęły tętnić pełniejszym życiem. Brat Gentilis znalazł się znowu w dużej i młodej wspólnocie zakonnej i razem z nią świętował swój piękny jubileusz.

 

W kronikach klasztornych odnotowano, że brat Gentilis świecił dobrym przykładem pobożności i pracowitości, z nabożeństwem przystępując do Stołu Pańskiego i modląc się o powodzenie dla prowincji a zarazem pracując chwiejnymi już rękami. Wytwarzał bowiem do śmierci zakonne cingula. Do ostatnich dni przed śmiercią nawiedzał kościół a jako, że był zimą nieogrzewany, nabawił się przeziębienia i poważnie zachorował. Do ostatnich dni życia zachował spokój, przytomność ducha i niezwykłą jak na taki wiek świeżość pamięci. Gdy się z nim rozmawiało o przeszłości zakonu miało się wrażenie, że mówi jakaś stara, szeroko otwarta kronika zakonna. Potrafił wyliczyć szereg szczegółów, zdarzeń, imion, nazwisk, jakby to było wczoraj. Był niezwykle pobożny. Znający go bracia twierdzili, że jego dar niezwykłego zdrowia duszy, rozumu i ciała był nagrodą za wielkie i szczere uszanowanie z jakim odnosił się do kapłanów a zwłaszcza do przełożonych. Chociaż zakon postawił mu przełożonych o pół stulecia młodszych od niego to jednak zawsze każdemu okazywał poszanowanie jako starszemu i zaufanie jakby Ojcu. W święta i uroczystości zakonne nigdy nie omieszkał złożyć przełożonemu serdecznych życzeń. Gdy już leżał konający i na wpół przytomny, resztką sił podniósł się jeszcze aby ucałować rękę przełożonego. W przededniu śmierci został zaopatrzony sakramentami świętymi. Zmarł w otoczeniu modlących się braci, w niedzielę 17 kwietnia 1932 r.Dożył 95 lat.

 

Został pochowany na Goruszkach. Ceremoniom pogrzebowym przewodniczył prowincjał o. Augustyn Gabor.

 

Opr. o. Ezdrasz Biesok.